Docierające z regionów informacje o limitach środków Funduszu Pracy na 2026 r. wywołały w powiatowych urzędach pracy (PUP) alarm. Skala cięć jest bezprecedensowa i dotyczy niemal każdego województwa. Przedstawiciele samorządów podkreślają, że realne spadki będą jeszcze większe, jeśli weźmie się pod uwagę strukturę tych środków. Znaczną część budżetów stanowią bowiem pieniądze przeznaczone na realizację programów z Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS), co ogranicza pulę środków krajowych, którymi urzędy mogą dysponować bardziej elastycznie.
Obrazuje to przykład województwa lubuskiego. Jak informują tamtejsze służby, na realizację form pomocy w 2026 r. region otrzymał 40 343 621,30 zł, co stanowi kwotę o 46,2 proc. niższą w porównaniu do 2025 r. Blisko połowa tej sumy (19 241 597,00 zł) musi zostać przeznaczona na projekty współfinansowane z EFS+.
Paraliż w powiatach
Mniejszy napływ pieniędzy sygnalizują urzędy pracy w całej Polsce. – W porównaniu do ubiegłego roku w obecnym PUP w Poznaniu otrzymał 44 proc. środków na aktywne formy wsparcia osób zarejestrowanych – wylicza Agnieszka Kownacka, kierownik Działu Pośrednictwa Pracy i Poradnictwa Zawodowego w poznańskim urzędzie.
Dramatyczny spadek odnotowano również na Podlasiu. Urząd w Białymstoku informuje, że o ile w 2025 r. na realizację form pomocy wydano tam prawie 32 mln zł (dokładnie 31 994 000 zł), o tyle w 2026 r. przyznano jedynie 17 424 000 zł. To spadek o 45 proc. rok do roku.
– Tym samym nasze możliwości wsparcia osób zarejestrowanych w urzędzie są dużo mniejsze – przyznaje Jolanta Tulkis, rzeczniczka prasowa urzędu. Od 9 stycznia białostocki urząd rozpoczął nabór wniosków, ale plany są mocno okrojone: w ramach finansowania z EFS przewidziano ok. 205 miejsc na staże, ok. 200 miejsc na prace interwencyjne oraz ok. 48 miejsc na refundację kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowiska pracy.
Podobna sytuacja jest na Śląsku. Urząd w Katowicach wyjaśnia, że otrzymał w 2026 r. 40 proc. mniej środków na aktywizację w porównaniu do roku minionego.
– Otrzymane środki nie są wystarczające na realizację wszystkich zadań urzędu – mówi Magdalena Karpisz, kierownik działu aktywizacji i doradztwa z PUP w Katowicach.
Legislacyjna pułapka
Sytuację komplikuje fakt, że cięcia budżetowe zbiegają się w czasie ze zwiększeniem obowiązków nałożonych na publiczne służby zatrudnienia. W czerwcu 2025 r. weszła w życie nowa ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która generuje wyższe koszty obsługi każdego bezrobotnego.
– Zwiększono wysokość refundacji przy tworzeniu nowych miejsc pracy, wysokość stypendiów stażowych i szkoleniowych ze 120 proc. do 160 proc. kwoty zasiłku oraz poszerzono katalog grup objętych wsparciem o osoby bierne zawodowo powyżej 60. roku życia i rolników – wyjaśnia Stanisław Grześko, przewodniczący Konwentu Starostów Województwa Lubelskiego.
Mamy więc do czynienia z paradoksem: urzędy mają wspierać więcej osób i wypłacać wyższe świadczenia, dysponując o połowę mniejszym budżetem. Problem potęguje dodatkowo fakt, że część funduszy przyznanych na 2026 r. jest już zablokowana – są one zaangażowane w umowy, które zostały zawarte jeszcze w 2025 r., a obowiązują w roku bieżącym.
Eksperci nie mają wątpliwości, jakie będą skutki. Bernadeta Skóbel, radca prawny Związku Powiatów Polskich i koordynator pomocy prawnej, przewiduje, że urzędy będą zmuszone ograniczać najbardziej kosztowne formy pomocy. Według niej oznacza to, że w pierwszej kolejności ucierpią budżety przeznaczone na zakładanie działalności gospodarczej.
– To niedobra wiadomość, bo w wielu regionach kraju, tam, gdzie nie ma przemysłu, to jedyna możliwość na aktywizowanie bezrobotnych – zauważa Bernadeta Skóbel. Ekspertka ZPP przewiduje również, że będzie mniej pieniędzy na staże oraz szkolenia.
Diagnozę tę potwierdzają urzędnicy. Magdalena Karpisz z katowickiego PUP ostrzega, że pracodawcy nie będą mogli otrzymywać wsparcia finansowego na tworzenie nowych miejsc pracy. Z kolei Agnieszka Kownacka z PUP w Poznaniu wskazuje na konieczność selekcji beneficjentów. Zmniejszenie puli środków wiąże się z tym, że mniejsza grupa osób zarejestrowanych zostanie objęta wsparciem.
Bezrobocie rośnie, fundusze maleją
Napięta sytuacja jest także w stolicy, choć tu skala cięć jest nieco mniejsza niż w innych regionach. Urząd Pracy m.st. Warszawy wskazuje jednak na niepokojący trend: spadkowi środków towarzyszy wyraźny wzrost liczby bezrobotnych. Jest to efekt pogorszenia się koniunktury, mniejszej liczby ofert pracy oraz zwolnień grupowych. W styczniu 2025 r. w warszawskim urzędzie zarejestrowanych było 18 713 osób, rok później liczba ta wzrosła do 19 954, co stanowi wzrost o 6 pkt proc.
Monika Fedorczuk, dyrektor Urzędu Pracy m.st. Warszawy, wskazuje, że w całym województwie mazowieckim spadek środków przeznaczonych na aktywizację osób bezrobotnych wyniesie 41,5 proc. W przypadku samej Warszawy limit na 2026 r. wynosi nieco ponad 22 mln zł (22 040 520,17 zł) i jest o 13 proc. niższy niż rok wcześniej.
W 2025 roku stołeczny urząd objął różnymi formami aktywizacji około 1800 osób. Teraz, w obliczu rosnących potrzeb i malejących zasobów, konieczna jest zmiana strategii. Dyrektor Fedorczuk zapowiada wzmocnienie wsparcia niefinansowego, takiego jak pośrednictwo pracy i doradztwo zawodowe, oraz koncentrację na tańszych formach pomocy.
– Właściwie uniemożliwi to finansowanie działań skierowanych do osób w wieku emerytalnym czy poszukujących pracy, a jednocześnie posiadających zatrudnienie – wyjaśnia Monika Fedorczuk.
W obliczu finansowej zapaści urzędy pracy pokładają nadzieję w interwencji szczebla centralnego. Samorządowcy liczą na uruchomienie dodatkowych puli pieniędzy. Agnieszka Kownacka zapowiada, że PUP w Poznaniu zamierza ubiegać się o dodatkowe środki z rezerwy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jeżeli tylko pojawi się taka możliwość.
Podobne oczekiwania wyrażają urzędnicy ze Śląska. – Mam nadzieję, że zgodnie z komunikatem Ministerstwa Rodziny zostaną uruchomione dodatkowe środki z rezerwy, co pozwoli na zminimalizowanie negatywnych konsekwencji – podsumowuje Magdalena Karpisz. Bez tego zastrzyku gotówki rok 2026 może okazać się rokiem straconym dla tysięcy osób szukających swojego miejsca na rynku pracy. ©℗