Czy dostęp do finansowania jest trudniejszy? Co jest kluczowe w relacji z inwestorami?
Beata Moskal-Słaniewska: U nas widać efekty działań nastawionych na rozwój przedsiębiorczości – od 2015 r. funkcjonuje Wydział Funduszy Zewnętrznych i Promocji Przedsiębiorczości w urzędzie miasta. Z jednej strony odpowiada za rozmowy z inwestorami różnych branż, ale z drugiej za dopieszczanie tych, którzy na terenie miasta funkcjonują. Organizuje spotkania, szkolenia, udziela informacji o wszelkich możliwych funduszach zewnętrznych. I z dumą muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o liczbę zrealizowanych wniosków unijnych, Świdnica jest liderem Dolnego Śląska. Jesteśmy mniej więcej na poziomie Wrocławia, który jest przecież gigantem. Okazuje się, że dobry przepływ informacji może być skuteczny. To zaś przekłada się na to, że poziom nowoczesności naszych zakładów jest bardzo wysoki.
Być może w niektórych miejscowościach przychodzi moment, kiedy trzeba sobie powiedzieć, że nie potrzebujemy już więcej inwestorów zewnętrznych. Bo nasz potencjał, jeśli chodzi o wydolność rynku pracy, systemu komunikacji, liczby mieszkań, osiągnął poziom optymalny. Kłopot polega na tym, że w Świdnicy przez ostatnie lata deweloperzy bardzo chętnie kupowali tereny pod budownictwo mieszkaniowe. No i dziś widzimy wzmożoną nerwowość, bo za chwilę może się okazać, że zainwestowane duże pieniądze w rozpoczęte budowy mogą nie zwrócić się tak szybko, jak kalkulowano. To kłopot również dla nas – bo każda firma, która przeżywa problemy na terenie miasta, to jest też częściowo problem gminy.
Reklama
Aleksandra Mendryk: O samorządności możemy mówić wtedy, kiedy samodzielnie możemy podejmować decyzje. Natomiast w momencie, kiedy brakuje środków, musimy korzystać z innych źródeł finansowania, które nadal wymagają wkładu własnego. A wkład własny pochodzi głównie z kredytów, które są teraz bardzo drogie. I nie jest to dobry czas na zaciąganie zobowiązań. Oczywiście jest Program Inwestycji Strategicznych – to możliwość sięgania po dodatkowe środki, które płyną z budżetu państwa. Natomiast musimy wziąć pod uwagę to, że to wtedy już nie my decydujemy, co, kiedy i jak chcemy realizować, tylko musimy się wpisać w odpowiednią oś kredytową, która aktualnie w konkursie jest udostępniona. To prowadzi do klientelizmu. Natomiast jeżeli chodzi o inwestorów zewnętrznych, to jak najbardziej klientel jest istotne z punktu widzenia miast. Nawet tych, które mają poczucie, że osiągnęły poziom optymalny.
Jak samorządy radzą sobie ze zmiennością poziomu finansowania w kontekście wieloletnich inwestycji?

Reklama
Michał Olszewski: Nakłada się wiele skumulowanych zmian, które mają negatywny wpływ na finanse samorządowe. A przypadek Warszawy ma jeszcze dodatkowo swoją specyfikę. Ostatnie zmiany podatkowe w ramach Polskiego ładu, które zostały zaproponowane przez obóz rządzący, dokładają jeszcze więcej obciążeń Warszawie – zmiany w podatku, janosikowe. Konstrukcja sposobu finansowania JST zawsze była niekorzystna dla stolicy, niezależnie od władzy, ale nigdy nie było aż tak źle. Nawet jeżeli zmiany mają być kompensowane innymi mechanizmami, to dalej jest to różnica skali. Przy kolejnych kryzysach i tak powoduje to jeszcze głębsze straty. Covid-19, inflacja, napływ uchodźców z Ukrainy – większości samorządów będzie ciężej, ale dla nas to jest kilkukrotnie większa skala obciążenia. Tym bardziej że system subwencji wyrównawczej nigdy nie został skorygowany tak, jak wnioskowaliśmy.
Jakie są metody pozyskiwania środków?
