W ten sposób skomentował w rozmowie z PAP ogłoszone w poniedziałek wyniki wyborów do Dumy Państwowej, izby niższej parlamentu w Rosji.

"Najważniejszy wynik tych wyborów jest taki, że - jeśli dobrze pamiętam zapisy konstytucji - partia Jedna Rosja (...) otrzyma większość konstytucyjną. Moim zdaniem to było kluczowym celem" - powiedział Malicki. Oznacza to - jak to określił - "zabezpieczenie i możliwość zmiany konstytucji korzystną dla władzy". "Nie wiem, kolejne kadencje dopuszczalne. Sądzę, że to w tym kierunku idzie" - powiedział Malicki.

Zaznaczył, że nie wiadomo, jak to będzie wyglądało. "Gdyby doszło do jakiegoś pogorszenia sytuacji wewnętrznej, gdyby sankcje przyniosły jeszcze większy skutek, gdyby coś się nie udało, to daje mu (Putinowi - PAP) możliwość, formalnie rzecz biorąc, zgodnego z prawem wprowadzenia każdych zmian. Co to może być, to nie wiadomo. To jest niewiarygodnie silna broń" - powiedział prof. Malicki.

Ekspert ogólnie wynikami wyborów do rosyjskiej Dumy nie jest zaskoczony. "Same wyniki mnie nie zaskakują, ponieważ raczej wszystko szło w kierunku takich wyników (...). Putin osiągnął to, co zamierzał" - ocenił.

Dodał jednak, że zaskakuje frekwencja w tych wyborach, która przekroczyła 48 proc., podczas gdy przy poprzednich wyborach wynosiła 60 proc. Według niego zaskakuje tym bardziej, że wydawało się, że władze "zachęcały do frekwencji" i "zrobiły bardzo wiele", żeby ta frekwencja była bardzo wysoka.

"Taką niską frekwencję bym traktował raczej jako zły znak dla władz" - dodał. Ekspert uważa również, że świadomie wybory były przeniesione z grudnia na wrzesień. W jego ocenie chodziło o to, że "tuż po wakacjach ludzie są jeszcze zadowoleni i jeszcze nie zwracają uwagi na skutki sankcji, które będą coraz większe".

Rosyjski prezydent mówił w poniedziałek, że wybory pokazały, "jak wyborcy reagują na sankcje wobec Rosji i próby presji na nią z zewnątrz" i że w takich warunkach Rosjanie wybierają stabilność i "obdarzają zaufaniem wiodącą siłę polityczną, rząd, który opiera się na partii Jedna Rosja". Jan Malicki komentuje, że "ewentualnie można by uznać, że takie rozumowanie jest dopuszczalne". "Po prostu odpowiadałoby takiemu wychowaniu rosyjskiemu, że każdego z zewnątrz uważa się za wroga i jest absolutne poparcie władzy rosyjskiej" - powiedział Malicki.(PAP)