Warto dodać, że rozmyślam nad Wielkimi Urodzinami wyłącznie z pobudek solidarnościowych. Wizja, że będę się świetnie bawił, wysłuchując żartów Marka Suskiego i anegdot Marka Dyducha, przeraża mnie. Jednak trudno i darmo, solidarność zawodowa święta rzecz. Oburzenie na Mazurka, że zaprasza polityków na wspólne świętowanie, jest głupie; ludzie jak ludzie, a nie uciekinierzy z leprozorium. Naiwne klekotanie, że na takich rautach dziennikarze zlepiają się odwłokami z politykami i już tak razem idą przez życie… No, nawet nie chce mi się śmiać. Naprawdę ktoś z państwa myśli, że dziennikarska, zdarzająca się czasem, zależność wykuwa się tam, gdzie wszyscy patrzą?
Najgorsze jest jednak oburzanie się na uczestników dobrej zabawy – przecież należą oni do różnych partii. Zdaniem jakiejś części elektoratu ogłupiałego od patrzenia w media społecznościowe, standardowa imprezowa rozmowa przykładowego Budki z przykładowym Glińskim o przykładowej d… przykładowej Maryni jest już przykładną zdradą. Peowcy mają stać we własnym kółku i drwić z pisowskiej Maryni, do kieliszka Glińskiego, wstrzeliwując ryż rurką. I odwrotnie.