12 maja Platforma organizuje w Warszawie "Marsz Wolności" w obronie konstytucji, zasad demokratycznych, a także "trwałej obecności Polski w Unii Europejskiej". Marsz ma wyruszyć w południe z ronda de Gaulle'a i przejść na Plac Zamkowy.

Decyzja o organizacji - trzeciego już - majowego marszu w Warszawie zapadła podczas czwartkowych obrad Zarządu Krajowego PO. Pierwsza taka demonstracja (współorganizowana przez PO, KOD i Nowoczesną) pod hasłem "Jesteśmy i będziemy w Europie" przeszła stołecznymi ulicami 7 maja 2016 r.; rok później, 6 maja 2017 r. Platforma zorganizowała w Warszawie "Marsz Wolności".

"Zarząd Krajowy podjął decyzję o organizacji "Marszu Wolności". 12 maja o godz. 12. zapraszamy wszystkich demokratów, wszystkich, którzy chcą się upomnieć o praworządność w Polsce, o naszą trwałą obecność w Unii Europejskiej" - powiedział dziennikarzom rzecznik PO Jan Grabiec.

Marsz ma wystartować z ronda de Gaulle'a i przejść Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na Plac Zamkowy. "Tak jak rok temu i dwa lata temu będziemy wspólnie manifestować przywiązanie do konstytucji, zasad demokracji i upominać się o zasady praworządności w Polsce, które, jak wszyscy widzimy, jak widzi cała Europa i świat, są zagrożone przez działanie obecnej większości parlamentarnej i rządu PiS" - powiedział rzecznik PO.

Reklama

Jego zdaniem, dowodem na to są m.in. uchwalone ostatnio nowelizacje ustaw: o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym i o Trybunale Konstytucyjnym. "Pokazują, że nadal kurs władzy się nie zmienia, nadal celem jest budowa władzy autorytarnej, podporządkowania sądownictwa władzom partyjnym, podobnie jak innych dziedzin życia w Polsce. Nie ma na to naszej zgody i o tym będziemy mówić podczas tego marszu" - zaznaczył rzecznik Platformy.

Wyraził też pogląd, że w Polsce powstała "PiS-owska kasta, która jest ponad prawem i chce - za pośrednictwem podporządkowanych politycznie: prokuratury i sądów - decydować o życiu wszystkich Polaków".

"Przykład posła (Stanisława) Gawłowskiego, czy potraktowania innych posłów opozycji: Kamili Gasiuk-Pihowicz i Ryszarda Petru (oboje z Nowoczesnej - PAP) jest tylko drobnym przykładem na to, jak niesprawiedliwie, jak nierówno traktowani są parlamentarzyści. Tak samo nierówno traktowani są również zwykli obywatele - kierowca seicento, pan Sebastian (w lutym 2017 r. jego samochód uderzył w limuzynę ówczesnej premier Beaty Szydło - PAP), czy niewyjaśniona śmierć Igora Stachowiaka (rażonego policyjnym paralizatorem na komendzie we Wrocławiu - PAP)" - powiedział Grabiec.

Dwa lata temu marsz opozycji i KOD "Jesteśmy i będziemy w Europie" zgromadził - według szacunków stołecznego ratusza - 240 tys. osób, według policji - w kulminacyjnym momencie wzięło w nim udział 45 tys. ludzi. Przed rokiem w "Marszu Wolności" PO, w kulminacyjnym momencie demonstrowało - zdaniem policji - ok. 12 tys. osób. Ratusz podał z kolei liczbę ponad 90 tys. uczestników manifestacji.