Michał Olszewski: Głównie z kredytów, ale też z emisji obligacji. Dominuje finansowanie dłużne z międzynarodowych instytucji finansowych, które jest bezkonkurencyjne – EBI, Bank Rozwoju Rady Europy. Przy szukaniu środków ciągle też zmieniają się trendy – mamy np. problem z inwestycją w zakup autobusów na gaz, bo wiadomo, że obecnie atmosfera wokół gazu się zmieniła. Niekorzystna jest również sytuacja na rynku mieszkaniowym. Z raportów wynika, że z jednej strony ceny mieszkań rosną, ale liczba kupujących mieszkania należy do najniższych od lat ze względu na problem z wzięciem kredytu. To przekłada się na inwestycje deweloperskie. A więc i na nasze plany, budżet i planowane inwestycje.
Beata Moskal-Słaniewska: Główną przeszkodą są warunki kredytowania. Zdolność kredytowa jest tak nikła, że kupienie mieszkania nawet za 300 tys. zł jest problemem. Chciałabym podać jeszcze jeden przykład pokazujący, z jakiego rodzaju problemami się zmagamy: niedawno byłam w parku i zadzwoniłam do urzędu, że fontanna się popsuła. Okazało się, że z powodu oszczędności włączamy dopiero o godz. 13, a wyłączamy o godz. 21. Prawda jest taka, że w takich warunkach trudno planować przyszłe inwestycje. Dziś firmy budowlane mówią, że boją się dużych inwestycji, bo nie wiedzą, co będzie za dwa miesiące. Mamy trzy firmy, które chcą renegocjować umowy – ja je rozumiem, ale boję się, że ktoś nas oskarży o niegospodarność. Mój skarbnik mnie zapyta: dlaczego zwiększamy wartość umowy?
Aleksandra Mendryk: Wszyscy zmagają się z tymi samymi problemami. To kwestia nie tylko nowych postępowań, lecz także umów, które zawarliśmy dawno temu. Przychodzą inwestorzy z wnioskiem o rewaloryzację. Jeżeli zwiększymy budżet na daną inwestycję, będą pytania dlaczego, a jak zrezygnujemy, to pojawią się zarzuty, że sobie nie poradziliśmy. Mniejsze dochody bieżące, z drugiej strony inflacja, obsługa długu – to wszystko razem nie tworzy dobrych warunków do inwestowania.
To perspektywa samorządowa. Jakie są obszary finansowania? Jakie są inne sposoby uzyskiwania finansowania?
Dariusz Mejszutowicz: Z perspektywy giełdy i rynku kapitałowego uważam, że samorządu jest za mało na giełdzie. A zainteresowanie jest: dostaję masę pytań od inwestorów, jak kupić obligacje samorządowe. Popularne są obligacje dla samorządów, ale one i tak ostatecznie trafiają do portfeli banków. W Polsce dominuje rynek obligacji na WIBOR. Ale uruchomiliśmy z Bankiem Światowym trzy rodzaje nowych obligacji: zielone na transformację ekologiczną – zieloną, te już działają, ale mamy w zanadrzu obligacje socjalne oraz na zrównoważony rozwój. Ten rynek jest często spotykany na Zachodzie, wart 300 mld dolarów. Bank Światowy będzie finansował całe to przedsięwzięcie, nie zostawi samorządu czy spółki samej sobie, oferując cały pakiet rozwiązań. W tym roku, w drugiej połowie, chcemy stworzyć program pilotażowy dla samorządów. To sposób na finansowanie długoterminowych obligacji. Będzie tu też dużo inwestorów globalnych.
Zdzisław Sokal: Żyliśmy do tej pory w środowisku niskich stóp procentowych, ale to ma swoje słabości. Wiadomo, że jak ta sprężyna się naciąga, to odda w drugą stronę. I właśnie to się dzieje. Teraz mamy inflację i musimy się z tym nauczyć żyć. System kontynentalny to finansowanie gospodarki przez sektor bankowy, a ten płaci też za inflację, stąd warto myśleć o innych instrumentach. W polskich warunkach widzimy szczególne niedopasowanie strukturalne finansowania – długie inwestycje finansujemy krótkim pieniądzem. Jak zatem pomóc samorządom? Jednym z rozwiązań obok obligacji są listy zastawne. To instrument znany od dawna – chodzi o finansowanie papierami dłużnymi. Pod zastaw brane są aktywa pracujące pod zastaw przyszłych inwestycji. A publiczny list zastawny można emitować. Jest to we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, co gwarantuje bezpieczeństwo tego instrumentu. Plusem jest to, że daje możliwość inwestowania, z drugiej strony zmniejsza ryzyko niedopasowania strukturalnego. Warto zwiększyć popularność tego instrumentu. Za granicą jest chętnie wykorzystywany. ©℗
Debatę prowadził Marek Tejchman,
zastępca redaktora naczelnego DGP
Not. KK