W Rosji fałszerstwa były lokalne, na Białorusi – ogólnopaństwowe. Skutki są identyczne: dominacja w nowych przedstawicielstwach posłów wspierających prezydentów. Przeprowadzone w odstępie tygodnia wybory w dwóch ostatnich europejskich państwach autorytarnych – na Białorusi i w Rosji – dały unikalną możliwość porównania procesów wyborczych w obu krajach.
Reklama
Skład nowych parlamentów w Rosji i na Białorusi / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Analiza danych statystycznych wskazuje, że choć Mińsk fałszuje wybory na większą skalę niż Moskwa, to jednak Białoruś nieznacznie uchyliła drzwi dla środowisk niezależnych, podczas gdy Rosja uszczelnia system polityczny.
Według danych oficjalnych na 110 białoruskich okręgów jednomandatowych w 107 wygrali kandydaci otwarcie wspierający Aleksandra Łukaszenkę. Ponadto do izby niższej parlamentu dopuszczono jednego członka uznawanych za koncesjonowaną opozycję liberalnych demokratów, bezpartyjną wiceszefową niezależnego Towarzystwa Języka Białoruskiego oraz szerzej nieznaną działaczkę otwarcie opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej (AHP). Przygniatającą większość posłów stanowią kandydaci nomenklatury – dyrektorzy i menedżerowie zakładów państwowych albo dotychczasowi posłowie.
W Rosji, jak wynika z cząstkowych wyników podanych wczoraj przez Centralną Komisję Wyborczą, dzięki wprowadzeniu ordynacji mieszanej, w ramach której połowę miejsc obsadza się w okręgach jednomandatowych, bank rozbiła partia władzy. Jedna Rosja znacznie zwiększyła swój stan posiadania, dodając do 140 mandatów zdobytych w ordynacji proporcjonalnej zwycięstwa aż w 203 okręgach jednomandatowych na 225 możliwych. Innymi słowy, kremlowska partia zajmie trzy czwarte miejsc w Dumie i w najmniejszym stopniu nie będzie zależeć od dotychczasowych partii koncesjonowanej opozycji. Za taką uznaje się tradycyjnie komunistów (KPRF) Giennadija Ziuganowa, nacjonalistów (LDPR) Władimira Żyrinowskiego i Sprawiedliwą Rosję (SR) Siergieja Mironowa.
Każda z tych partii pozwala sobie na krytykę władz (ale już niekoniecznie prezydenta Władimira Putina) i ma na celu zagospodarowywanie elektoratu protestu. Komuniści zdobywają głosy emerytów tęskniących za stabilnością czasów ZSRR, Żyrinowski – imperialny i nacjonalistyczny elektorat marzący o rozszerzaniu granic Rosji, zaś „spraworosy” – populistycznych lewicowców. Dotychczas Jedna Rosja nie miała w Dumie Państwowej większości pozwalającej na zmiany w konstytucji. Liczba jej mandatów wzrosła o 105 w porównaniu z wyborami z 2011 r. Dzięki temu głosy LDPR, KPRF i SR, które w zamian za poparcie poszczególnych projektów mogły lobbować własne interesy w innych kwestiach, nie będą już potrzebne.
Jedna Rosja nie będzie się już musiała liczyć z koncesjonowanymi opozycjonistami. A oni będą partii władzy potrzebni tylko po to, by w dalszym ciągu imitować demokratyczne procedury i pluralizm, mający rzekomo panować na sali obrad przy ulicy Ochotnyj Riad. Zmiana ordynacji z proporcjonalnej na mieszaną otworzyła drzwi dla mniejszych partii – każdy może wygrać w okręgu jednomandatowym, bez konieczności przekraczania progu w skali całej Rosji. Mimo to ani liberalne Jabłoko, ani antyputinowski PARNAS nie zdobyły żadnego mandatu.
W Rosji demokratyczne procedury wyborcze są przestrzegane w większym stopniu niż na Białorusi. Analizy statystyk wyborczych wykazują, że na większości terytorium kraju głosy są faktycznie liczone, a naruszenia polegają raczej na dorzucaniu już wypełnionych kart do głosowania (są na to liczne dowody wideo), głosowaniu na rozkaz przez funkcjonariuszy policji i innych resortów siłowych lub tzw. karuzeli, czyli sytuacji, gdy podstawieni ludzie głosują wielokrotnie na podstawie dokumentów potwierdzających prawo do głosowania poza miejscem zamieszkania.
Najbardziej zbliżone do standardów białoruskich są wyniki głosowania w republikach kaukaskich. Analiza statystyczna uprawdopodabnia wersję o wpisywaniu do protokołów z góry ustalonych wyników. Jak zauważył statystyk Aleksandr Kiriejew, widać to np. po frekwencji w poszczególnych lokalach Nazrania w Inguszetii. We wszystkich 18 komisjach Nazrania frekwencja na godz. 18 wyniosła 72,99–73,04 proc. uprawnionych. Inną nieprawdopodobną tendencję odnotowano w rejonie baksańskim Kabardo-Bałkarii. Na godz. 18 we wszystkich 25 lokalach dane dotyczące frekwencji zaokrąglały się idealnie do pełnego procenta (pierwszą cyfrą po przecinku było zero). Według oficjalnych danych kabardo-bałkarskiej komisji republikańskiej w komisji nr 19 w omawianym rejonie do godz. 10 przyszło dokładnie 10 proc. wyborców, do godz. 12 – kolejne 40 proc., między godz. 12 a 15 nie przyszedł nikt (!), po czym przez kolejne trzy godziny frekwencja wzrosła do 92 proc.
Takie dane dowodzą fałszowania wyników. Manipulacje widać też w skali makro. Jeśli nanieść na układ współrzędnych dane z niezmanipulowanych wyborów, powinny się one ułożyć zgodnie z rozkładem Gaussa. W przypadku Rosji widać wyraźne anomalie przy okrągłych wartościach dotyczących frekwencji czy wyników głosowania na największe partie. Innymi słowy, część komisji wprost spełniała oczekiwania władz, wpisując do protokołów np. dokładnie 55,00 proc. głosów na Jedną Rosję, zamiast np. 53,82 proc. I choć w pojedynczej komisji okrągły wynik jest równie prawdopodobny, jak każdy inny, to uwidocznione w rozkładzie Gaussa anomalnie częste pojawianie się ich w skali kraju przeczy rachunkowi prawdopodobieństwa.
To, co w Rosji wciąż pozostaje właściwością oddalonych od wielkich miast regionów, na Białorusi jest normą ogólnokrajową. Niezależnie od tego, czy chodzi o Mińsk, czy prowincję, komisje obwodowe wpisują liczby zgodne z oczekiwaniami władz. Sprzyja temu to, że w wielu przypadkach ich członkami są pracownicy jednego zakładu pracy. Nikt z opozycji ani niezależnych ekspertów nie ma wątpliwości, że zwycięzcy wyborów zostali mianowani, a nie wybrani. Dotyczy to także opozycyjnego rodzynka, członkini AHP Hanny Kanapackiej. Osoba, której nie znali nawet dziennikarze polityczni i większość kolegów z opozycji, miała wygrać nie tylko z kandydatem władzy, lecz także z Taccianą Karatkiewicz, która reprezentowała opozycję w wyborach prezydenckich w 2015 r. Tym razem cud nad urną dał miejsce opozycjonistce. Tylko dlatego, że tak zadecydowały najwyższe instancje w kraju.
Kremlowska partia zajmie trzy czwarte miejsc w Dumie