Uciekinierzy doszli pod chorwacką granicę z Preszewa na południu Serbii. Za przejazd zapłacili po 35 euro. Jak opisuje AFP, w grupie mężczyzn, kobiet i dzieci jest Amadu, 35-latek z Mauretanii w Zachodniej Afryce. "Słyszeliśmy, że węgierska granica jest zamknięta i policja powiedziała nam, że powinniśmy jechać tą drogą" - powiedział, zastanawiając się czy teraz imigranci powinni przeprawiać się łodzią. Dużą część granicy serbsko-chorwackiej stanowi Dunaj, jednak Šid jest z pierwszym większych miast, przy których nie ma naturalnej granicy.
Amadu, podobnie jak wszyscy przybyli na dworzec w Šid, nigdy nie słyszał o Chorwacji i nie wiedział, że ten kraj należy do Unii Europejskiej. "Chcemy pójść gdziekolwiek, gdzie jest pokój" - powiedział 35-latek. Inny z mężczyzn mówił, że chce dostać się do Francji. Z kolei 20-letni Mohammed Kadir z Pakistanu podkreślał, że zależy mu na pracy. "Tam skąd pochodzę nie ma pieniędzy, jedzenia, prądu. Jestem tutaj, by zarobić pieniądze dla moich braci i sióstr" - powiedział.

Serbskie media informują, że władze Šid już przygotowują się na przyjęcie większej liczby imigrantów. Jak podaje portal Blic, w dawnym szpitalu dziecięcym, położonym kilkaset metrów od granicy, przygotowano główny punkt recepcyjny dla imigrantów. Budynek może przyjąć około 300 osób. Miejscy urzędnicy mówią, że jeśli zajdzie potrzeba, w pobliżu dawnego szpitala zostaną rozstawione specjalne namioty.