opinia

Profil Zaufany via bank założyłam w dwie minuty. Tyle że właściwie nie wiem po co. Może pomysł na to, jak ma mi ułatwić życie, pojawi się wraz z jego nową nazwą, na którą właśnie ogłoszono konkurs.

Pisanie o e-administracji to fascynująca sprawa. Niby tematyka gospodarcza, a w rzeczywistości to jak pisanie powieści science fiction. Minęły już chyba wszelkie zapowiadane daty dla kolejnych cyfrowych rewolucji, a tych jakoś nie widać. Ciągle pisze się w czasie przyszłym. Aż tu niespodziewanie jedna z tych rewolucji (choć taka bez wielkich fajerwerków) jednak nadeszła.

Byłam przekonana, że ten komentarz napiszę, pomstując nad tym, jak to bardzo długo, trudno i w paździerzowych warunkach musiałam się męczyć, by wreszcie przebić się przez opornych urzędników bankowych i założyć nieszczęsny Profil Zaufany. Nic bardziej mylnego.

Owszem, tryb nie był ekspresowy, ale tylko dlatego że w oddziale banku, który jako pierwszy uruchomił u siebie możliwość zakładania konta do e-administracji, trafiłam na kolejkę. Zmuszenie się, by odczekać w niej blisko 5 0 m inut, było najtrudniejszym zadaniem. Sama zaś procedura, czyli założenie konta bankowego (1 2 m inut), zalogowanie się po raz pierwszy do niego ( 2 m inuty) i odpalenie Profilu Zaufanego (kolejne 2 m inuty), okazała się bezbolesna.

Nie mam się do czego przyczepić. Nawet pani Bożena, doradca klienta, gdy jej powiedziałam, że chcę konto najtańsze i tylko po to, by założyć Profil Zaufany, nie była zaskoczona. Doskonale wiedziała, o co chodzi. Co więcej, zagadnęła, że liczy na to, że za chwilę podobnie jak z 500 plus zacznie się i z tym spory ruch.

PKO BP, który zaoferował tę opcję jako pierwszy, mówi mi, że w ciągu pierwszych dwóch dni profile w ten sposób założyło 3,5 tys. klientów. Dużo? Mało? Trudno powiedzieć, bo resort cyfryzacji nie zdradza nawet ogólnych widełek, na jak dużą liczbę obywateli podłączonych do cyfrowej administracji liczy. Do tej pory profili było lekko ponad 500 tys. i do tego większość utworzonych przez urzędników, tak więc te 3,5 tys. e-obywateli może budzić pewne nadzieje.

Tyle że tu nie chodzi o liczbę nowych Profili Zaufanych. Ani nawet nie o to, czy będą jakoś faktycznie wykorzystywane. Choć ja po założeniu swojego doszłam do wniosku, że właściwie nie wiem, do czego mógłby mi się przydać. Ani firmy nie planuję zakładać, ani dowodu na razie nie muszę wyrabiać. O, paszport mi się skończył! A nie... złożyć wniosku o nowy jednak nie mogę online. Tak więc i tak czeka mnie wycieczka do urzędu.

Na razie i inni nowi posiadacze profilu niespecjalnie wiedzą, w czym im może pomóc. Na Twitterze dzielimy się tropami. Ktoś oświadcza: „Zamówiłem odpis aktu urodzenia. Ma być w listopadzie dostępny. Zamówiłem w wersji elektronicznej i nie wiem, czy sąd takie uznaje. Sąd też nie wie, czy uznaje”. Internautka niestety rozwiewa jego nadzieje: „Sąd wymaga papierowego odpisu na druku. Sorry”. Eksurzędnik odpisuje: „U mnie urząd stanu cywilnego trzy razy podchodził do próby wysłania mi e-odpisu na skrzynkę ePUAP. Bez skutku – nie umieją”. Dziennikarz gospodarczy skarży się: „Założyłem i sprawdziłem, ile odłożyłem na starość w ZUS, i już żałuje, że mam ten profil”.

Tak naprawdę o tym, czy ułatwienie zakładania Profili Zaufanych – czy to via banki, czy telekomy (które też już testują nowy system) – faktycznie zmieni oblicze e-administracji, będzie świadczyło jedno: zmniejszy nam się konieczność jakichkolwiek kontaktów z urzędnikami.

Niby to jest zrozumiały koncept, ale tak naprawdę trudny do przełknięcia dla państwa. Bo przecież to z natury potrzebuje swoich instytucji do zarządzania, do udowadniania potrzeby funkcjonowania. A e-administracja ma nie tyle scyfryzować wszystkie te procesy, czyli przenieść je do sfery online, ile tak naprawdę pokazać, które z nich są zupełnie niepotrzebne, i pomóc w ich definitywnym skasowaniu.

Na razie jednak para idzie w to, by po latach inwestycji systemy oferujące e-usługi wreszcie w ogóle zaczęły działać. Resort cyfryzacji obiecuje, że efekty będą widoczne za pół roku, no, najpóźniej w połowie przyszłego (znowu czas przyszły), kiedy zostanie odpalony specjalny ujednolicony serwis, taka brama kierująca do wszystkich najważniejszych usług, by już nie było pytań w rodzaju: „czy akt urodzenia może być cyfrowy”.

Wygląda na to, że science fiction powoli staje się jednak literaturą faktu. Zobaczymy tylko, jak duże efekty w poprawie jakości życia przyniesie nam dogonienie cyfrowego króliczka. I czy marketingowy chwyt w postaci zmiany nazwy Profilu Zaufanego na coś nowego, świeżego, lepiej się kojarzącego faktycznie spowoduje, że jego użytkownicy będą obywatelami bardziej zadowolonymi z państwowych usług. Czy jednak rebranding nie wystarczy, by skusić klienta aż nadto przyzwyczajonego do tego typu sztuczek. ⒸⓅ

źródło: Dziennik Gazeta Prawna