statystyki

Hipisi trzymają się mocno. Nawet w sejmie

autor: Mariusz Nowik04.12.2015, 07:10; Aktualizacja: 04.12.2015, 08:55
Neil Young "Marzenie hippisa"

Neil Young "Marzenie hippisa"źródło: Materiały Prasowe

Władza uważała ich za wrogów społecznych. Gazety rozpisywały się o ich rozpasaniu seksualnym. Milicjanci nazywali brudasami, wyłapywali na ulicach, siłą strzygli i wysyłali na badania weneryczne. Ale hipisi trzymali się mocno. Nieliczni trzymają się do dziś. Na przykład w Sejmie, gdzie jako posłowie PiS zajmują eksponowane stanowiska polityczne

Milicjanci, którzy pod koniec lat 60. natknęli się przy szosie pod Radomiem na grupę dziwnej długowłosej młodzieży, nie mogli nawet przypuszczać, że przyczynią się do narodzin legendy. Przy dwóch regulaminowych mundurowych tych kilku osobników z włosami założonymi za uszy i w długich koralach okręconych fantazyjnie wokół szyi wyglądało jak kosmici. Funkcjonariusze zebrali dowody osobiste i dokładnie spisywali wszystkich po kolei. Tak na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że ta kolorowa grupa coś komuś ukradnie albo wda się w jakąś awanturę. Dopytywali, skąd są, dlaczego tak wyglądają i co to w ogóle za dziwne zwyczaje, żeby tak wyglądać.

– Jesteśmy hippies – odparł jeden z młodych mężczyzn, wysoki, szczupły o długich czarnych włosach, przypominający wyglądem gwiazdę zespołu bigbitowego. – Co takiego? – zdziwił się milicjant, śliniąc końcówkę chemicznego ołówka i przykładając do notatnika. – Jak to się pisze? Hip, hip... – popatrzył na wysokiego długowłosego. – Hip-pies – podpowiedział młodzieniec. – A, pies! – ucieszył się milicjant, a przyjaciele długowłosego z trudem powstrzymali parsknięcia. W dalszą drogę długowłosy ruszył jako „Pies”. Pseudonim przylgnął do niego na dobre.

„Patrzcie, a to heca”

„Pies” pochodził z Krakowa. Tam pod koniec latach 60. rozkwitł ruch hipisowski, którego „Pies” stał się najbardziej wyrazistą postacią. W raportach milicyjnych określano go, nieco na wyrost, „duchowym przywódcą krakowskich »hippies«”. Doktor Bogusław Tracz, historyk z katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, wylicza w książce „Hippiesi, kudłacze, chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967–1975” aglomeracje, w których licznie funkcjonowali „wykolejeńcy społeczni”, jak o niepokornej młodzieży mówiła władza. O ile w latach 1967–1968 w notatkach służbowych można znaleźć wzmianki o pojedynczych przedstawicielach „ruchu hippies”, o tyle już kilka lat później liczby te urastają nawet do kilkuset osób, w zależności od miasta. Można powiedzieć, że każdy wojewódzki ośrodek już na przełomie lat 60. i 70. miał przynajmniej kilkudziesięciu hipisów, choć pojawiali się oni nawet w mniejszych miejscowościach, jak Zakopane, Nowy Targ czy Przemyśl, gdzie działał znany do dziś hipis o pseudonimie „Penelopa”, zwany również „Członkiem”.


Pozostało 89% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie