Serdeczne relacje Paryża z Berlinem odchodzą do przeszłości. Francuzi źle znoszą, że w Unii Europejskiej ostatnie słowo od dłuższego czasu należy do Niemiec. Największe państwo Wspólnoty, pomimo problemów ekonomicznych, zachowuje zdolności do marginalizowania krajów podważających strategiczne cele RFN. Tak jak to się stało w przypadku umowy z Mercosurem: Paryż nie zdołał zebrać mniejszości blokującej i Berlin postawił na swoim. Ale każda taka sytuacja grozi tym, że cierpliwość Francuzów się wyczerpie. Podobnie jak 60 lat temu podczas kryzysu pustych krzeseł. Wówczas prezydent Charles de Gaulle postawił ultimatum: albo Wspólnota będzie taka, jakiej pragnie on, albo nie będzie jej wcale.
Plan Niemiec
„(…) Przejmijcie przywództwo ze wszystkimi jego ryzykami. Nawet ryzykiem walki z państwami członkowskimi” – mówił w czerwcu 1965 r. szef Komisji Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej Walter Hallstein. Jak opisuje Philip Bajon w opracowaniu „The European Commissioners and the Empty Chair Crisis of 1965–66”, stenogramy z posiedzeń Komisji EWG ukazują wielką determinację Niemca, prącego do reformy Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. „Jeśli przegapimy tę okazję, wszystko się opóźni!” – ostrzegał Hallstein.
30 czerwca 1965 r. kończył się okres przejściowy ujęty w traktatach rzymskich. Siedem lat wcześniej sygnujące je rządy powołały do życia EWG oraz Europejską Wspólnotę Energii Atomowej. Nadal też funkcjonowała Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Największe znaczenie wkrótce zyskała Europejska Wspólnota Gospodarcza. Znosiła bowiem bariery celne między państwami członkowskimi oraz zacieśniała polityki, m.in. handlową i rolną. Powołano również instytucje koordynujące, m.in. Radę Ministrów, Komisję i Zgromadzenie Parlamentarne, do którego deputowanych delegowały parlamenty krajowe. Po okresie przejściowym, podczas posiedzeń Rady Ministrów EWG, w której zasiadali ministrowie rządów Francji, RFN, Włoch, Belgii, Holandii i Luksemburga (w zależności od tematyki urzędnicy się zmieniali), wszelkie decyzje miały być podejmowane większością kwalifikowaną. Jednomyślność odchodziła do lamusa. Dlatego Rada Ministrów zleciła Komisji przygotowanie do 1 kwietnia 1965 r. propozycji usprawnienia funkcjonowania EWG.
Pod kierownictwem Hallsteina powstał plan radykalnych reform. Pomyślano je tak, by zainicjowały szybką integrację, prowadzącą w stronę federalnego państwa. Plan Hallsteina zakładał, iż Wspólnota będzie posiadała budżet zasilany autonomicznymi dochodami; pozyskiwać je zamierzano z ceł chroniących rynek EWG, dodatkowych opłat od importowanych produktów rolnych i udziału w części wpływów z podatków w krajach członkowskich. Na komisarza ds. rolnictwa, Włocha Sicca Mansholta, spadło zadanie uzasadnienia proponowanych zmian. Zatem poinformował rządy, że wspólna polityka rolna generuje rosnące koszty. Osobny budżet, kontrolowany przez Komisję Europejską, ułatwiłby jej utrzymywanie. A co więcej, kosztów nie ponosiłyby budżety krajowe. Hallstein oraz Mansholt założyli, że skoro francuscy rolnicy są największymi beneficjentami wspólnotowych funduszy, to Paryż da się nabrać na ten wybieg. Poza tym Komisja pragnęła znacznie zwiększyć rolę Zgromadzenia Parlamentarnego. Acz Hallstein chciał ten punkt zachować w tajemnicy.
Federaliści w natarciu
„Zasugerował zatem swoim kolegom, aby zagrali w negocjacje i zachowali kwestię PE (Parlamentu Europejskiego – red.) jako atut Komisji” – opisuje Bajon. Propozycją powstania wspólnotowego parlamentu zamierzano zaszachować sprzeciw Francji. Ostrzegał przed nim Robert Marjolin. Francuski wiceprzewodniczący Komisji, choć sam pragnął integrowania się Europy, był przekonany, że prezydent de Gaulle nie zaakceptuje pomysłów Hallsteina. Francuz postulował więc wdrożenie reformy za kilka lat. „Oczywiście było to sprzeczne z wolą Hallsteina” – dodaje Bajon.
W ocenie Niemca moment był najlepszy. Pakiet reform winien zainicjować w Radzie Ministrów EWG „maraton negocjacyjny”. A na koniec decyzja zapadłaby większością głosów. Socjalistyczny rząd Włoch premiera Alda Mora chciał integracji. Popierał ją też kanclerz Ludwig Erhard, widząc w niej szansę na podtrzymanie szybkiego rozwoju RFN. Rządy Belgii oraz Holandii dostrzegły zaś okazję na zwiększenie we Wspólnocie roli krajów Beneluksu. Wszystko wskazywało, iż na koniec Paryż zostanie przyparty do muru i przegłosowany.
Marjolin uległ więc wizji Hallsteina – i ten ogłosił projekt reform, acz nie podczas posiedzenia Rady Ministrów EWG, lecz tydzień wcześniej, 24 marca 1965 r., na forum Zgromadzenia Parlamentarnego. Tak starał się pozyskać sojuszników, jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki z Francją.
Ta zaś musiała się określić nie podczas debaty w zamkniętym gronie przedstawicieli rządów, lecz publicznie. W tym miejscu Hallstein wykreował sobie jeszcze jeden atut. Wprawdzie prezydent de Gaulle rządził V Republiką, ale na początek grudnia 1965 r. zaplanowano wybory prezydenckie. A wśród Francuzów znaczną popularnością cieszył się ruch Conseil Français pour l’Europe Unie (Francuska Rada Zjednoczonej Europy), będący częścią European Movement International (Międzynarodowego Ruchu Europejskiego) powołanego do życia w październiku 1948 r. w Brukseli. Organizacja ta, otrzymująca przez lata duże wsparcie USA, zrzeszała stowarzyszenia domagające się przekształcenia luźnego związku krajów europejskich w jedno państwo. Jej francuska sekcja zdobyła sobie olbrzymie wpływy na początku lat 50. „W okresie IV Republiki dla wielu osób publicznych uczestniczenie w spotkaniach, konferencjach i zgromadzeniach organizowanych przez federalistów w celu uzyskania politycznego i wyborczego poparcia ze strony tych grup nacisku było niemalże obowiązkiem” – twierdzi w opracowaniu „De Gaulle, the «Empty Chair Crisis» and the European Movement” Paolo Caraffini.
Jednak dojście do władzy generała de Gaulle’a nadszarpnęło pozycję Conseil Français pour l’Europe Unie. „(...) Organizacje federalistyczne utraciły swoje wpływy, gdyż nie dysponowały ani zasobami ludzkimi, ani środkami materialnymi, by przeciwstawić się gaullistowskiej propagandzie” – twierdzi Caraffini. Plan Hallsteina okazywał się dla nich zatem wyczekiwanym od lat wiatrem w żagle i liderzy francuskich federalistów Maurice Faure oraz René Mayer pragnęli go wykorzystać.
Wściekłość Francji
Charles de Gaulle na scenę polityczną powrócił w 1958 r., obiecując uzdrowienie Republiki. Udało mu się zapobiec grożącej jej wojnie domowej oraz zatrzeć ślady klęsk poniesionych w Wietnamie i Algierii. Kolejnym obiecanym krokiem było przywrócenie odnowionej V Republice mocarstwowej pozycji. Nową konstytucją de Gaulle zagwarantował sobie olbrzymią władzę, ale rozumiał, iż to za mało. Francuska gospodarka potrzebowała modernizacji i europejskiego wspólnego rynku, by móc się rozwijać. Poza tym jedynie kontrola nad EWG dawała szansę Paryżowi, by powalczyć o pozycję lidera w świecie Zachodu ze Stanami Zjednoczonymi.
Dlatego de Gaulle, choć był przeciwny federalizacji, nie odrzucił traktatów rzymskich i po wejściu ich w życie wymyślił autorski projekt „wspólnej Europy”. Główną instytucją zarządzającą EWG miała stać się regularnie obradująca Rada, w której zasiadaliby szefowie państw lub ministrowie spraw zagranicznych. Decyzje podejmowałaby jednomyślnie, a wykonywałaby je Komisja Polityczna ulokowana w Paryżu. Zgromadzenie Parlamentarne zostałoby przekształcone w Parlament Europejski. Przy czym miałby on prawo jedynie opiniowania decyzji Rady.
De Gaulle zakładał, iż uda mu się ją zdominować. Włochami rządziły słabe i często upadające koalicje. Z kolei kanclerz Adenauer, z racji pamięci o II wojnie światowej i jej konsekwencjach, godził się z prymatem politycznym Paryża. Ale kraje wspólnoty odrzuciły w 1961 r. ten plan. Obawa przed dominacją Francji sprawiła, iż nie przyjęto go nawet w złagodzonej wersji.
Kiedy europejska integracja pod egidą Paryża okazała się niemożliwa, wówczas de Gaulle zdecydował się na dwie wolty. Z żegnającym się z polityką Adenauerem wynegocjował traktat elizejski. Zacieśniał on relacje Francji z RFN, określając, iż to oba te kraje będą współdecydować o polityce europejskich Wspólnot. Jednocześnie stał się gorącym orędownikiem „Europy ojczyzn”. Suwerenne państwa narodowe połączone wspólnym rynkiem stały się dla niego rozwiązaniem idealnym.
Gdyby plan Hallsteina został wcielony w życie, to Komisja Europejska zyskałaby olbrzymią niezależność z racji posiadania swojego budżetu. Jednocześnie na Radzie EWG znikała jednomyślność i Francja mogła zostać za każdym razem przegłosowana. We wspólnocie całe obszary decyzyjne znalazłyby się poza kontrolą rządów narodowych, a zatem też i francuskiego. Oznaczałoby to pożegnanie z „Europą ojczyzn” i obranie kursu na federację. Dla de Gaulle’a te propozycje były nie do przyjęcia i nie zamierzał też grać wedle reguł narzucanych przez Hallsteina. „Na sesji Rady Ministrów (EWG – red.) pod koniec czerwca 1965 r. francuski minister spraw zagranicznych, pełniący obowiązki przewodniczącego Rady Ministrów, nie zezwolił na sesję maratońską” – pisze Bajon. „A kilka dni później rząd francuski wycofał stałego przedstawiciela (przy Wspólnotach Europejskich w Brukseli – red.)” – uzupełnia.
Generał czekał już tylko na zaplanowane na 1 lipca posiedzenie Rady Ministrów EWG, by w noc je poprzedzającą przekazać, iż francuska delegacja nie przybędzie. Ministrowie z innych krajów zastali w Brukseli na sali obrad puste krzesła. De Gaulle nie wycofywał Francji z EWG, ale skutecznie zablokował działalność Rady. Odmówił też jakichkolwiek rozmów z Komisją Europejską.
Bruksela: puste krzesła
Zaraz po wybuchu kryzysu de Gaulle przystąpił do ataku na Komisję Europejską oraz reprezentującego w niej Francję socjalistę Roberta Marjolina, podkreślając „pychę brukselskich biurokratów”. Jednocześnie odrzucał apele pozostałych rządów EWG, by wrócić do stołu negocjacyjnego. Z Komisją Europejską francuski rząd zerwał wszelkie kontakty. De Gaulle ponawiał jedno żądanie: chciał odrzucenia planu Hallsteina. W odpowiedzi federaliści w całej EWG rozpętali kampanię przeciwko niemu, oskarżając go o próbę zniszczenia Wspólnoty.
