Czy są jakieś elementy treści, które z dużą dozą prawdopodobieństwa pozwalają przewidzieć, że dane posty w sieci będą o mężczyznach, a inne o kobietach?

W narracjach o kobietach w nauce przez lata powtarzano: no ale gdzie jest ten cały hejt wobec nich, gdzie ta przemoc werbalna? Ja niczego nie widziałem ani nie słyszałem, jest OK, nie?

Alice H. Wu (przed doktoratem na Uniwersytecie Harvarda) pokazała, że wcale nie jest. Dwa lata temu przedstawiła ilościową analizę tekstową postów na portalu Economics Job Market Rumors (EJMR). Ten serwis powstał, by anonimowo wymieniać się informacjami o ofertach pracy, głównie dla absolwentów studiów doktoranckich. Przez lata EJMR ewoluował i choć nadal omawia się tam oferty pracy, to forum ma mnóstwo wątków o sporcie oraz świecie. A także o tym, kogo się w branży lubi, a kogo nie. Alice H. Wu zadała proste pytanie o to, czy są jakieś elementy treści, które z dużą dozą prawdopodobieństwa pozwalają przewidzieć, że dane posty będą o mężczyznach, a inne o kobietach. Okazało się, że tak. W postach o mężczyznach dyskutuje się o ich dokonaniach naukowych. W postach o kobietach rozmowa dotyczy bardzo często ich wyglądu, atrakcyjności, stanu cywilnego oraz pojawiają się, wcale nierzadko, wulgarnie sformułowane osobiste fantazje komentujących.

Reakcja środowiska na badanie Alice H. Wu była dwojaka. Władze amerykańskich towarzystw ekonomicznych zapowiedziały stworzenie moderowanego forum, z którego byłyby usuwane treści naruszające godność i szacunek drugiego człowieka. Próba ta zakończyła się porażką w tym sensie, że choć nowe forum utworzono, to niemal nikt z niego nie korzysta. Drugą reakcją czołowych ekonomistów było lekceważenie wyników pracy Wu: nie twierdzono, że są nieprawdziwe, lecz że są niereprezentatywne. Oto – mówiono – grupa frustratów, którym się nie udało w nauce, wchodzi na EJMR i wylewa na portalu frustracje, zatem nie ma co na nich zwracać uwagi. Bo my, poważni naukowcy na poważnych uczelniach, zachowujemy wysokie standardy przyzwoitości.

Dla bardziej wyczulonego ucha te wyjaśnienia brzmiały mało przekonująco z kilku powodów. Ekonomia jest wyjątkowo homogeniczna: do niedawna Uniwersytet Northwestern czy Uniwersytet Yale nie zatrudniały na stanowisku profesora ekonomii nikogo poza białymi mężczyznami. Nigdy. Nancy Stokey na Uniwersytecie Chicagowskim była do niedawna nie tylko pierwszą, ale wręcz jedyną kobietą. I oczywiście niewykluczone, że kobiety są słabsze albo nie starają się o pozycje na najlepszych uczelniach – ale żeby nigdy i żadna, to nawet z rachunku prawdopodobieństwa musiałoby wynikać inaczej. Zjawisko nie jest ograniczone do USA: do niedawna na uczelniach w Niemczech i Austrii nie było niemal w ogóle kobiet na stanowiskach profesorskich. Półżartem, ale całkiem w zgodzie z danymi konstatowano, że na ekonomii jest ich mniej niż na wydziałach teologii.

Tyle że co innego mieć przeczucie, a co innego mieć dane. Trzech muszkieterów – Florian Ederer (Uniwersytet Bostoński), Paul Goldsmith-Pinkham (Uniwersytet Yale) oraz Kyle Jensen (Uniwersytet Yale) – spróbowało dotrzeć do danych. Najpierw sprawdzili, jak EJMR anonimizuje poszczególne adresy IP. Potem napisali program do odwrócenia tego procesu – a następnie sprawdzili, z jakich IP są wrzucane komentarze na portal. Szczęśliwie większość uczelni oraz instytucji publicznych (jak regionalne oddziały Fed, ministerstw i organizacji międzynarodowych) mają adresy IP łatwe do identyfikacji. O ile więc nie da się przypisać obelgi do konkretnej osoby, z łatwością można je przypisać do danego budynku na danym kampusie. I co? Z przeciętnego adresu internetowego wysłano ponad 15 proc. komentarzy, które należy klasyfikować jako toksyczne oraz zawierające elementy mowy nienawiści, mizoginii, rasizmu i antysemityzmu. Odsetek ten jest wyższy na uczelniach o niższym rankingu, ale z komputerów logujących się do sieci z kampusu Uniwersytetu Columbii czy Uniwersytetu Stanforda było to ponad 10 proc. A przecież wiele osób mogło zamieszczać „światłe” komentarze nie z pracy, a z domu czy z komórki, pozostając poza tą statystyką.

Czy te 15 proc. nienawistnych komentarzy to dużo? Nie. Ale jeśli zamiast na komentarze popatrzymy na wątki (na EJMR ludzie wdają się w dyskusje), to w tych z toksycznymi treściami uczestniczyło chociaż raz ponad 50 proc. adresów IP, a średnio niemal 30 proc. wątków ma takie treści. Czy można to zwalić na osoby (adresy IP), które po prostu często zamieszczają komentarze? Mała grupa niemiłych ludzi? Dane tego nie potwierdzają.

Jaka była reakcja środowiska na badania trzech muszkieterów? Jedni chcieli oskarżenia Ederera, Goldsmitha-Pinkhama oraz Jensena o naruszenie ich prywatności (choć do niczego takiego w tym badaniu nie doszło). A drudzy? Na EJMR zawsze można liczyć – poza atakami werbalnymi muszkieterom grozi się tam śmiercią. ©Ⓟ

Autorka jest ekonomistką GRAPE