Po pierwsze, znaczenie ma nie tylko fakt dostarczenia informacji, ale i styl, w jakim się to robi. Dla przykładu bankowe komunikaty często są tworzone z wykorzystaniem szablonu z poprzednich obwieszczeń. Z jednej strony ułatwia to przyswojenie informacji, bo do przeanalizowania pozostają detale. Z drugiej, kiedy okoliczności ulegają dużym zmianom, trudno dobrze przekazać nowe intencje starymi słowami. A jeszcze z trzeciej, zmiana szablonu może mylnie sugerować dużą zmianę polityki i otoczenia makroekonomicznego. W 2013 r. prezes kanadyjskiego banku centralnego ogłosił, że za jego kadencji każda informacja udostępniana przez bank będzie pisana na nowo. W tym samym czasie w pozostałych bankach centralnych obserwowano wzrost standaryzacji komunikatów. Michael Ehrmann (Europejski Bank Centralny) i Jonathan Talmi (Bank Kanady) porównali te dwa podejścia. Wskazali, że informacje podane w nowy sposób prowadzą do większej zmienności na rynkach. Efekt był szczególnie widoczny, jeżeli poprzedni szablon był długo używany – wtedy nowa forma wprowadza chaos informacyjny. Nie oznacza to jednak, że polityka Banku Kanady na stałe zwiększyła niepewność. Okazało się, że rynki przyzwyczajają się do stylu komunikacji banku i jeżeli ten systematycznie nie standaryzuje komunikatów, to takie obwieszczenia po pewnym czasie przyjmowane są ze spokojem.
Po drugie, nie mniej istotny od słów jest sposób, w jaki je wypowiadamy. Albert Mehrabian (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles) sugeruje, że słowa odpowiadają jedynie za 7 proc. komunikatu, za 55 proc. przekazanych informacji mowa ciała, zaś za pozostałe 38 proc. ton głosu. Choć dokładne wagi przypisywane poszczególnym kanałom komunikacji różnią się w zależności od badania, trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że do efektywnej komunikacji potrzeba znacznie więcej niż samego tekstu. Albert Mehrabian (Uniwersytet Kalifornijski), Tho Pham (Uniwersytet Reading) oraz Oleksandr Talavera (Uniwersytet Birmingham) zbadali, na ile ton głosu prezesa Rezerwy Federalnej rzutuje na reakcje rynków finansowych. Naukowcy skoncentrowali się na konferencjach prasowych, bo pytania dziennikarzy i odpowiedzi szefa Fed pomagają rynkom finansowym i opinii publicznej zrozumieć przesłanki decyzji banku centralnego. Dodatkowo w czasie konferencji bankierzy mogą „na miękko” przekazać dodatkowe informacje, posługując się np. tonem głosu. Wykorzystując deep learning (rodzaj uczenia maszynowego), badacze uporządkowali emocje przekazywane przez ton głosu prezesa Rezerwy – i każdej wypowiedzi przypisali, czy była komunikowana pogodnym, neutralnym czy negatywnym tonem, a następnie wyznaczyli pogodność tonu głosu prezesa dla całej konferencji prasowej. Bezsprzecznie łatwiej z uśmiechem i w pogodnym tonie opowiadać o rzeczach pozytywnych, autorzy kontrolowali więc też meritum wypowiedzi. Okazuje się, że ton głosu prezesa może istotnie wpłynąć na rynki finansowe. Na przykład zmiana tonu z negatywnego (-1) na pozytywny (+1) może podnieść stopy zwrotu z indeksu S&P 500 o ok. 200 pkt bazowych. Dla porównania na początku pandemii stopy zwrotu indeksu spadły o ok. 1000 pkt bazowych. Pozytywny ton głosu prezesa Fed obniżał również oczekiwania inflacyjne. Więc skuteczny prezes banku centralnego to nie tylko wybitny ekonomista i strateg, lecz także sprawny mówca.
A jak wygląda komunikacja banku centralnego w Polsce? W 2007 r. Marek Rozkrut wraz ze współautorami wykazał, że w latach 2001–2004 komunikacja NBP nie pozwalała skutecznie przewidywać dalszych decyzji RPP. Wypadliśmy tu nieznacznie gorzej niż Czesi. Od opublikowania badania wiele się jednak zmieniło i warto byłoby je zaktualizować. Tyle że o najnowsze dane mogłoby być trudno, bo w marcu 2020 r. zniknęły comiesięczne konferencje prasowe Rady Polityki Pieniężnej. Szkoda, bo jasne komunikaty są tym ważniejsze, im więcej niewiadomych w otaczającym nas świecie, a kryzys związany z pandemią czy obecna sytuacja na Ukrainie niosą dużo niepewności politycznej i gospodarczej. Tym bardziej cieszy, że od stycznia 2021 r. prezes NBP Adam Glapiński przynajmniej odpowiada na przesłane wcześniej pytania dziennikarzy. W dużej mierze wzrost mojej radości bierze się tu jednak z efektu bazy. Lepszy rydz niż nic. ©℗
Reklama