statystyki

Historia Brexitu: Wielka Brytania boi się Unii i jej pożąda

autor: Andrzej Krajewski20.11.2015, 07:04; Aktualizacja: 20.11.2015, 09:30
„Mamy inną wizję Europy. Wierzymy w elastyczną unię wolnych krajów członkowskich” – podkreślił Cameron.

„Mamy inną wizję Europy. Wierzymy w elastyczną unię wolnych krajów członkowskich” – podkreślił Cameron.źródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Chris Ratcliffe

Pożądam i boję się – tak od 70 lat wyglądają relacje Londynu z resztą jednoczącego się Starego Kontynentu. Przy czym to Anglia pierwsza zaproponowała bliski związek, a potem regularnie wpadała w panikę.

Jesteśmy dumnym, niezależnym narodem i tacy chcemy pozostać – oświadczył David Cameron podczas swego wystąpienia w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Jeśli wszystko pójdzie źle, to 10 listopada, gdy przemawiał premier Wielkiej Brytanii, może okazać się dla przyszłości Europy ważniejszy niż rzeź w Paryżu trzy dni później. Zresztą oba znamienne wydarzenia jednoznacznie pokazują, jak niepewna zaczyna być przyszłość Unii Europejskiej. Cameron w swoim przemówieniu streścił list, jaki przesłał do Donalda Tuska. Zawiera on warunki, które powinna spełniać UE, żeby premier Wielkiej Brytanii zaczął namawiać rodaków do głosowania za pozostaniem w jej składzie. Nim rozpisze w 2017 r. referendum, domaga się, by Wspólnota na serio zaczęła walczyć z napływem uchodźców, zrezygnowała ze stawiania przed państwami członkowskimi obowiązku wejścia do strefy euro, chroniła konkurencyjność, a przede wszystkim zaprzestała zacieśniania integracji. „Mamy inną wizję Europy. Wierzymy w elastyczną unię wolnych krajów członkowskich” – podkreślił Cameron. Postulując reformę instytucji UE, tak żeby zrównoważone zostały wpływy wszystkich państw, niezależnie, czy należą do strefy euro. Jego stanowisko jest dokładnie odwrotne do tego, jakie mają Berlin i Paryż. Co nie napawa optymizmem, nawet jeśli przemówienie w Chatham House jest jedynie wstępem do negocjacji i Londyn może zakładać rezygnację z części żądań. Jedno jest pewne: jeśli reszta Starego Kontynentu jako receptę na zagrożenie zewnętrzne wybierze przyśpieszanie integracji (jak tego chce kanclerz Merkel), to Wielka Brytania na to nie pójdzie. Tym bardziej że od samego początku istnienia europejska wspólnota kształtowała się odmiennie, niż marzył brytyjski rząd. Stając się dla Brytyjczyków źródłem wielu rozczarowań i obaw. A jeśli się one jeszcze nasilą, wówczas będziemy świadkiem końca Unii, jaką znamy.

Piękne marzenie Churchilla

„Byłoby wielką katastrofą, gdyby rosyjski bolszewizm zadusił własnym ciężarem kulturę i niezależność starych państw Europy” – pisał w październiku 1942 r. Winston Churchill w liście do swojego ministra spraw zagranicznych Anthony’ego Edena. Brytyjski premier, choć zawiązał ze Stalinem sojusz przeciw III Rzeszy, nie miał złudzeń co do strategicznych celów swojego partnera. Po zwycięskiej wojnie Związek Radziecki mógł się pokusić o podporządkowanie sobie całego kontynentu. „Choć trudno teraz o tym mówić, ufam, że europejska rodzina może działać jak jedno ciało pod kierownictwem Rady Europy” – kreślił Churchill na papierze wizję zjednoczonego Zachodu. Zdolnego dzięki temu ocalić swą niezależność i demokratyczne swobody. Ale zaraz po pokonaniu Niemiec konserwatyści przegrali wybory i Churchill musiał odejść ze stanowiska szefa rządu. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z realizacji wizji przebudowy wolnego świata. „Pierwszym krokiem do odrodzenia rodziny europejskiej musi być partnerstwo Francji i Niemiec” – ogłosił we wrześniu 1946 r. były premier podczas przemówienia w Zurychu. Wkrótce z jego inicjatywy powstał międzynarodowy Ruch na rzecz Jedności Europejskiej. Ale nie spotkał się on z szerszym zainteresowaniem. Rządy zniszczonych wojną krajów były zbyt zajęte tysiącami bieżących kłopotów i odbudową, by mieć czas na snucie strategicznych planów.

Jedyne, co się udało Churchillowi, to zwołanie niezwykłego forum dyskusyjnego w Hadze. Na początku maja 1948 r., dzięki budowanym przez lata kontaktom, ściągnął tam ponad 800 wpływowych polityków i działaczy społecznych. „Musimy głosić misję tworzenia takiej Zjednoczonej Europy, której moralne fundamenty zdobędą sobie szacunek i wdzięczność ludzkości i której siła fizyczna będzie tak potężna, że nikt nie odważy się zakłócić jej spokojnego władania” – ogłosił im na powitanie. Tezę poparł z wielkim entuzjazmem obecny na sali premier Francji Robert Schuman. Zgodność poglądów przyniosła powołanie do życia forum konsultacyjnego rządów pod nazwą Rady Europy oraz mającego stać na straży swobód jednostki i demokracji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.


Pozostało 79% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie