statystyki

Jakub Dymek: Lepiej nie udawać populistów

autor: Jakub Dymek19.06.2016, 17:30; Aktualizacja: 19.06.2016, 18:00
społeczeństwo ludzie

Próby przejęcia postulatów partii skrajnych kończą się odwrotnie do zamierzeń.źródło: ShutterStock

Europejscy politycy i polityczki – czy to konserwatyści, socjaldemokratki, czy liberałowie – do niedawna wygodnie umocowani w realiach tradycyjnej polityki, muszą dziś odczuwać spory dyskomfort. Wyrośli im pod nosem nowi populiści – barbarzyńcy u bram imperium, których elity nie kochają ani nie cenią, ale też dłużej nie mogą ignorować. Gdyby jeszcze chodziło o jedną egzotyczną partyjkę tu i tam, problem można by potraktować jako błąd wkalkulowany w koszty funkcjonowania systemu tak rozrośniętego jak paneuropejska polityka.

Ale z punktu widzenia coraz to bardziej oblężonego centrum populistów widać wszędzie dookoła. Polityczka lub polityk europejskiego centrum, pracujący w Brukseli, Strasburgu, Berlinie czy Londynie, może czuć się obywatelem małej wyspy, od której odrywa się, odbija i dryfuje gdzieś w dal cały kontynent.

Jako populiści widziani są przecież nie tylko już rozpychający się w sercu kontynentu Marine Le Pen i jej Front Narodowy, Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) i Nigel Farage, Alternatywa dla Niemiec i Frauke Petry, lecz także całe peryferia Europy. Z punktu widzenia politycznego centrum całe kraje i ich rządy wydają się być dziś porwane przez populizm: w Grecji Syriza, na Węgrzech Fidesz, a w Czechach i na Słowacji ugrupowania Zemana i Fico. A za nimi jeszcze gorsi, dociskający rządy od prawej (np. polski Kukiz i narodowcy) albo lewej (greccy komuniści i ekonomista rewolucjonista Janis Warufakis).

Nie chcę wchodzić w dyskusję – choć to bardzo ciekawa dyskusja – na ile ta diagnoza i obawy są zasadne, a ile w nich paniki. Dziś – po wyborach w Austrii, a przed referendum w Wielkiej Brytanii, gdy w Hiszpanii pierwsze miejsce zaczyna szturmować oddolny ruch Podemos, a w coraz bliższej perspektywie są wybory w Niemczech – warto się zastanowić, co jeszcze może ocalić polityczne centrum. I co nie może.

Wyobraźnia pracuje


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-06-20 00:47) Zgłoś naruszenie 00

    W latach 70-tych w RFN pojawili się zbuntowani "Zieloni" .W latach 80-tych zjednoczeni w założonej partii okrzyczani populistami chcącymi burzyć niemiecki porządek, weszli do parlamentu. Cóż takiego się potem stało? Ano nic! Wsiąkli w system, zadziałał znamy i w naszym kraju mechanizm "posuńmy się wszyscy na ławce, trzeba zrobić miejsce nowym kolegom". Zieloni są mniej "zieloni", przestali być radykalni, dostali stanowiska i pozycję cenionego koalicjanta. Zachowują się podobnie jak nasi opozycjoniści okrągłostołowi, syci splendoru i zadowoleni z siebie. Ich przedstawiciele weszli w buty swoich niedawnych przeciwników pouczają innych, nie widzą już w tym nic niestosownego. Większość "zbuntowanych populistów" wsiąknie tak samo jak oni. Nieliczni nie przekupni idealiści zostaną nazwani szaleńcami i wyeliminowani przez własnych kolegów partyjnych. Pieniądze i zaszczyty zmieniły już wielu ludzi i zmienią wielu

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie