fot. mat. prasowe
Reklama
Justyna Kajta doktor nauk społecznych, socjolożka, badaczka, post-doc w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, wykonawczyni w projekcie „Prawicowy populizm wśród młodych Niemców i Polaków: Analiza biograficznych motywów wsparcia partii i organizacji prawicowych” finansowanym przez Polsko-Niemiecką Fundację na rzecz Nauki. Autorka książki „Młodzi radykalni? O tożsamości polskiego ruchu nacjonalistycznego i jego uczestników”

Reklama
Z Justyną Kajtą rozmawia Piotr Szymaniak
Gdy o hajlującym dyrektorze wrocławskiego oddziału IPN Tomaszu Greniuchu stało się głośno za granicą, został „zrezygnowany”. Do tej pory w nazizm bawili się z reguły mało rozgarnięci skinheadzi, co więc się stało, że brunatne sympatie wykazują historycy? W dodatku chcący pełnić funkcje publiczne.
To przykład, w jaki sposób może przebiegać kariera nacjonalistycznych działaczy, bo Tomasz Greniuch nie jest pierwszą osobą o takich zapatrywaniach, która objęła lub miała objąć ważną funkcję w instytucjach publicznych. Nie pojawił się znikąd, bo był przecież naczelnikiem opolskiej delegatury IPN – i nie było wtedy o nim głośno, choć jego kandydatura wywołała pewne kontrowersje ze względu na członkostwo w ONR. Ale PiS nie zawsze odcina się od Obozu Narodowo-Radykalnego czy Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Punktem krytycznym stały się zdjęcia, na których widać, jak Greniuch hajluje i dokumentujące jego udział w marszu upamiętniającym najazd na Myślenice – pogrom ludności żydowskiej w 1934 r. Jego obecność na kierowniczym stanowisku w IPN byłaby dla PiS źródłem międzynarodowej krytyki, a jednocześnie wejściem w konflikt ze środowiskami żydowskimi.
Greniuch nie był pierwszy?
Wystarczy sobie przypomnieć Romana Giertycha, który reaktywował w 1989 r. Młodzież Wszechpolską, a kilkanaście lat później został ministrem edukacji. Byli członkowie MW są teraz posłami Konfederacji, wcześniej weszli do Sejmu z list komitetu Kukiz’15, a kandydatem na prezydenta kraju był Krzysztof Bosak, były prominentny działacz Młodzieży. Ta możliwość „wypłynięcia” zależy oczywiście od kontekstu politycznego, a ten umożliwia teraz wprowadzanie do głównego nurtu polityki osób o poglądach nacjonalistycznych. I nie mówię tylko o IPN, ale też o zmianach, jakich w Ministerstwie Edukacji i Nauki dokonuje Przemysław Czarnek. To długi i cierpliwy marsz przez instytucje, wykorzystujący sprzyjające okoliczności polityczne. To wszystko składa się w pewną całość działań instytucjonalnych, które mają na celu przejęcie kontroli nad polityką historyczną i dyskursem publicznym. Oraz nad tym, jaka narracja o rzeczywistości powinna być dominująca i uprawniona.
Czy ten marsz przez instytucje jest świadomym działaniem? Czy ruchy nacjonalistyczne wprowadzają w życie myśl Rudiego Dutschkego, ideologa lewicowego niemieckiego buntu z lat 60. XX w., który twierdził, że zamiast walczyć z instytucjami, należy je przejąć?
Trudno stwierdzić, że to działanie zaplanowane, ale jednocześnie nie wygląda na przypadkowe. Robiąc wywiady z działaczami nacjonalistycznymi, słyszałam od kilku z nich, że cierpliwość oraz praca oddolna są jedną ze strategii ruchu. Wynika to z przeświadczenia, że pewnych zmian nie można wprowadzać radykalnie. Choć oczywiście są osoby, które chciałyby rewolucji, ale wielu przedstawicieli tych środowisk rozumie, że kluczem do sukcesu są cierpliwość, powolne działania, mniejsze i większe sojusze polityczne. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, co się dzieje na przestrzeni ostatnich lat, to ta taktyka jest skuteczna.
Co ma pani na myśli?
Z jednej strony widzimy wzrost nieliberalnego społeczeństwa obywatelskiego, współtworzonego przez organizacje kościelne, środowiska konserwatywne i nacjonalistyczne. Z drugiej strony obserwujemy przenikanie się tego świata nieliberalnego społeczeństwa ze światem radykalnej prawicy i światem polityki parlamentarnej. To sprzyja zmianie głównego nurtu polityki od wewnątrz, czego przejawem jest choćby niedawne utworzenie Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej, którym kieruje Jan Żaryn, zresztą jeden z recenzentów pracy doktorskiej Greniucha. Być może nie jest to proces, który został zaplanowany, ale z czasem takie działania okazały się skuteczne. Na pewno rządy PiS ten proces przyspieszyły.
Politycy z przeszłością w Młodzieży Wszechpolskiej po wejściu do głównego nurtu odcinają się od radykalnych postaw i poglądów. Organizatorzy Marszów Niepodległości starają się, by najwidoczniejszą grupą były rodziny z dziećmi, a nie kibole w kominiarkach. Na ile jest to powodowane szczerą chęcią marginalizacji najbardziej radykalnych prawicowców, a na ile jest to próba ocieplenia wizerunku?
Wartości nacjonalistyczne nie spotykają się z szerokim poparciem społecznym, ale jeśli nazwiemy je patriotycznymi, wówczas automatycznie akceptacja dla takich postaw wzrasta. Promowanie Marszu Niepodległości jako największego wydarzenia patriotycznego jest jedną ze strategii ruchu nacjonalistycznego, która ma mu dać zwiększenie liczby sympatyków. Ja to nazywam strategią destygmatyzacyjną. Chodzi o działania, które mają zniwelować negatywny wizerunek nacjonalizmu, a przedstawiać go jako ruch młody, świadomy, zatroskany o najważniejsze wartości i tożsamość narodową. Jest to więc działanie, które ma przyciągnąć osoby o bardziej umiarkowanych poglądach.
Na ile dla ruchu narodowego radykalni nacjonaliści stanowią obciążenie, a na ile są atrakcyjnym środowiskiem, o którego względy warto zabiegać?
W rozmowach z działaczami ONR czy MW spotkałam się z wieloma rodzajami strategii zaprzeczenia rasizmowi, antysemityzmowi i nazizmowi. Przekonywano mnie, że nazizm i polski nacjonalizm wykluczają się, bo ten ostatni ma charakter chrześcijański i najważniejszy w hierarchii wartości jest Bóg. To, zdaniem moich rozmówców, wyklucza okrucieństwo, jakie przejawiali naziści. Pojawiały się opowieści uwypuklające postać Jana Mosdorfa, działacza MW i ONR, który zginął w obozie koncentracyjnym. W dyskursie nacjonalistycznym to postać symboliczna, która ułatwia prezentację ruchu jako nieantysemickiego oraz nienazistowskiego, a wręcz jako ofiary nazizmu. Pojawia się też dużo argumentów, w których moi rozmówcy starają się odcinać od nazizmu czy radykalnych postaw i krytycznie wypowiadają się o osobach, które poprzez gloryfikowanie Adolfa Hitlera chcą dołączyć do ruchu, bo to mogłoby zaszkodzić jego wizerunkowi i działaniom. To skomplikowane, bo wydaje się, że sukces ruchów nacjonalistycznych polega też na tym, że mogą przyciągać różnymi elementami, a jednocześnie wiedzą, jak kierować pewnymi zachowaniami i informacjami – i w zależności od sytuacji jawią się jako mniej lub bardziej radykalne. Z jednej strony zaprasza się reprezentantów skrajnie prawicowych organizacji na Marsz Niepodległości, a z drugiej odcina się od nich. Dzięki temu ruch ma zdolność przyciągania osób o różnych poglądach – od radykałów po bardzo umiarkowanych.
Jakimi motywacjami kierują się osoby, które trafiają do takich środowisk?
Nie zawsze bycie nacjonalistą powoduje, że wstępuje się do organizacji. Często dopiero ktoś się nim staje pod wpływem edukacji ideologicznej, która ma miejsce wewnątrz organizacji. Dołączając do ONR lub MW, trzeba przejść staż ideologiczny i kandydacki, zanim stanie się pełnoprawnym członkiem. Polega on m.in. na tym, że kandydaci czytają zadaną literaturę ideologiczną i historyczną, a później zdają z tego materiału egzamin. Przez to, że pewne osoby decydują o tym, jakie książki będą czytane, to określona argumentacja czy sposób myślenia stają się wspólne dla nowych członków. Są oni de facto formowani do tego, by być nacjonalistami, choć niektórzy oczywiście są nimi już na etapie decyzji o wstąpieniu do organizacji.
A co jest tym magnesem, który przyciąga do takich organizacji młodych ludzi?
Moje badania były jakościowe, oparte na wywiadach biograficzno-narracyjnych, co oznacza, że nie można ich uznać za reprezentatywne statystycznie. Opierając się na zgromadzonym materiale, zaczęłabym od tego, co sprzyja trafieniu do ruchu. Analizując relacje pomiędzy politycznym klimatem domu rodzinnego a późniejszym uczestnictwem w organizacji, okazuje się, że zaangażowaniu sprzyja wychowanie w rodzinie, która jest określana jako patriotyczna, antykomunistyczna, gdzie jest konserwatywno-patriotyczno-katolicki trzon. Patriotyzm wydawał się ważnym zasobem, który taka osoba wynosiła z domu. W związku z tym rzadziej pojawiały się sytuacje, by ta działalność spotykała się z ideologicznym czy politycznym sprzeciwem rodziców. Ewentualne negatywne reakcje wynikały przede wszystkim z obaw o bezpieczeństwo czy problemy z prawem. Właściwie wszyscy moi rozmówcy interesowali się historią. Bywało, że to zainteresowanie przenosiło się na działalność w grupach rekonstrukcyjnych albo studiowanie historii. A te konteksty sprzyjały kontaktom z osobami, które już były zaangażowane w ruch nacjonalistyczny. Poznaniu organizacji nacjonalistycznej sprzyjają też kontakty ze środowiskiem kibiców, gdzie poglądy okołonacjonalistyczne bywają dość powszechne.
W jakim czasie powstawały pani wywiady?
Główne badania, na podstawie których powstała książka „Młodzi radykalni? O tożsamości polskiego ruchu nacjonalistycznego i jego uczestników”, były prowadzone w latach 2011–2015, natomiast w pod koniec 2019 r. i w 2020 r. przeprowadziliśmy w ramach polsko-niemieckiego projektu badawczego dodatkowe rozmowy z aktywistami i sympatykami radykalnie prawicowych organizacji. W tych nowszych wywiadach częściej pojawiały się odniesienia do środowisk ministrantów, lektorów czy duszpasterstw, które stanowiły ważną przestrzeń do zainteresowania się nacjonalizmem lub spotkań z osobami już zaangażowanymi w organizacje nacjonalistyczne. Jeśli zaś chodzi o motywy, to w przypadku wywiadów gromadzonych w obu projektach pojawiała się chęć angażowania się w coś, znalezienia osób, które mają podobny światopogląd, chęć wsparcia działalności grup, których poglądy były choć częściowo spójne z tym, jak o rzeczywistości myśleli moi rozmówcy. Ruch był postrzegany jako przejaw protestu wobec dominacji liberalizmu kulturowego, wobec zakłamania polityki. Można więc powiedzieć, że zwiększające się znaczenie nacjonalizmu do pewnego stopnia wynika z braku posiadania politycznej reprezentacji przez młodych ludzi.
A konflikt kulturowy i ścieranie się tradycjonalizmu z liberalizmem?
Konserwatywna wizja rodziny, przywiązanie do katolicyzmu, narodowa wersja historii, która jest wzmacniana w rodzinie i szkole, sprawiają, że młodzi ludzie, z którymi prowadziłam wywiady, widzą swoje miejsce po nieliberalnej stronie konfliktu kulturowego – o swojej działalności opowiadają w kategoriach obrony kluczowych wartości. A zaliczają do nich religię, konserwatywną wizję rodziny i naród. Jest to spójne z tym, jaką narrację o sobie prezentuje ruch nacjonalistyczny. Bo jeśli przyjrzymy się temu, jakie treści znajdują się w ich deklaracjach ideowych czy w materiałach rekrutacyjnych, zobaczymy opowieść o alternatywie dla systemu i dla układu politycznego. Członkowie tych ruchów prezentują się jako obrońcy homogenicznego narodu, którzy dostrzegają czyhające nań zagrożenia i im się przeciwstawiają. Którzy sprzeciwiają się słabej pozycji Polski i czynią z dumy narodowej istotny zasób, którego trzeba bronić. Którzy wzywają do obrony wartości i wypełniania moralnego obowiązku, spadku po żołnierzach wyklętych. Ważne jest także to, że nacjonalizm jest postrzegany przez moich rozmówców jako odpowiedź na poszukiwanie autentyczności w rzeczywistości zdominowanej przez relatywizm. On im daje biało-czarną opowieść o świecie, wiadomo, co jest dobre, co złe. A oprócz tego ten ruch oferuje przestrzeń dla osób, które interesują się historią i chciałyby te zainteresowania przekładać na działanie; które mają poglądy konserwatywne i poszukują środowiska, które myśli tak samo; które chcą angażować się w działalność antyaborcyjną, sprzeciwiają się obecności migrantów czy promocji LGBT. Niektórzy poszukują też silnej grupy, w której znajdą namiastkę militaryzmu i dyscypliny. W niektórych wypowiedziach pojawiały się wątki wskazujące, że dołączanie do ONR stanowiło substytut nieudanej rekrutacji do szkoły wojskowej. Ale często jest to też próba nadania sensu życiu, poczucia, że robi się w nim coś ważnego, co jednak musi się wiązać ze spójnością poglądów danej osoby i grupy, do której dołącza.
Hajlowanie Greniucha starano się tłumaczyć „błędami młodości”. Czy z takich poglądów się wyrasta?
Nie jestem przekonana, że wiek jest sprzężony z poziomem radykalizmu. Tak jak można wyrastać z pewnych poglądów, tak samo można je nabywać z wiekiem, a duży wpływ na radykalizację postaw mogą mieć na przykład media. Badania z różnych krajów pokazują, że dla środowisk nacjonalistycznych ważną platformą są alternatywne portale informacje, które niekoniecznie wprost, ale jednak dystrybuują nieliberalną, podsyconą teoriami spiskowymi czy fake newsami wizję świata. Podatność na takie komunikaty jest często niezależna od wieku.
Jak dużo jest kobiet w tego typu organizacjach?
Ciągle widoczna jest nadreprezentacja mężczyzn. Trudno o dobre statystyki, ale z moich obserwacji wynika, że na przestrzeni ostatnich kilku lat obecność kobiet zwiększa się, również na stanowiskach kierowniczych – w przypadku Młodzieży Wszechpolskiej spośród 16 pełnomocników okręgów trzy to kobiety. Kiedy prowadziłam pierwszą turę badań, na 30 wywiadów tylko trzy były z kobietami, w ubiegłym roku – pięć na 15. Częstszy udział kobiet można uchwycić mniej więcej od lat 2013–2014. Wtedy powstała organizacja Kobiety dla Narodu, a także kobieca sekcja Ruchu Narodowego – obie grupy miały być kobiecym głosem środowiska nacjonalistycznego, kontrą do feministek. Choć nie przetrwały, to jakiś czas temu powstała Narodowa Organizacja Kobiet, nazwą nawiązująca do ruchu z okresu międzywojnia. W 2019 r. NOK zorganizował Narodowy Kongres Kobiet, który miał być odpowiedzią na podobne wydarzenia tworzone przez środowiska lewicowo-liberalne. Jednym z celów nacjonalistycznych organizacji kobiecych jest walka z feminizmem, prezentowanym przede wszystkim jako walka o aborcję i niszczenie tradycyjnej rodziny. Nacjonalistki w swoich wypowiedziach zwracają uwagę na chęć promowania innego – konserwatywnego – głosu kobiet.
Czy takie antagonizujące spory, jak ten wokół aborcji, będą sprzyjać zwiększaniu się popularności ruchów radykalnych z obydwu stron ideowej barykady?
O ile rosnąca popularność prawicowych, nacjonalistycznych przekonań nabrała największego rozpędu podczas rządów PO-PSL, a w pierwszych latach władzy PiS środowiska te otrzymały wsparcie instytucjonalne, o tyle teraz, już po kilku latach rządów PiS, odczuwalne jest zmęczenie tą retoryką, zmęczenie turbopatriotyzmem, jak to zjawisko określił Marcin Napiórkowski. Przynajmniej w młodym pokoleniu. To pokazuje niedawny sondaż CBOS, z którego wynika, że pierwszy raz od 20 lat wśród młodych przeważają sympatie lewicowe. Być może jesteśmy w momencie, gdy popularność radykalnych i nacjonalistycznych postaw osiągnęła punkt kulminacyjny? Dość świeżym zjawiskiem byłoby natomiast pojawienie się wśród młodych ludzi kontry do tych postaw. Ponieważ wzrost poglądów lewicowych nie oznacza, że zmalała liczba osób deklarujących sympatie prawicowe, lecz że zmalała liczba osób o poglądach niedookreślonych. Mamy więc mocną prawą stronę, wzmacniającą się lewą, a centrum zaczyna się zamazywać. A to oznacza, że obserwujemy właściwie rosnącą polaryzację społeczeństwa, a to może sprzyjać radykalizacji postaw, co zresztą widać. Natomiast myślę, że możemy być teraz w momencie zwrotnym i trudno z całą pewnością powiedzieć, na którą stronę przechyli się szala.