- Jeżeli optymalizujemy dziś jakieś procesy, to trzeba pamiętać, by w ten sposób nie zamknąć sobie ścieżki rozwoju po kryzysie - mówi w rozmowie z DGP Anna Rulkiewicz, prezes zarządu LUX MED
Reklama
DGP
Z czym mierzą się dziś zarządzający firmami?
Z punktu widzenia tu i teraz bardzo ważna jest płynność. Ale kryzys kiedyś się skończy. Dziś ważne jest, żeby być blisko klientów, wiedzieć, co się u nich dzieje. Wszelkie decyzje, które podejmujemy, powinny uwzględniać to, jak będziemy pracować po kryzysie, jak będziemy z niego wychodzić. A świat nie będzie taki, jaki był. Jeżeli więc optymalizujemy dziś jakieś procesy, to trzeba pamiętać, by w ten sposób nie zamknąć sobie ścieżki rozwoju po kryzysie.
Jak może wyglądać konsumpcja w świecie przyszłości i co można zrobić, żeby w nim dobrze zarabiać?
Jestem pewna, że będziemy się sprawniej poruszać w świecie wirtualnym, robiąc zakupy czy budując relacje. My zawsze bardzo mocno stawialiśmy na telemedycynę. Ale póki nie było żadnego przymusu, wizyta zwykle odbywała się w gabinecie, a telekonsultacje były dodatkiem. Dziś okazało się, że telemedycyna może rozwiązać wiele problemów. Bez wychodzenia z domu mogę się poradzić i skrócić proces. Kryzys nauczy nas efektywniejszego wykorzystywania czasu. Zmniejszy lęk do załatwiania spraw poprzez kanał cyfrowy. Ludzie zaczynają doceniać pracę z domu. Nie uważam, że przestaniemy wychodzić do biur i wynajmować powierzchnię. Ale w pewnym momencie pojawi się pytanie, ile jej naprawdę potrzebujemy, ile pracy zdalnej zostanie na stałe w firmach. Co może mieć wpływ na różne biznesy.
Wejście mocniej w sieć nie odbije się na dotychczasowym modelu np. spędzania wolnego czasu, co było okazją do wydawania pieniędzy i napędzania gospodarki? Mam na myśli kina, restauracje, zakupy…
Model życia nie zmieni się aż tak bardzo. W pewnych sferach przestaniemy się bać i cyfryzacja zmieni nasze zachowania. Wzrośnie poziom konsumpcji przez internet, ale nie zrezygnujemy całkowicie z życia poza domem. Przecież nie da się zjeść w wirtualnej restauracji. Choć rzeczywiście przeniesienie handlu do sieci w dłuższej perspektywie może mieć wpływ na wielkie centra handlowe.
Ten lockdown musi być dla nas lekcją. Musimy wyciągnąć wnioski. I jeśli to zrobimy, to po kryzysie powinniśmy zbudować nową przestrzeń, pewnie bardziej wartościową. Tak działo się po II wojnie światowej, po innych kryzysach. W tym sensie może być też szansą.
W rozmowach z przedsiębiorcami przewija się postulat, że należy przenieść część produkcji do krajów bliższych geograficznie. Pani zdaniem taka relokacja produkcji jest potrzebna w niektórych sektorach?
Przed pandemią nikt nie przypuszczał, że my w XXI w. dożyjemy zjawiska, z którym nie będziemy mogli sobie poradzić. Przecież mamy leki, szczepionki. I to się okazało złudne. Okazało się też, że liczą się nie tylko optymalizacja produkcji, rachunek wyników, ale że ważne są bezpieczeństwo naszego życia, ekologia, klimat.
Oczywiście biznesowo patrząc, musimy się skoncentrować na tym, co daje nam zysk. Ale powinniśmy myśleć szerzej o tym, co może nas spotkać, że jak razem, wspólnie nie będziemy za pewne rzeczy odpowiedzialni, to możemy powtórzyć tę historię. Niektóre kraje na pewno będą się zabezpieczać, a może na gruncie szerszych wspólnot będziemy podejmować decyzje dla świata dużo szybciej i mądrzej. Europa powinna być bardziej niezależna!
Jakie ograniczenia będą jeszcze potrzebne?
Z medycznego punktu widzenia izolacja jest czymś dobrym, bo minimalizuje przenoszenie wirusa. Z drugiej strony konieczne jest testowanie jak największej liczby ludzi. Polska plasuje się daleko w tyle – robimy ponad dwa razy mniej testów niż nasi sąsiedzi Czesi i niewiele więcej niż najgorsi w Unii Europejskiej, Rumuni. Nie mówiąc już o takich krajach jak Niemcy, gdzie jest to masowe. Nie wszyscy nosiciele wirusa mają objawy. I jeśli nie robimy testów, nie wiemy, kto zakaża. Niezwykle ważne jest także, żeby sprawdzać regularnie lekarzy i pielęgniarki i ich prawidłowo zabezpieczać. Szybko może się bowiem okazać, że mamy za mało personelu. Ważne są też: monitorowanie kontaktów zakażonych osób, bezwzględna kwarantanna osób podejrzanych i ochrona osób najbardziej narażonych.
Natomiast strategia zamknięcia – dobra z medycznego punktu widzenia – jest druzgocąca dla gospodarki. Duży biznes wytrzyma trochę dłużej, małe przedsiębiorstwa są w gorszej sytuacji.
Niektórzy przedsiębiorcy i menedżerowie wskazują, że prywatna służba zdrowia w czasie kryzysu przestała świadczyć część usług.
Najbardziej narażony na atak wirusa jest personel medyczny. I on najłatwiej może zakazić osobę, która przyjdzie do przychodni. Dlatego bardzo szybko uruchomiliśmy usługi telemedyczne. 40 proc. naszych przychodni działa dziś w tym systemie – zapewniamy e-zwolnienia, e-recepty, e-skierowania. Oczywiście pacjenci, którzy wymagają bezpośredniego kontaktu i badań, są przyjmowani przez lekarzy. Ale wizyty mają nałożony tzw. triaż. Najpierw rozmawiamy z pacjentem przez telefon, decydujemy, czy możemy mu pomóc. Jeżeli nie ma wirusa, dostaje zlecenie i idzie na wizytę lub badania.
Niektóre sprawy można załatwić bez wizyty u lekarza.
Specustawą przedłużona została ważność zaświadczeń dotyczących medycyny pracy, a oprócz tego konsultacja medycyny pracy może odbyć się również online. Jeśli zabraknie lekarza medycyny pracy, zaświadczenie może wydać zwykły lekarz. Walczyliśmy o medycynę pracy online, bo to główny problem dla pracodawców. Jeśli jednak pracownik potrzebuje bardziej specjalistycznych badań, musi przejść triaż.
Czego z punktu widzenia firm medycznych i szerzej – pracodawców – brakuje w tarczy antykryzysowej?
Dla przedsiębiorstwa najważniejsza jest płynność finansowa. I tarcza musi pomóc ją zachować. Jeśli jej nie będzie, dojdzie do zablokowania dostaw i płatności faktur. Ja się boję o sprawność działania urzędów i czas. Mali przedsiębiorcy w większości żyją z dnia na dzień, mają mało płynności, więc każdy miesiąc jest ważny.
Ma pani w zespole młodych ludzi. Na ile oni są przygotowani psychicznie na zmiany na rynku pracy?
Wydaje mi się, że nie są. Ale mówiąc szczerze – my wszyscy nie jesteśmy. Ludzie się dopiero budzą i dostrzegają, co się dzieje. Proszę zobaczyć, jak u nas długo się dyskutuje, jak wolno podejmowane są decyzje. Ciągle nie wierzymy w to, co nas czeka.
Ja w mojej firmie przygotowałam wszystkie scenariusze, nawet najgorsze, zakładające restrukturyzację. To nie znaczy, że ten plan zostanie wprowadzony w życie. Istotne, by mieć w głowie wszystkie możliwe rozwiązania. Ale jestem optymistką i w drastyczny scenariusz na razie nie wierzę, ale trzeba obserwować, co się dzieje. Jeśli zastój będzie trwał, bezrobocie wzrośnie, spadnie PKB. Gdy zaczną się zwolnienia – a pracodawcy o nich mówią – to społeczeństwo poczuje na własnej skórze, że jest inaczej, niż było.
Chciałabym też pochwalić wielu przedsiębiorców – wspierają szpitale, kupują materiały ochronne. Taka solidarność, która ma dziś ogromne znaczenie. Nasza branża jest szczególnie dotknięta – ja muszę utrzymać kadrę, dbać, żeby nie poszła na kwarantannę, żeby się nie zakaziła. Bo kto będzie wtedy leczył? A personel medyczny jest przetrzebiony. Mimo własnych trudności podzieliliśmy się ze szpitalami naszymi maskami. Będziemy zasilać publiczne placówki, takie jak szpitale i domy pomocy społecznej. Przygotowaliśmy też specjalny program – chcemy dać bezpłatną opiekę medyczną pracownikom zwalnianym przez pracodawców, którzy mają u nas wykupioną opiekę, od momentu ustania stosunku pracy do sierpnia. Chcemy pomóc im przejść przez ten trudny okres. Uważam, że przedsiębiorca powinien czuć tę odpowiedzialność społeczną.