W Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Rzeszowie normalna
praca odbywa się na siedmiu oddziałach, gdzie pracują tylko lekarze kontraktowi. Na pozostałych, m.in. na internie i chirurgii, lekarze nie pracują.
- Codziennie przychodzą do pracy, podpisują listę obecności z dopiskiem
strajk absencyjny i wychodzą - mówi Janusz Solarz, dyrektor rzeszowskiego szpitala.
Z jego szacunków wynika, że po czterech tygodniach strajku placówka straciła już około 3 mln złotych.
- Lekarze na kontraktach dostali pieniądze za wystawione przez nich
faktury, natomiast strajkujący nie - dodaje dyrektor Janusz Solorz.
Również Szpital Wojewódzki w Radomiu nie będzie miał środków na wypłatę lipcowych pensji. Nie może przesłać niezbędnej dokumentacji do funduszu, bo lekarze odmówili jej wypełniania. Bez tego
NFZ nie zapłaci za wykonane świadczenia.
Również w szpitalach warszawskich zostało wykonanych mniej świadczeń niż zazwyczaj. Szpital Kliniczny im. św. Anny przyjął w maju 186 pacjentów, w czerwcu tylko siedmiu. Natomiast Wojewódzki Szpital Bródnowski w poprzednim miesiącu przyjął o ponad 600 pacjentów mniej niż w maju.
Według Jerzego Serafina, rzecznika prasowego mazowieckiego oddziału funduszu, na 112 szpitali w województwie 12 w ogóle nie przesłało rachunków za udzielone świadczenia.
- Jeżeli nie ma faktur, to fundusz nie może wypłacić pieniędzy szpitalowi. Liczymy jednak na to, że dokumentacja dotrze do nas, choć z opóźnieniem. W takiej sytuacji placówka dostanie pieniądze, ale później, co może spowodować utrudnienia w bieżącej działalności - dodaje Jerzy Serafin.
Nie czekając na rozwiązanie konfliktu ze strajkującymi przez rząd, dyrektorzy szpitali próbują na własną rękę porozumieć się pracownikami. W Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Kolbuszowej strajk co prawda nie został zawieszony, ale dyrekcja zawarła porozumienie z lekarzami, dzięki któremu pracownicy otrzymają 700 zł więcej w lipcu i sierpniu. Do pracy wrócili również lekarze ze Szpitala Powiatowego w Krośnie, którzy do 30 września zawiesili trwający sześć tygodni strajk i podpisali porozumienie z dyrekcją. Nie wycofali jednak wypowiedzeń. Medycy zgodzili się natomiast na motywacyjny system płac. Premie mają zostać wypłacone dzięki obniżce kosztów i zwiększeniu przychodów. Na początek dyrekcja ma przekazać zaliczkowo po 700 zł na każdy etat lekarski.
Dyrektorzy szpitali zawierają porozumienia ze strajkującymi, bo dobrze wiedzą, że jeżeli nie uda im się wykonać wszystkich świadczeń zdrowotnych określonych w tegorocznym kontrakcie, wpłynie to negatywnie na umowy zawierane na rok przyszły.
Jerzy Serafin podkreśla, że szpitale, którym nie uda się wykonać liczby świadczeń zdrowotnych określonej w umowach z NFZ, muszą liczyć się z tym, że zwłaszcza oddziały, które strajkują, dostaną mniej pieniędzy na swoją działalność.
Andrzej Sośnierz, prezes NFZ, nie wyklucza, że kontrakty na 2008 rok będą niższe, ale nie widzi w tym zagrożenia dla pacjentów. Jego zdaniem, mimo obecnego spadku liczby hospitalizacji, nie doszło do sytuacji, w której pacjenci nie są leczeni.
- Być może należy się zastanowić, czy to nie jest ten właściwy poziom udzielanych usług, a wcześniej był on sztucznie zawyżony przez placówki ochrony zdrowia. Być może część pacjentów uniknęła po prostu zbędnej hospitalizacji - uważa prezes NFZ.
W związku z przyszłorocznymi kontraktami pojawia się również inny problem.
- Jeżeli lekarze zwolnią się ze szpitali, to nie będą one mogły zgłosić wszystkich oddziałów do konkursu ofert - mówi Andrzej Sośnierz.
Wynika to z tego, że jednym z wymogów stawianych przez fundusz placówkom, które chcą podpisać kontrakt z NFZ na wykonywanie świadczeń medycznych na kolejny rok, jest posiadanie odpowiedniej liczby lekarzy na poszczególnych oddziałach. Brak specjalistów dyskwalifikuje szpital już na samym początku kontraktowania usług medycznych.
Potwierdza to Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia.
- Oddziały bez wystarczającej liczby specjalistów nie mogą zapewnić odpowiedniej opieki medycznej swoim pacjentom - tłumaczy Jerzy Grylewicz.
Takie niebezpieczeństwo grozi szpitalom m.in. z województwa łódzkiego. Wypowiedzenia z pracy złożyło tam już kilkuset lekarzy. Od września nie będą już pracownikami szpitali. Podobna sytuacja jest w województwach podkarpackim, śląskim i mazowieckim.
Kolejnym problemem dla szpitali, oprócz już zwalniających się lekarzy, mogą być braki w zatrudnieniu wynikające z bardzo restrykcyjnych przepisów nowelizacji ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, która od 1 stycznia 2008 r. skraca czas pracy lekarzy do 48 godzin tygodniowo.
- W tej sytuacji rozwiązaniem jest zatrudnienie lekarzy na kontraktach. Szpital musi jednak liczyć się z tym, że będzie musiał zaproponować im wyższe stawki za pracę - dodaje Jerzy Gryglewicz.
Inne zasady kontraktowania
Obecnie w NFZ trwają prace nad zmianą zasad zawierania kontraktów przez fundusz ze szpitalami. Już zapowiedziano zniesienie limitów na świadczenia z zakresu kardiologii i onkologii. Jak powiedział Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia, podwyższeniu ma ulec również wycena poszczególnych świadczeń zdrowotnych.
- W efekcie tego może okazać się, że szpitale, które podpiszą kontrakty, dostaną więcej pieniędzy niż w tym roku - dodaje wiceminister zdrowia.
Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia
/
DGP
Skutki strajków dla szpitali
/
DGP