statystyki

(Anty)koncepcja aborcyjna, czyli jak przerywaną ciążę w II RP

autor: Andrzej Krajewski10.04.2016, 14:29; Aktualizacja: 10.04.2016, 14:33
Testowanie prezerwatyw, lata 30. XX wieku

Testowanie prezerwatyw, lata 30. XX wiekuźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ideami seksualnej rewolucji prawie nikt w Polsce się nie zajmował, dopóki władza nie zainteresowała się ochroną życia poczętego.

PiS dał sobie wcisnąć dziecko w brzuch. Trudno inaczej nazwać poparcie prezesa Jarosława Kaczyńskiego oraz premier Beaty Szydło dla projektu aktu prawnego przygotowanego przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”.

Szefostwo PiS ochoczo poparło w mediach pomysł zakładający, że zabieg usunięcia ciąży nie tylko zostanie całkowicie zdelegalizowany, ale niedoszła matka wraz z ginekologiem mogą trafić za kratki nawet na pięć lat. Gdyby takie rozwiązanie zostało przyjęte i młode kobiety zaczęły lądować w więzieniach, osadzane tam wespół z kryminalistkami, łatwo zgadnąć, po czyjej stronie znalazłaby się sympatia ogółu społeczeństwa. Zwłaszcza że przytłaczająca większość polskich katolików traktuje nauki Kościoła wybiórczo, stosując się jedynie do tych bardziej wygodnych. Nie cierpi natomiast obostrzeń, gróźb i represji.

Partia rządząca strzeliła więc sobie w stopę, popierając pomysł wysunięty przez grupę radykałów. Może to samookaleczanie polityczne nie jest tak efektowne jak zaopiekowanie się końmi w Janowie, ale długoterminowo niesie ze sobą boleśniejsze konsekwencje. Cokolwiek bowiem zrobi PiS, tylko na tym straci. Podobnie jak zwolennicy radykalnej walki z aborcją. Bo wahadło prawne z pewnością niedługo wychyli się w drugą stronę. A wówczas nawet niewielka grupa zdeterminowanych osób może osiągnąć bardzo wiele. Konserwatyści zaś, zamiast uporządkowanego świata, otrzymują w efekcie własnych poczynań rewolucję obyczajową.

Za zasłoną milczenia

„Ponieważ w niektórych sferach nie ma dziś prawie kobiety (przeważnie mężatki), która by nie miała kilku sztucznych poronień, toteż w sferach tych nie można wprost znaleźć kobiety, która by nie chorowała przewlekle na zapalenie jajników, macicy itd. Kobiety te mają niezdrową, żółto-bladą cerę (którą wobec tego poprawia się różnymi szminkami i kredkami)” – zanotował w pamiętniku pod koniec lat 20. XX w. Stefan Giebocki. Wykształcony w Poznaniu, a praktykujący w Barcinie pod Bydgoszczą lekarz dowiadywał się od pacjentek rzeczy szokujących. Następnie przenosił to na papier, by opisać coś, o czym wszyscy wiedzieli, lecz na temat czego prawie nikt się nie zająknął.

Zdaniem Giebockiego mieszkanki wsi „bezwzględnie głęboko wierzące, nie zdają sobie często sprawy, że poczynienie przerwania ciąży stoi w zupełnej sprzeczności z ich światopoglądem religijnym”. Natomiast kobiety z rodzin robotniczych czy inteligenckich do nauk Kościoła podchodziły wybiórczo. „Przerywanie ciąży jest tak popularne, że bezdzietne jeszcze młode kobiety przychodziły często z propozycjami przerywania ciąży, gdyż z tych czy innych powodów nie chciały na razie mieć jeszcze potomstwa” – odnotowywał.

Drastyczny zabieg medyczny okazywał się najpopularniejszym sposobem kontroli urodzin. Działo się tak za sprawą jego skuteczności oraz niskiej ceny. Miejski lekarz aborcję wyceniał średnio na 15 zł, a wówczas miesięczna pensja robotnika wynosiła 150–200 zł. A można było pozbyć się niechcianego dziecka jeszcze taniej – niemal za grosze. „Przerywaniem ciąży na prowincji trudnią się zawodowe przerywaczki, rekrutujące się przeważnie z uboższych sfer społecznych, przeważnie żony bezrobotnych robotników. W pobliskim miasteczku wiem o kilku takich kobietach, które za opłatą ok. 5 zł w najrozmaitszy sposób uwalniają niezamożne amatorki od ciąży” – wspominał Giebocki. „Odbywa się to na przeróżny sposób, jedna daje do picia różne środki roślinne, inne dopuszczają się różnych manipulacji wewnątrzmacicznych, jeszcze inne robią gorące płukania różnymi chemikaliami itd.” – dodawał.

Zazwyczaj się udawało, lecz w czasie 11 lat praktyki w Barcinie odnotował „dwa wypadki śmiertelne u niezamężnych kobiet i siedem przypadków u mężatek”. Każdy z powodu powikłań poaborcyjnych. W skali kraju takich zgonów zdarzały się tysiące. Ogólna liczba zabiegów przerywania ciąży wedle wyliczeń Tadeusza Brzezińskiego w monografii „Etyka lekarska” wynosiła zaś ok. 320 tys. rocznie. Jednak solidarnie milczały o nich prasa, władza i Kościół katolicki – choć wiernym za aborcję od 1869 r. groziła ekskomunika. Problem okazywał się obyczajowo zbyt wstydliwy, by ktokolwiek odważył się o nim publicznie wypowiedzieć. Kojarzył się bowiem z seksem, a publiczne mówienie o seksie niosło ze sobą groźbę natychmiastowej utraty dobrej reputacji.

Z kolei prawnie rzecz była bardzo zagmatwana, bo na terenie II RP obowiązywały trzy kodeksy karne pozostałe po zaborcach. Z problemem tym usiłowała się zmierzyć powołana przez parlament Komisja Kodyfikacyjna. Składające się z 69 prawników ciało krok po kroku tworzyło ujednolicone prawo młodego państwa, w tym kodeks karny. Jego projekt zaprezentowano opinii publicznej pod koniec 1929 r. Przedstawiciele liberalnej inteligencji dostrzegli wówczas ze zgrozą artykuł 141, w którym zapisano, że: „Kobieta, która swój płód spędza lub pozwala na spędzenie przez inną osobę, ulega karze więzienia do lat 5”. Tyle samo lat odsiadki groziło osobie dokonującej zabiegu aborcji. Za recydywę lub spowodowanie śmierci matki wymiar kary wzrastał aż do 15 lat.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (4)

  • tamtami(2016-04-10 18:13) Zgłoś naruszenie 40

    skoro więc Ciebie to nie obchodzi, to zabieraj głosu w temacie a innym pozwól decydować za siebie.

    Odpowiedz
  • Jan Kowalski (2016-04-10 16:53) Zgłoś naruszenie 19

    Temat aborcji to jakaś żenada kogo to obchodzi? Człowiek normalny, żyjący zgodnie zasadami moralnymi, odpowiedzialny, i prowadzący zdrowy tryb życia nigdy nie będzie miał potrzeby usuwać ciąży. Dotyczy to chyba tylko nieodpowiedzialnej skrajnej nieodpowiedzialnej, pijackiej patoli i związków kazirodczych czyli totalnego marginesu społeczeństwa. A o dzieciach z gwałtów mi nawet nie wspominajcie bo zamiast zrobić coś żeby było ich mniej to zastanawiamy się co zrobić po fakcie a rozwiązanie już jest, czyli tabletka "dzień po" i wcale n ie trzeba robić tego w tak inwazyjny sposób jak skrobanka.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie