W sprawie Amber Gold zostałem tak samo wprowadzony w błąd, jak tysiące Polaków, mam pretensje do rozmaitych służb państwowych, że nie reagowały stanowczo i szybko - mówił prezydent Gdańska Paweł Adamowicz we wtorek przed komisją śledczą ds. Amber Gold.
Reklama

Jarosław Krajewski (PiS) pytał go m.in., czy i kiedy wypowiadał się aprobująco o Amber Gold. Adamowicz przyznał, że było to tylko na konferencji prasowej w sprawie wsparcia przez tę spółkę filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei", wiosną 2012 roku.

Krajewski zacytował wtedy relację prasową z tego wydarzenia, donoszącą, że prezydent Gdańska dziękował grupie Amber Gold i mówił, że "bardzo prężnie się rozwija", a także, że "jest innowacyjna, a Lech Wałęsa też był innowacyjny".

Adamowicz potwierdził, że można uznać to za wsparcie wizerunkowe. "Mówiłem te słowa na wiosnę 2012 roku, kiedy jeszcze nikt nie znał sprawy Amber Gold" - przekonywał.

Dodał, że "konwencjonalnie, grzecznościowo dziękował sponsorom filmu", natomiast innowacyjność odnosiła się do linii lotniczej OLT Express, która wtedy jako pierwsza oferowała tanie połączenia między miastami.

Tłumaczył, że miał już wówczas świadomość, że OLT Express to spółka córka Amber Gold. Linia ta oferowała tanie połączenia w sytuacji, gdy zbliżało się Euro 2012, a połączenia komunikacyjne z Gdańskiem były bardzo słabe.

"Po prostu wymarzona historia, los na loterii" - mówił Adamowicz. "Euro było promocją Polski i Gdańska, i w tym kontekście trzeba widzieć mój entuzjazm i słowa o innowacyjności" - dodał. Przyznał, że po kolejnych dwóch miesiącach "nastąpiło tąpnięcie i cała wizja rozsypała się jak domek z kart".

Adamowicz zapewniał jednocześnie, że nigdy nie był w siedzibach Amber Gold, nie miał żadnych kontaktów z Marcinem P., ani z innymi pracownikami Amber Gold.

Za taki kontakt prezydent Gdańska nie uznaje bowiem wspólnej obecności z przedstawicielem Amber Gold na konferencji na temat wsparcia filmu o Wałęsie. Na tej konferencji, jak mówił, "ktoś ze strony sponsora był". "Ja tych osób nie pamiętam, mogły być konwencjonalne rozmowy o pogodzie, z mojej strony podziękowanie za sponsoring i to wszystko" - zaznaczył.

Zwracał zarazem uwagę, że po wybuchu afery reżyser Andrzej Wajda i producent "mieli z tego powodu zgryzotę", że to właśnie Amber Gold wsparła ten film. Dlatego "każda złotówka została przez producenta zwrócona syndykowi masy upadłościowej".

Podkreślał, że z jego strony "było jedno pismo do Amber Gold o rozważenie wsparcia produkcji filmu". "Nie było żadnych innych kontaktów" - przekonywał.

"Producent filmu i świętej pamięci reżyser zwrócili się do miasta Gdańska o rozważenie wsparcia i pomocy w produkcji filmu" - mówił. Dodał, że w związku z tym miasto także wsparło film z własnego budżetu.

Krajewski dopytywał, czy jako prezydent Gdańska regularnie zwraca się o wsparcie finansowe przy produkcji filmów do firm prywatnych. Adamowicz odpowiadał, że miasto uczestniczyło przy produkcji tylko trzech filmów, ale samorząd miejski bardzo często prosi różne firmy o wsparcie przedstawień teatralnych i innych wydarzeń. "Niejednokrotnie mnie proszono, bym dodatkowo się spotkał, wykonał telefon" - opowiadał.

W samym 2012 roku, dodał, prosił np. firmy prywatne o wsparcie budowy 12 boisk przyszkolnych. Dodał, że poza filmem o Wałęsie oraz inwestycją Amber Gold w ogrodzie zoologicznym nie pamięta udziału tej spółki we wsparciu przedsięwzięć miejskich.

Adamowicz przyznał także, że mógł Marcinowi P. przekazywać zaproszenia do loży na mecze Euro 2012 roku w Gdańsku. Na mecze te, mówił, zaprosił posłów i tych przedsiębiorców, którzy wspierali Gdańsk w przedsięwzięciach sportowych i kulturalnych, w tym byli zaproszeni szefowie wszystkich firm, które wsparły film o Lechu Wałęsie. "Amber Gold i OLT Express byli sponsorami tego filmu i z tego tytułu mógł on zostać zaproszony, ale nie skorzystał z zaproszenia" - zeznał.

