Na placówce w Santo Domingo - pisze „Corriere della Sera” - polski arcybiskup, którego Karol Wojtyła wysłał w świat jako nuncjusza, spychał siebie samego i swoje otoczenie do piekła na ziemi. Był pierwszym watykańskim dygnitarzem, skazanym na areszt domowy na wyraźne życzenie samego papieża, który w tym wypadku zadał najcięższy cios pedofilii, kontynuując kurs obrany odważnie przez Ratzingera: żadnej taryfy ulgowej, żadnej ochrony, maksimum współpracy z wymiarem sprawiedliwości innych krajów - podkreśla włoski dziennik.

Rzymska „La Repubblica” pisze natomiast, że na wiadomość o śmierci Wesołowskiego wiele osób w Watykanie odetchnęło z ulgą. Sprawa nie powróci już bowiem na pierwsze strony gazet. Jednocześnie jednak śmierć Wesołowskiego pozbawia zadośćuczynienia jego ofiary, bezkarni też pozostają ci wszyscy, którzy pomagali mu i go chronili - pisze „La Repubblica”.