statystyki

Prawda na fotografii to przestępstwo?

autor: Dorota Kalinowska12.08.2016, 06:56; Aktualizacja: 12.08.2016, 09:49
zdjęcia, stare fotografie, fotograf

"Fotografia uchodzi za wiarygodną i obiektywną, bo przecież fotograf podnosi aparat, robi zdjęcie i już"źródło: ShutterStock

Przenoszą ciała z miejsca na miejsce, sięgają po rekwizyty, opłacają aktorów i każą im odgrywać sceny – wszystko w myśl zasady, że „prawda na fotografii to przestępstwo."

Jeżeli twoje zdjęcie nie jest wystarczająco dobre, to znaczy, że nie podszedłeś wystarczająco blisko – powiedział legendarny fotograf wojenny Robert Capa. Wielu fotografów, także tych światowej sławy, zdaje się jednak pokazywać, że „nie ma co czekać na faktyczną rzeź”. Dlatego też nie cofną się przed niczym – nawet jeśli ma to oznaczać przenoszenie ciał, wykorzystywanie rekwizytów czy angażowanie statystów. W grę wchodzi też aranżowanie scenografii.

– Fotografia uchodzi za wiarygodną i obiektywną, bo przecież fotograf podnosi aparat, robi zdjęcie i już – mówi w rozmowie z DGP Andrzej Zygmuntowicz, wykładowca historii fotografii na Uniwersytecie Warszawskim, który kolekcjonuje przykłady manipulacji zdjęciami. – Tymczasem równie ważne są intencje fotografa i jego szczerość.

Jego zdaniem fotografia od początku istnienia nie przedstawiała tylko prawdy – raz z powodów upiększania obrazu, raz z powodów technicznych. Czas naświetlania nie pozwalał na robienie tak dynamicznych zdjęć, by uchwycić żołnierzy podczas walki, a skomplikowany proces nakazywał posiadanie przenośnej ciemni. – Wyobraźmy sobie, że naokoło trwa wojna, ludzie się zabijają, a my stoimy z wielką skrzynką i robimy jedno zdjęcie, po czym biegniemy do wozu, który stoi obok, i je wywołujemy – jeśli tego nie zrobimy, to po kilku minutach obraz zniknie. Pomijam oczywiście fakt, że jak przystało na pole walki, po fotografie nic by nie zostało, a i jego przenośne studio zniszczono by jako pierwsze – zauważa.

Nic więc dziwnego, że pierwsze zdjęcia wojenne robiono już po walce albo na jej tyłach. Ale choć technika poszła do przodu – wprowadzono np. film celuloidowy – to nadal często można spotkać zdjęcia z inscenizowanymi historiami funkcjonujące jako źródła informacji. Przykłady? Ich wybór prezentujemy poniżej.

1 Już na początku historii fotografii Hippolyte Bayard, jeden z jej wynalazców, dopuścił się grubego fałszerstwa. W 1840 r. wykonał zdjęcie – nazwano je potem „Autoportret jako topielec” – na którym wygląda jak wyciągnięty z Sekwany samobójca. Zdjęcie opatrzył datą 18 października i obszernym komentarzem, w którym informował, że zmarły to Bayard, a jego ciało leży nierozpoznane od kilku dni w kostnicy i zaczyna już gnić.


Pozostało 76% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie