statystyki

Sławutycz. Dla przesiedleńców z Czarnobyla Soviet dream zamienił się w koszmar

autor: Michał Potocki, Zbigniew Parafianowicz24.04.2016, 10:00
Po zamknięciu elektrowni atomowej Sławutyczowi grozi zapaść

Po zamknięciu elektrowni atomowej Sławutyczowi grozi zapaśćźródło: ShutterStock

Sławutycz zaprojektowano jako miasto idealne dla przesiedleńców z Czarnobyla. Plan wykonano połowicznie. Do Zahatki Dniepr nie jest szeroki jak morze, lecz wygląda jak zwykła rzeka. Wielkie rozlewisko zaczyna się dopiero za wsią. Wody są niesione na południe. Tam stają się monumentalne. Czyli takie, jakie powinny być na dawnych Dzikich Polach. Przy granicy z Białorusią płynie po prostu rzeka. Normą jest też miasto, które zaczęto budować tu trzydzieści lat temu. Sławutycz (starosłowiańska nazwa Dniepru) miał dać schronienie i lepsze życie kilkudziesięciu tysiącom mieszkańców położonej po drugiej stronie Dniepru Prypeci.

Dokładnie trzydzieści lat temu – 26 kwietnia 1986 r. – w Czarnobylu doszło do awarii w elektrowni atomowej. Po niej zamykano eksperyment numer jeden – doskonałe socjalistyczne miasto Prypeć dla pracowników elektrowni atomowej. Rozpoczynano eksperyment numer dwa – budowaną od podstaw i według najnowszych nowinek urbanistyki i nauk społecznych – osadę dla poszkodowanych w katastrofie.

Z prochu – Prypeci, miał powstać Feniks – Sławutycz. W języku rosyjskim jest nawet neologizm na czynienie takich cudów. To czasownik feniksować – budować coś z niczego. Władze feniksowały. Eksperyment okazał się jednak porażką, która jak w soczewce skupiła najgorsze cechy dogorywającego komunizmu.

Marks i Engels miast

Prypeć zarosła dzikim lasem i przyciąga turystów, którzy marzą o ekstremalnej przygodzie. Za niemałe pieniądze można poudawać, że zwiedza się skażony rejon. Zbliżyć się do budynków, które kryją resztki zniszczonego reaktora.

Zajrzeć do opuszczonych bloków mieszkalnych. I dać się nabrać na „ustawki” przygotowane przez organizatora wycieczki – zabawki porozrzucane na podłodze, gazety. By wyglądało, że ludzie wyjechali stąd w jednej chwili. W tym, w czym stali. Takie zwiedzanie z dreszczem emocji ma później pozwolić na opowiadanie o doświadczeniu apokalipsy. Dane przecież mówią same za siebie. Prypeci nie będzie można zasiedlić przez kolejne 24 tysiące lat.

Sławutycz jest o wiele bardziej prozaiczny. Zaludniony według centralnego planu – statystycznie można by nawet uznać za sukces. Gdy jednak pogrzebie się głębiej, jak w soczewce widać wszystkie problemy postsowiecji. Prypeć i Sławutycz to Marks i Engels urbanistyki. Obydwa miasta wyglądają niemal tak samo. Pośrodku duży plac. Ronda wielkości stadionu. Centralnie położony budynek władz miejskich. Blokowiska z projektu Leningrad.

Jednak w porównaniu z dzisiejszymi miastami twórcy z czasów ZSRR nie oszczędzali na przestrzeni. Nawet te bloki z wielkiej płyty ustawiano tak, by nikt nikomu nie zaglądał w okna, jak dzieje się to dziś na osiedlach, które nazywa się ogrodami królewskimi. Drogi były czteropasmowe. Bulwary budowano w rozmiarze XXL. Baseny i ośrodki sportowe – olimpijskie. Brakowało jedynie spontanicznego planu zasiedlenia tych miejsc. Planu na życie. Jak w doskonałym małżeństwie, które ma dom na kredyt, samochód kompaktowy, dwójkę dzieci, ale nie zdążyło przemyśleć, po co to wszystko.

Prypeć umarła w sposób naturalny. Był wybuch, musiał być zgon. Sławutycz dożywa wcześniejszej emerytury w ciszy i spokoju. Z dala od kamer i fleszy. Wciśnięty między las, Dniepr i granicę z Białorusią. Właśnie to trwanie Sławutycza – a nie na wpół mityczne nowotwory i skażenie połowy świata, którego mieliśmy doświadczyć po katastrofie z 1986 r. – jest najbardziej namacalnym skutkiem wybuchu w Czarnobylu. Inżynieria społeczna, a nie inżynieria nuklearna. – Strach przed radiacją był. Myślałem, że pożyję z dziesięć lat, zachoruję i umrę. Po dwóch latach wypadły mi włosy, zapadłem na anemię. No, ale przynajmniej żyję – mówił dziennikowi „Siegodnia” Stepan, który przeniósł się tu z Kijowa w 1987 r. po rozwodzie z żoną.

Sławutycz zaprojektowano w sześć tygodni. Jak na schyłkowy ZSRR można to uznać za wynik rekordowy. Wcześniej plany miast ustalano przez co najmniej 18 miesięcy. Za urbanistyczną i architektoniczną koncepcję odpowiadał moskiewski Centralny Instytut Badań nad Konstruowaniem Miast. W lesie, kilkadziesiąt kilometrów od Czernihowa, stała opuszczona stacja kolejowa Nerafa. Ona była prapoczątkiem. Sprzyjał również Dniepr, na którym można było cumować pływające domy budowniczych i którym można było spławiać potrzebne przy realizacji projektu materiały.


Pozostało jeszcze 50% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie