Bo cię skrócę o głowę

39-latek został nie tylko wicepremierem od cyfryzacji i administracji, ale i szefem Najwyższej Izby Kontroli oraz członkiem Państwowej Rady Bezpieczeństwa. Z tej okazji wyremontowano ulicę Magtymguly şaýoly, przy której znajduje się siedziba kontrolerów, dobudowano do gmachu taras wypoczynkowy, odświeżono fasady okolicznych budynków, a ich mieszkańcom zakazano parkowania samochodów na widoku. Serdar szybko wspina się po kolejnych szczeblach kariery; dotychczas kierował resortem przemysłu, a wcześniej był posłem oraz zarządzał wilajetem (województwem) achalskim. Stamtąd wywodzi się prezydencki klan Teke, którego oficjalny ornament widnieje na turkmeńskiej fladze. Jako gubernator czuwał nad stworzeniem nowej stolicy regionu, którą buduje od zera firma Nusaý Ýollary, należąca do jego szwagra. Ojciec wysyłał też Serdara na spotkania ministrów Wspólnoty Niepodległych Państw. Syn, z zawodu technolog żywienia i dyplomata po kursach w Genewie i Moskwie, krok po kroku gromadzi doświadczenia potrzebne do zarządzania państwem.
Równolegle jego wizerunek budują media państwowe, nazywając go czasem „synem narodu”. W przeciwieństwie do ciotek, jego nazwisko nie wypływa w kontekście wątpliwych interesów czy skandali obyczajowych. Opozycyjna, prowadzona z zagranicy gazeta „Türkmenistanyň Hronikasy” pisała jednak, że jako gubernator przyjeżdżał do odległej o 8 km od Aszchabadu stolicy wilajetu w imponującej kolumnie pojazdów, a gdy wchodził i wychodził z gmachu, jego pracownicy nie mogli odchodzić od biurek. – Zakazano używania telefonów komórkowych. Szef najwięcej uwagi przywiązuje do różnego rodzaju ceremonii, a podczas rozmów z podwładnymi najczęściej używa sformułowania „bo cię skrócę o głowę” – mówił jeden z pracowników korespondentowi gazety. „Ludzie dają mu maksimum pół roku, a potem pewnie zostanie przeniesiony na inne stanowisko kierownicze” – proroczo pisał dziennikarz w lipcu 2019 r. Nawet imię pasuje do tego wizerunku. Serdar po turkmeńsku znaczy „wódz”.
Reklama
O zaufaniu ojca świadczy fakt, że prezydent powierzył synowi opiekę nad hodowlą ulubionych ałabajów, owczarków środkowoazjatyckich. Ulubionych do tego stopnia, że niedawno w stołecznym Aszchabadzie wzniesiono pomnik owczarka na podstawie projektu prezydenta, który w 2019 r. poświęcił rasie jedną z książek. Można znaleźć w niej także prezydencką poezję: „Ty poznałeś i lata, i wieki / Węzeł czasu, turkmeński ałabaj / Sława twoja niezmiennie wysoka / Doceniony turkmeński ałabaj”. Poziom rymów może wątpliwy, ale w Turkmenistanie nikt nie będzie robić sobie z tego żartów. Przeciwnie – do wiersza napisano muzykę, a całość wykonał w telewizji chór wojskowy. Tę poradziecką republikę, bogatą w złoża surowców, pierwszy prezydent Saparmyrat Nyýazow przekształcił w rodzaj średniowiecznej despotii. Berdimuhamedow, jego następca, twórczo skorzystał z pomysłów poprzednika.
Od kaprysów władcy zależy los 6 mln Turkmenów. Nauki Berdimuhamedowa włączono do programów nauczania, a prezydent potrafił np. zakazać posiadania czarnych samochodów, co zmusiło ich posiadaczy do błyskawicznego przemalowania aut. – To nie jest takie tanie, zwłaszcza że serwisy błyskawicznie podniosły cenę usługi. Dla wielu ludzi, którzy nie mają stałego zatrudnienia, samochód jest jedynym źródłem utrzymania jako taksówka czy półciężarówka – mówił Deutsche Welle Farid Tuhbatullin, opozycjonista mieszkający w Austrii. Opozycja w Turkmenistanie nie może działać legalnie. Niektórzy jej działacze znikają; rodzina Borisa Şyhmyradowa, który po 1991 r. od zera tworzył dyplomację jako szef MSZ, od 19 lat nie wie, co się z nim dzieje. Şyhmyradow w 2002 r. został oskarżony o spisek i trafił do łagru, po czym słuch po nim zaginął.

Reklama
Paranoja jest nieodłączną cechą dyktatorów, choć nie jest ona zupełnie bezpodstawna. Berdimuhamedow wie o tym najlepiej, bo sam doszedł do władzy w wyniku spisku. Gdy w 2006 r. niespodziewanie zmarł Türkmenbaşy, Ojciec Turkmenów, jak oficjalnie nazywano Nyýazowa, jego następcą zgodnie z konstytucją powinien był zostać szef parlamentu Öwezgeldi Ataýew. Jednak Państwowa Rada Bezpieczeństwa przekazała władzę wicepremierowi i ministrowi zdrowia, a wcześniej osobistemu dentyście Nyýazowa, którym był właśnie Berdimuhamedow. Stugębna plotka, której nie da się potwierdzić, mówi, że Berdimuhamedow jest nieślubnym synem poprzednika, ale w takim układzie zmarły prezydent musiałby zostać ojcem jako 17-latek. Ataýew tymczasem został oskarżony o nadużycie władzy, pozbawiony stanowiska i wraz z żoną wtrącony do łagru. Podobnie, jak w przypadku Şyhmyradowa, ich los pozostaje nieznany.
Obecny prezydent wie więc najlepiej, czym grozi złe przygotowanie sukcesji. Jako człowiek przesądny zaczął szykować syna do funkcji prezydenta natychmiast po 62. urodzinach, czyli w wieku śmierci Mahometa. Możliwe zresztą, że Serdar nie będzie musiał czekać na śmierć ojca. Najbezpieczniejszy wariant zakłada przekazanie władzy jeszcze za życia Gurbangulego, który będzie mógł dopilnować, by prezydentem został po nim faktycznie jego syn, a nie jakiś kolejny dentysta z ambicjami. O tym, że taki wariant jest rozważany, świadczy decyzja z sierpnia 2020 r., by byli prezydenci mieli dożywotnie miejsce w parlamencie. Dotychczas przepisy w ogóle nie regulowały statusu emerytowanego szefa państwa, bo koncept byłego prezydenta nie był w tym kraju znany.
Prezydent z pewnością analizował sukces Nursułtana Nazarbajewa, który w 2019 r. oddał władzę następcy, samemu odchodząc na stanowisko Jełbasy, Ojca Narodu, niepozbawione wpływu na bieżącą politykę. Wprawdzie nowy prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew nie jest krewnym Nazarbajewa, ale Berdimuhamedowa może zachęcać sam fakt, że obyło się bez większych perturbacji. Nazarbajew do pewnego momentu rozważał oddanie władzy córce Daridze, która w pewnym momencie bywała i wiceszefową partii rządzącej, i przewodniczącą senatu, i wicepremierem, ale ostatecznie ojciec nie zaufał jej do tego stopnia, by powierzyć stery państwa. A gdy do władzy doszedł Tokajew, zdegradował córkę poprzednika do roli szeregowej deputowanej, choć zdaniem ekspertów musiał uzyskać przynajmniej akceptację Nazarbajewa, bo sam nie jest jeszcze na tyle silny, by uderzyć w jego rodzinę.
Siewca Pokoju
Prezydencka dynastia jako pierwsza spośród wszystkich państw byłego Związku Radzieckiego pojawiła się w Baku. Heydar Aliyev, kagebista, który w latach 1969–1982 był szefem partii w Azerbejdżanie, by potem przenieść się do Moskwy, w czasach sowieckich nie dał się poznać jako monarchista. Po kilku latach poradzieckiego chaosu, w trakcie którego Azerbejdżan przegrał z Ormianami wojnę o Górski Karabach, Aliyev wrócił do władzy w Baku. Rządząc twardą ręką, ustabilizował struktury państwowe, a podpisane przez niego umowy z zachodnimi koncernami energetycznymi dały Azerom dostęp do regularnego przypływu dewiz. Jego syn İlham od początku był przygotowywany do ważnych stanowisk. Jako 33-latek został w 1994 r. wiceprezesem naftogazowego koncernu SOCAR, rok później posłem, a po kolejnych dwóch latach – szefem Narodowego Komitetu Olimpijskiego.
W 1999 r. oficjalnie wszedł do polityki jako wiceszef rządzącej Partii Nowego Azerbejdżanu. W 2003 r., gdy Heydar był już śmiertelnie chory, İlham Aliyev został premierem, a po dwóch miesiącach wystartował w wyborach prezydenckich. Heydar oficjalnie zmarł niecałe dwa miesiące po głosowaniu, gdy operacja „sukcesja” już się zakończyła, choć Azerowie plotkowali, że w istocie stało się to znacznie wcześniej, a z przekazaniem informacji o śmierci zwlekano, póki İlham nie umocni się w fotelu szefa państwa. Syn z grubsza kontynuuje linię ojca, jednocześnie budując jego kult, pośrednio legitymizujący także jego rządy. Imię Heydara Aliyeva nosi nowoczesne lotnisko w Baku, w centrum stolicy zbudowano interaktywne muzeum jemu poświęcone, a gdy w ubiegłym roku Azerowie w wyniku wojny odzyskali część Górskiego Karabachu, prezydent ogłosił, że w ten sposób spełnia się testament ojca.
Jednocześnie azerski prezydent zaczyna kształtować następcę. İlham ma troje dzieci: jedyny syn Heydar ma dopiero 24 lata, młodsza, 32-letnia córka Arzu sprawdza się w biznesie, a najstarsza, 36-letnia Leyla jest wiceszefową Fundacji Heydara Aliyeva i szefową licznych organizacji charytatywnych (a zarazem dyrektorką Federacji Jogi Azerbejdżanu). Ale na razie, gdyby coś się stało prezydentowi, jego obowiązki przejęłaby o dwa i pół roku młodsza żona Mehriban. Aliyeva cieszy się autentyczną sympatią wielu Azerów. Jest szefową swojej córki w fundacji imienia swego teścia, kieruje Federacją Gimnastyki Azerbejdżanu i grupą roboczą ds. współpracy międzyparlamentarnej z Francją, ale źródłem jej legitymacji jest zupełnie inna funkcja. W 2017 r. mąż mianował ją na specjalnie dla niej utworzone stanowisko wiceprezydenta.
Wcześniej przez 12 lat Mehriban była posłanką. Żona İlhama ma wszystko, czego trzeba przywódcy. Urodzona w inteligenckiej rodzinie z arystokratycznymi korzeniami. Jej dziadek Mir Calal Paşayev był uznanym prozaikiem i literaturoznawcą, ojciec Arif – profesorem fizyki i rektorem Narodowej Akademii Lotnictwa, a wuj Hafiz do dziś kieruje Akademią Dyplomatyczną MSZ. To samo po stronie matki: dziadek Nasir İmanquliyev w 1958 r. zakładał ważną gazetę „Bakı”, jego córka Aida, matka Mehriban, była pierwszą azerską doktor arabistyki, zaś rodzona siostra Nargiz Paşayeva jest wiceszefową Narodowej Akademii Nauk Azerbejdżanu. Nic dziwnego, że była świetną partią dla młodego İlhama, w momencie ślubu syna wicepremiera Związku Radzieckiego, najwyżej postawionego Azera w sowieckiej hierarchii władzy.
Operacja „następca” jest też szykowana w Tadżykistanie. Od 1992 r. nazwisko jego przywódcy zmieniło się tylko dlatego, że zmienił je sam prezydent, pozbywając się w 2007 r. rosyjskiej końcówki „-ow”. Z Emomalego Rahmonowa został Emomalim Rahmonem. Alaksandr Łukaszenka z podziwem wspominał niedawno, jak Rahmon z kałasznikowem w ręku czyścił ulice Duszanbe z przeciwników podczas wojny domowej. Po niemal trzech dekadach 68-letni dziś polityk wciąż rządzi silną ręką i rozbudowuje własny kult. W 2015 r. pozwolił, by parlament nadał mu oficjalny tytuł Siewcy Pokoju i Jedności Narodowej – Lidera Narodu. Spośród dziewięciorga dzieci prezydenta do funkcji państwowej jest szykowany urodzony w 1987 r. Rustam Emomali.
Z wykształcenia ekonomista jeszcze na studiach zaczął pracować w ministerstwie rozwoju gospodarczego i handlu oraz wstąpił do rządzącej Partii Narodowo-Demokratycznej. Stopniowo wspinał się po drabinie kariery; jako 26-latek był już szefem Służby Celnej, jako 28-latek – dyrektorem Państwowej Agencji Kontroli Finansowej i Walki z Korupcją, a po kolejnych dwóch latach – merem stolicy. W zeszłym roku tuż po wyborach objął stanowisko szefa parlamentu, co według konstytucji automatycznie czyni go p.o. prezydentem w razie śmierci lub dymisji ojca. Podobnie jak wielu innych prezydenckich synów, jest też działaczem sportowym. W 2007 r. założył dla siebie (był wówczas piłkarzem) klub Istiklol, który zdominował lokalne rozgrywki i jest już ośmiokrotnym mistrzem Tadżykistanu. Równolegle kieruje tadżycką i centralnoazjatycką federacjami piłkarskimi.
Prezydentowiczem jest też przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow. Jego ojciec Achmat w I wojnie czeczeńskiej walczył po stronie separatystów, by w II wojnie opowiedzieć się po stronie Kremla i w nagrodę stanąć na czele republiki. W 2004 r. Achmat Kadyrow zginął jednak w zamachu bombowym. Ramzan zgodnie z rosyjskim prawem nie mógł od razu stanąć na czele republiki, bo do 30. roku życia brakowało mu trzech lat. Prezydent Władimir Putin zdecydował się jednak pozostawić władzę w rękach lojalnej mu rodziny. Nazajutrz po śmierci ojca Ramzan został wicepremierem odpowiadającym za struktury siłowe. Półtora roku później był już szefem rządu, a w 2007 r., wkrótce po 30. urodzinach, prezydentem republiki.
Ramzanowi zwłaszcza w tamtych czasach daleko było do formatu prezydenckiego. Posługiwał się łamanym rosyjskim i lubił pokazywać się w dresach, ale gwarantował Putinowi osobistą lojalność, kontynuację linii ojca i twardą rękę wobec zbrojnej opozycji. W zamian dostał wolną rękę w sprawach wewnętrznych, co wykorzystał między innymi do uruchomienia kultu swojego ojca. W całej Czeczenii pojawiają się ulice Kadyrowa, a w 2017 r. jego imieniem nazwano występujący w rosyjskiej ekstraklasie klub piłkarski z Groznego. Stopniowo ten kult jest poszerzany o całą rodzinę Kadyrowów, a jego krewni otrzymują kolejne funkcje państwowe. W zeszłym roku najstarsza córka Ajszat, dziś 22-letnia, została wiceministrem kultury. Jeśli 44-letniemu Ramzanowi uda się przetrwać kolejne lata, w tym kręgu będzie pewnie szukać i swojego następcy.
A co powie Rosja?
Przykłady Azerbejdżanu i Czeczenii – także Kazachstanu, choć tam operacja „następca” nie została przeprowadzona po linii krwi – zachęcają innych przywódców Azji Centralnej, by powtórzyć sukces u siebie. Zachowanie władzy w rękach rodziny ogranicza do minimum ryzyko rozliczeń, które nowa ekipa może zechcieć przeprowadzić, żeby oczyścić sobie pole do działania. Przykładem, co się może stać, jeśli zawczasu nie zadba się o założenie dynastii, jest Uzbekistan. Tamtejszy prezydent Islom Karimov zmarł w 2016 r. w wieku 78 lat. Przez pewien czas w charakterze następcy rozpatrywano jego najstarszą córkę Gulnorę, która u szczytu kariery pełniła nawet funkcję wiceministra spraw zagranicznych. W 2013 r. córka popadła jednak w niełaskę i trafiła do domowego aresztu.
Równolegle służby rozmontowały jej imperium biznesowe, na które składało się kilka kanałów telewizyjnych i stacji radiowych. Konflikt Gulnory z ojcem wybuchł, gdy okazało się, że bez jego wiedzy córka ściąga haracze od biznesmenów. Islomowi nie podobała się też nieskrywana żądza władzy i swobodny sposób życia, którego symbolem stały się opublikowane w zachodniej prasie zdjęcia córki w odważnym jak na konserwatywne standardy regionu stroju gimnastycznym podczas zajęć jogi. Od siostry publicznie odcięła się też młodsza córka szefa państwa Lola Karimova-Tillayeva, mieszkająca na stałe w USA. – Jesteśmy zupełnie różne. Nie utrzymujemy żadnych relacji rodzinnych ani przyjacielskich – mówiła BBC w 2013 r. Karimov do końca nie potrafił wybrać swojego następcy, więc po jego śmierci doszło do próby sił na szczytach władzy.
Formalnie p.o. prezydentem powinien był zostać szef senatu Nig‘matilla Yo‘ldoshev, ale nie znalazł poparcia wśród elit, więc ostatecznie – podano oficjalnie – zaproponował, by tymczasowym prezydentem został premier Shavkat Mirziyoyev ze względu na jego „wieloletnie doświadczenie”. Mirziyoyev cieszył się wsparciem szefa bezpieki Rustama Inoyatova, a i osobista przyjaźń z wdową po Karimovie Tatyaną podziałała na jego korzyść. Im silniejszy czuł się nowy prezydent, tym chętniej odcinał się od dawnych sojuszników. Inoyatov został zdymisjonowany w 2018 r., Lola Karimova-Tillayeva w tym samym roku straciła stanowiska ambasadorki przy UNESCO i szefowej Federacji Gimnastyki Uzbekistanu, a jej siostra Gulnora rok później trafiła spod aresztu domowego do normalnego łagru. Stanowiska stopniowo tracili też inni ludzie z otoczenia zmarłego prezydenta. Karierę robi zaś córka Shavkata Saida, która coraz częściej pojawia się u boku ojca przy różnych oficjalnych okazjach, a niedawno została wiceszefową agencji kontrolującej państwowe media.
Wciąż otwarte pozostaje pytanie, kogo chciałby namaścić Alaksandr Łukaszenka. Choć wielu komentatorów widzi w tej roli hołubionego przez prezydenta nieślubnego syna Mikałaja, który w 2020 r. poszedł do szkoły średniej, względnie zastępcę swojego ojca w Radzie Bezpieczeństwa Wiktara, przywódca daje czasem do zrozumienia, że jego dzieci nie przejmą po nim władzy. Następcy Łukaszenki należałoby raczej szukać wśród jego lojalnych współpracowników, którzy też mogliby mu dać gwarancję bezpieczeństwa i wpływu na rzeczywistość. Kimś takim mogłaby zostać np. Natalla Kaczanawa, do niedawna szefowa prezydenckiej administracji, obecnie przewodnicząca izby wyższej parlamentu. Białoruski przywódca jest jednak na razie na tyle osłabiony, że w kwestii następcy, gdyby przyszedł na to czas, więcej do powiedzenia mogłaby mieć Rosja niż on sam.
Oficjalna monarchia
Muzułmańskie republiki poradzieckie przodują, jeśli chodzi o budowanie prezydenckich dynastii, ale nie są jedyne. Przykładem udanego przekazania władzy była Syria. Nie bez problemów, bo rządzący od 1971 r. Hafiz al-Asad pierwotnie wychowywał na następcę nie Baszara, który przejął władzę, lecz starszego odeń Basila. Urodzony w 1962 r. mężczyzna był inżynierem i obronił doktorat na wojskowej uczelni. Hafiz dał do zrozumienia, kogo widzi jako następcę w 1991 r., gdy publicznie określił się mianem „Abu Basil”, ojciec Basila. Potencjalny sukcesor zginął jednak trzy lata później w wypadku samochodowym, gdy spieszył się na samolot, by polecieć na narty w Alpy. Wówczas Hafiz sięgnął po Baszara, który właśnie zaczynał karierę lekarza. Junior po śmierci brata trafił na pięć lat do szkoły oficerskiej, którą opuścił jako pułkownik i w 2000 r., po śmierci ojca, został prezydentem.
Podobne historie zdarzają się też gdzie indziej. Rządzący od 2005 r. prezydent Togo Faure Gnassingbé jest synem Gnassingbégo Eyadémy, który władał krajem od 1967 r. aż do śmierci. Ojciec uczynił go następcą jeszcze za życia, powołując na stanowisko ministra zaopatrzenia, kopalń, poczty i telekomunikacji. Teodoro Obiang z Gwinei Równikowej, który w 1979 r. obalił swojego wuja Francisca Nguemę, w 2012 r. uczynił wiceprezydentem i następcą syna Teodorína. W 1971 r. następcą prezydenta Haiti François Duvaliera został jego 19-letni syn Jean-Claude. „Bebe Dòk” rządził kolejne 15 lat i do dziś jest rekordzistą świata, jeśli chodzi o najmłodsze republikańskie głowy państwa.
Tego typu przypadki zdarzają się, bo poprzednicy ogłaszają dzieci następcami bądź dają im tyle wpływów, by sami mogli powalczyć o sukcesję. Prawie nigdy nie zdarza się, by formalizowano takie monarchie. Prawie – bo taki przypadek nastąpił w Korei Północnej. Krajem od powstania w 1948 r. rządzi nieprzerwanie rodzina Kimów, ale dopiero w 2013 r. ustanowiono tam formalną monarchię, zapisując wśród 10 fundamentalnych zasad Partii Pracy Korei, że sztandar partii i rewolucji po wieczne czasy muszą nieść ręce linii krwi Pektu. Zgodnie z oficjalną wersją historii to w tych górach miał się urodzić Kim Dzong Il, drugi przywódca KRLD (choć w rzeczywistości przyszedł na świat w ZSRR). Obecnie rządzi trzecie pokolenie Kimów. Wśród potencjalnych następców Kim Dzong Una bywa wymieniana jego siostra Kim Jo Dzong. Jego najstarsze dziecko ma dopiero 10 lat, więc do objęcia władzy przez czwarte pokolenie trochę czasu jeszcze zostało.