Przekazane irackim sojusznikom pociski Zelzal, Fatih-110 i Zulfikar mają zasięg do 700 km i mogą zagrozić sprzymierzonym z USA Arabii Saudyjskiej i Izraelowi.
Iran przekazał swoim szyickim sojusznikom w Iraku część arsenałów rakietowych. Chodzi o pociski balistyczne krótkiego zasięgu, które w ten sposób mają zostać zabezpieczone na wypadek ataku ze strony USA. Skutkiem ubocznym jest zwiększenie możliwości wojskowych irackich ugrupowań szyickich współpracujących z Teheranem. To często organizacje o niejawnej i zagmatwanej strukturze dowódczej. Trudno im wykazać związek z oficjalnymi władzami, przez co można wygodnie za ich pomocą prowadzić wojny zastępcze w regionie. Informacje o pociskach podał Reuters tuż przed zaplanowanym na piątek spotkaniem przywódców Rosji, Turcji i Iranu w Teheranie.
– Liczba (pocisków – red.) nie jest duża. Jednak jeśli będzie taka potrzeba, może zostać zwiększona – mówi jedno ze źródeł Reutersa.
Reklama
Kolejny rozmówca agencji dodaje, że to element taktyki polegającej na zwiększeniu możliwości rażenia celów w krajach, które zagrażają interesom Iranu na Bliskim Wschodzie. – Wygląda na to, że Teheran chce uczynić z Iraku swoją daleko wysuniętą bazę rakietową – przekonuje.
Pociski Zelzal (z perskiego – trzęsienie ziemi), Fatih-110 (z arabskiego – zdobywca) i Zulfikar (czyli miecz proroka Mahometa, który – zgodnie z szyicką tradycją – miał zostać przekazany pierwszemu imamowi szyitów Alemu ibn Abi Talibowi) mają zasięg od 200 do 700 km. Mogą zagrozić sprzymierzonym z USA na Bliskim Wschodzie sunnickiej Arabii Saudyjskiej i Izraelowi. Cytowana przez Reutersa argumentacja o ochronie interesów Iranu w regionie podważa – promowaną od lat przez Teheran – narrację o jedynie defensywnym charakterze programu budowy pocisków balistycznych.

Reklama
Pociski irańskie miały zostać przekazane przez rozmieszczonych na zachodzie i południu Iraku żołnierzy elitarnej jednostki Kuds. Powołano ją do prowadzenia tajnych operacji poza granicami Iranu. Brygada działa w ramach Korpusu Strażników Rewolucji, a dowodzi nią generał Ghasem Solejmani. To właśnie on – jak podaje Reuters – ma być osobiście odpowiedzialny za program relokacji pocisków.
Wcześniej Teheran był oskarżany o przekazywanie tego typu uzbrojenia sprzyjającym Iranowi szyickim organizacjom w Syrii, Jemenie i Libanie. W przypadku Iraku chodzi jednak o znacznie bardziej zaawansowany program – w tym również możliwość produkcji pocisków na miejscu.
Fabryki mają się znajdować na wschód od Bagdadu, w miejscowości al-Zafaranija, na północ od Karbali w Jurf al-Sachar i w irackim Kurdystanie. Żołnierze Kuds zajmują się również szkoleniem bojowników ze sprzymierzonej z Iranem szyickiej grupy Kata’ib Hezbollah. Operatorzy wyrzutni rakietowych mieli jeździć na kursy do Iranu.
Program produkcji i rozmieszczania w regionie pocisków balistycznych jest krytykowany zarówno przez USA, jak i kraje europejskie (niezależnie od krytyki ze strony UE pod adresem Donalda Trumpa, który w maju tego roku zerwał porozumienie nuklearne z Iranem). Proliferacja tego typu uzbrojenia jest postrzegana jako źródło niestabilności dla Bliskiego Wschodu.
Jak powiedział jeden z rozmówców DGP, zarówno informacje dotyczące rozwijania programu rakietowego, jak i samo zerwanie porozumienia nuklearnego z Teheranem z punktu widzenia Polski wcale nie musi być niekorzystne. Odprężenie z Iranem w kwestii programu atomowego i rakietowego podważało zasadność instalowania w Polsce i w Rumunii elementów tarczy antyrakietowej. Głównym powodem budowy baz amerykańskich w Redzikowie i Deveselu było zagrożenie ze strony Iranu i Korei Północnej.
Informacje Reutersa pojawiły się w strategicznym dla Bliskiego Wschodu momencie. W piątek w Teheranie dojdzie do spotkania przywódców Iranu, Turcji i Rosji. Hasan Rouhani, Recep Tayyip Erdoğan i Władimir Putin będą rozmawiali o perspektywach zakończenia konfliktu w Syrii. Poruszony ma być również temat sankcji nałożonych na Iran przez USA.
Trzej politycy, którzy pojutrze spotkają się w Teheranie, reprezentują odmienne wobec amerykańskiego stanowisko dotyczące przyszłości Syrii i popierają proces pokojowy z Astany, a nie rozmowy genewskie prowadzone pod patronatem ONZ. Iran i Rosja są sojusznikami rządzącego w Damaszku prezydenta Baszara al-Asada. Zarówno Moskwa, jak i Ankara otwarcie krytykowały zerwanie przez Waszyngton porozumienia nuklearnego z Iranem.