Na 19 lipca 1965 r. zwołano w Brukseli wielki marsz federalistów, na którego czele szli Maurice Faure i René Mayer. Wspólnie z socjalistami postanowili wypromować we Francji kandydata, który pokonałby w wyborach prezydenckich de Gaulle’a i podpisał się pod planem Hallsteina. Został nim były minister sprawiedliwości, socjalista i zarazem zaangażowany uczestnik ruchu francuskich federalistów François Mitterrand. To w nim upatrywano nadziei na przełamanie kryzysu pustych krzeseł.
Dlatego też Hallstein i stojący za nim murem członkowie Komisji początkowo zajęli twarde stanowisko. Ale nie mieli żadnych instrumentów nacisku na Paryż oraz inne rządy Wspólnoty. Te zaś stopniowo uległy szantażowi de Gaulle’a i godziły się na dogadywanie konkretnych spraw z pominięciem Komisji Europejskiej. Poza tym zaczęły wypływać epizody z życia Hallsteina, o których wcześniej ani Niemcy, ani Francuzi nie chcieli pamiętać.
Ów wybitny prawnik w III Rzeszy był członkiem Narodowosocjalistycznego Związku Prawników i Narodowosocjalistycznej Ligi Wykładowców. Od 1942 r. służył w Wehrmachcie w stopniu oficerskim i po lądowaniu aliantów w Normandii dostał się do amerykańskiej niewoli. Pobyt za Atlantykiem odmienił jego życie. Zajmujący się jeńcami w Camp Como (Missisipi) oficerowie wywiadu od razu zauważyli, iż trafiła im się nietuzinkowa persona. Jeniec dostał zezwolenie na działalność naukową, a jego karierę zaczęła wspierać administracja Trumana. W 1948 r. Georgetown University zaoferował Hallsteinowi posadę profesora wizytującego. Jednocześnie zaczął się on angażować w działalność organizacji promujących zjednoczenie Europy. Wreszcie po przejściu bez problemu procedury denazyfikacyjnej w 1951 r. otrzymał od kanclerza Adenauera posadę sekretarza stanu w MSZ. Na jego barkach spoczęło kierowanie po stronie niemieckiej pracami nad powołaniem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Potem nadzorował kolejne projekty integracyjne. Aż w styczniu 1958 r. objął stanowisko przewodniczącego powołanej do życia Komisji EWG. Dla federalistów wkrótce stał się bohaterem walczącym o zjednoczenie Europy. Dla de Gaulle’a był byłym nazistą i amerykańskim agentem, którego należało wyeliminować z europejskiej polityki.
Kalendarz zdarzeń zdecydował, że o wszystkim mieli rozstrzygnąć francuscy wyborcy. 19 grudnia 1965 r. 55,2 proc. z nich poparło zwolennika „Europy ojczyzn”, zaś 44,8 proc. „federalistę”. Dla kanclerza Ludwika Erharda oraz premiera Alda Mora był to sygnał, iż należy jak najszybciej się dogadać, póki wspólnoty istnieją. Natomiast Hallsteina rzucić generałowi na pożarcie.
Rozpoczęte przez rządy krajów EWG rokowania w Luksemburgu przyniosły 18 stycznia 1966 r. wielki triumf de Gaulle’owi. Plan Hallsteina trafił do kosza. Co więcej, wbrew traktatom rzymskim wprowadzono dla krajów członkowskich prawo wetowania decyzji Rady Ministrów EWG, jeśli „zostanie zagrożony bardzo ważny interes narodowy”. Na koniec zdecydowano o połączeniu Komisji EWG z komisjami dwóch pozostałych wspólnot. To przyniosło przerwanie kadencji Hallsteina, a na kolejną nie został wybrany. Osiągnąwszy wszystko, czego pragnął, de Gaulle dwa miesiące później zademonstrował Amerykanom, iż nie będzie ustępował ani „ich człowiekowi” w EWG, ani im samym. Francja 11 marca 1966 r. wystąpiła ze struktur wojskowych NATO, a wojska USA otrzymały polecenie opuszczenia terytorium V Republiki. ©Ⓟ