Z mediów traktowanych jako zaplecze PO policjanci słyszeli, że wysługują się Kaczyńskiemu, a Straż Graniczna – że bierze wzorce z SS. Na koniec wszyscy się dziwią, że wybory wygrywa PiS. Antoni Macierewicz, symbol narracji na temat wybuchów w samolocie prezydenckim lecącym do Smoleńska, narracji z każdego punktu widzenia szkodliwej dla Polski, jako twórca WOT popisał się dalekowzrocznością i przytomnością umysłu. Jaką przyszłość ma partia, którą bije na głowę dalekowzroczność Macierewicza?
Teraz coś w obronie opozycji. Nie, nie w hołdzie bożkom symetryzmu, lecz z przyzwoitości, która nakazuje szukać prawdy, a nie cepa. Po pierwsze, po szoku pierwszych miesięcy rządów Zjednoczonej Prawicy nie było wcale nonsensowne dopatrywać się fałszu w każdej nowej instytucji tworzonej przez drużynę dobrej zmiany. Formacja mundurowa pod skrzydłami pisowskiego ministerstwa obrony pisowo-narodowej? Aha! Dodajmy – a brzmi to dzisiaj jak zgrzyt zardzewiałego żelastwa – że jedna z pararządowych instytucji pisała wówczas w raporcie o możliwym wykorzystaniu obrony terytorialnej do obrony rządu w sytuacji zamieszek. Być może staranność, z jaką władze trzymają WOT z dala od partyjnej młócki, jest także efektem wycia opozycji w latach 2016 i 2017. Po drugie, prestiż naszych WOT w niemałej części bierze się z sukcesów innej formacji, czyli ukraińskiej. Nie ma nic zaskakującego w tym, że w pierwszych dniach wojny sztab ukraiński tak wiele miejsca poświęcał skuteczności swoich ochotniczych formacji – ogromnie wzmacniało to nadzieję, że spodziewanym sukcesom regularnych sił rosyjskich będzie towarzyszyć narastająca partyzantka, w której wielką rolę odegrają zaprawieni w bojach terytorialsi. Ile w tych doniesieniach sztabu było rozsądnego uwypuklania roli WOT, nawet kosztem schowania w cień wsparcia regularnej armii? Warto zauważyć, że kiedy regularna armia okazała się pięścią walącą w najeźdźców, o roli WOT już słyszymy mniej. Bo już wiemy, że to wojskowi dadzą – no, oby! – łupnia Rosji.