Na razie powrót do polskiej polityki Donalda Tuska owocuje falą wielkich emocji – wśród polityków PO oraz inteligencji nienawidzącej PiS. Na Twitterze sypią się wyrazy entuzjazmu, a nawet mityczne przypowieści: jak w książkach o Leninie. „Wie jak radzić sobie z tępą agresją. Kiedyś podczas protestu kiboli przeciwko niemu wyszedł i zagadał. I zaorał” – odkrył pewien pan, choć nic takiego nie miało miejsca. Z kolejnych wpisów Tomasza Lisa można by stworzyć litanię ku czci Tuska herosa obdarzonego szczególnymi atrybutami i poświęcającego się dla Polski.
Od lat inna część twitterowej Polski opiewała podobnym językiem Jarosława Kaczyńskiego. I choć Tusk także bywał bohaterem internetowych mitów, to rzadziej, na ogół przy okazji wizyt w Polsce: kiedy komisja śledcza zdominowana przez PiS ciągała go na przesłuchania albo kiedy mamił politycznym powrotem, który jednak nie następował. Wciąż pozostawał symbolem antypisowskiego oporu, ale myśl, że jego „dezercja” w 2014 r., przeniesienie się na europejski stołek z fotela premiera, pomogła Kaczyńskiemu wygrać, nie była obca wielu zwolennikom najtwardszej opozycji.