Spór, który niedawno doczekał się rozstrzygnięcia, dotyczył budowy lądowiska dla helikopterów. Zamówienia udzielono po przeprowadzeniu publicznego przetargu, ustalając w umowie wynagrodzenie ryczałtowe. Problem w tym, że już na wstępnym etapie prac, po odkryciu pierwszych warstw gruntu okazało się, że pod spodem kryje się torf. Potwierdził to wpisem do dziennika budowy inspektor nadzoru. Pracę wstrzymano, zlecając przeprowadzenie badań geotechnicznych. Okazało się, że podłoże gruntowe nie gwarantuje stabilności pod lądowiskiem. Eksperci zalecili pełną wymianę gruntów na głębokość 4 m. Tymczasem specyfikacja przetargowa zakładała wymianę na głębokość 1,4 m. Zdaniem biegłego był to efekt tego, że autorzy projektu budowlanego nie dość dokładnie przeanalizowali sprawozdanie geotechniczne.
Jedno było pewne – trzeba wymienić dużo więcej gruntu, niż zakładał projekt. Przewidywał on wymianę 696 m sześc., podczas gdy niezbędna okazała się wymiana 1170 m sześc. Dyrektor szpitala w ustnych rozmowach z wykonawcą potwierdził taką konieczność, ustalono nawet stawkę 100 zł netto za jeden metr sześcienny. Zamawiający nie zgodził się natomiast na zawarcie umowy dodatkowej, uznając, że prace należy wykonać w ramach wynagrodzenia ryczałtowego, na które zgodził się wykonawca, składając ofertę w przetargu.