Z osobami popularnymi, najlepiej z dobrze ocenianym dorobkiem społecznikowskim, ale nienależącymi do żadnej partii, liderzy partyjni flirtują bardzo chętnie. Do czasu. Na koniec rzeczywistość mówi „sprawdzam” i nie da się dłużej udawać, że DNA partii politycznej to dawanie możliwości działania tym, którzy oliwią jej tryby. Więc trzeba wybrać: stanąć w jednym szeregu albo zostać wyautowanym.

W naszym systemie partyjnym, w którym wszystkie nitki dzierżą wodzowie, sama przynależność do partii nie jest glejtem ochronnym, partia nie uratuje… Ale często pozwala się przechować u kumpli świadomych, że fortuna kołem się toczy. Kiedy jesteś ważną osobą, najlepiej pozyskaną osobiście przez lidera, wśród miłych słów o niezależności i partnerstwie, osobą patrzącą z wyższością na partyjnych wyrobników i polityczną biurokrację, wystarcza jeden wodzowski ruch małego palca, by zniknąć ze sceny. Puf.

Nie demonizuję partii. Są solą demokracji. Najchętniej zapisałbym się do kilku naraz, ale staromodnie myślę, że dziennikarzom i księżom ten zaszczyt nie przysługuje. Nie anielę osób spoza polityki, które się w politykę włączyły, ale „na swoich prawach”. Żadne „na swoich prawach” nie istnieje – polityka w kraju demokratycznym jest robiona przez partie, a nie przez społeczników pragnących zachować cnotę. Chcesz być lekarzem? To idź na medycynę (i ją ukończ). Chcesz zostać szachistą? To graj w licencjonowanych zawodach. Janina Ochojska, eurodeputowana KO – ale, rzecz jasna, bezpartyjna, mogąca w wielu sprawach być punktem odniesienia dla Polaków – akurat tej prostej reguły nie chwyta.

Czytam, jak stawia do pionu Donalda Tuska: „Unia Europejska nie chce narzucić nam kwot, chciałaby żebyśmy sami wzięli na siebie opiekę nad częścią migrantów w imię SOLIDARNOŚCI. Czy jako kraj będziemy teraz dążyli do prawicowego ekstremizmu? Czy będziemy wyrzucać Afgańczyków, Czeczenów, Syryjczyków, migrantów z Afryki w imię czystości etnicznej? Będziemy przyjmować tylko białych chrześcijan? Bo boję się, że do tego dojdziemy”. Czytam i staram się powstrzymywać śmieszkowanie. Europosłanka Ochojska zdaje się wierzyć, że jej pełen moralnego oburzenia ton zrobi na premierze wrażenie? Aż się wierzyć nie chce. Może szef PO, w charakterystycznym dla siebie stylu, łączącym wdzięk krokodyla i empatię Baby Jagi, odetnie się Ochojskiej na grubo – aby zdobyć parę punktów u Polaków nierozumiejących, co jest złego w „białych chrześcijanach”. A może po prostu przemilczy wezwania pani, która nie ma żadnego poparcia w jego partii. ©Ⓟ