"Gdybym miał w czerwcu 2012 roku tę wiedzę, którą mam dziś, bym nie zaprosił, ale wtedy ani ja ani większość Polaków nie miała tej wiedzy" - wskazał.

Krajewski zapytał Adamowicza, czy dziś żałuje i ma poczucie popełnionego błędu, że "budował zaufanie do Amber Gold". "Zostałem tak samo wprowadzony w błąd jak tysiące Polaków. Jako obywatel mam pretensje do rozmaitych służb państwowych że nie reagowały stanowczo i szybko" - odpowiedział Adamowicz.

Poseł PiS pytał także, czy przed 13 sierpnia 2012 roku ktokolwiek przestrzegał go przed kontaktami z Amber Gold i Marcinem P. "Nie, żałuję, że nikt mnie nie ostrzegł" - odpowiedział świadek.

Na uwagę posła Krajewskiego, że od 2009 roku Amber Gold była na liście ostrzeżeń KNF, Adamowicz spytał, czy sam poseł Krajewski sprawdził wtedy Amber Gold na tej liście. Poseł PiS odpowiedział, że możliwości opozycji są znacznie mniejsze niż prezydenta miasta z aparatem urzędniczym.

Adamowicz przyznał zarazem, że gdy patrzył na oferowane przez Amber Gold warunki lokat, wydawały mu się dziwne, bo oprocentowanie było wyższe niż w bankach i SKOK-ach. Dopytywany, czy coś zrobił z tym swoim spostrzeżeniem, przyznał, że nie, bo to było "tylko subiektywne odczucie".

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała o znane zdjęcie, na którym Adamowicz ciągnie samolot OLT Express. Dopytywała, czy gdyby np. ciągnął samolot linii Wizz Air, to byłaby reklama tej firmy?

"Gdy wicepremier Morawiecki bierze udział we wmurowaniu kamienia węgielnego pod fabrykę Mercedesa, to też jest reklama, ale bardzo dobrze, że to robi" - odpowiadał Adamowicz. Dodał, że na gdańskim lotnisku on i jego pracownicy nie raz fetowali wspólnie nowe połączenia lotnicze, choćby ostatnio KLM.

Wassermann dopytywała, czy w takim razie każda firma, która się do niego zgłosi, może liczyć na to, że zrobi sobie z jej produktami zdjęcia reklamowe. "Jeżeli firma tworzy miejsca pracy i daje pracę rodzinom w Gdańsku, to biorę udział w takich imprezach" - odpowiedział Adamowicz, na co Wassermann pytała, czy nawet wtedy, gdy firma ta nie płaci podatków i ZUS, a jej szef był wielokrotnie karany.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał o wiedzę świadka na temat tego, czy mogło dochodzić do korumpowania pracowników gdańskiego urzędu miejskiego przez Amber Gold. Adamowicz powiedział, że nie są mu znane takie przypadki, ale jeśli miały miejsce, to ma nadzieję, "że organy ścigania dotrą do prawdy".

Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał z kolei, czy na pewno Adamowicz nie otrzymywał informacji od żadnych służb na temat Amber Gold. I czy nie dostał takich informacji od swojego ówczesnego doradcy ds. bezpieczeństwa Krzysztofa Bollina, byłego (do 2010 roku) zastępcy szefa delegatury ABW w Gdańsku. Adamowicz zapewnił, że nie otrzymywał żadnych informacji, a Krzysztof Bollin już nie jest jego doradcą.

Adamowicz był także pytany, czy kiedykolwiek rozmawiał o Amber Gold z Donaldem Tuskiem. "Zdaje się, że nigdy nie rozmawiałem" - odpowiedział świadek.

Zapewniał też, że "to jest mit o parasolu PO" nad sprawą Amber Gold, a także nad rolą w niej jego urzędu. W jego ocenie dowodem na to, że takiego parasola nie ma, jest m.in. wszczęta przeciw niemu w czasach rządów PO sprawa o nieprawidłowe wypełnienie oświadczeń majątkowych.

Na to Wassermann zapytała, jak przed 2015 rokiem sprawa ta się zakończyła i czy postępowanie nie zostało umorzone. Adamowicz zaznaczył, że sprawa jest w sądzie, ale dopytywany przyznał, że umorzenie cofnięto na wniosek ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro.