statystyki

Car wyzwoliciel: Czemu Grecja cały czas ogląda się na Moskwę

autor: Andrzej Krajewski17.07.2015, 20:00
Aleksis Tsipras, nim ogłosił kapitulację, cały czas oglądał się na Moskwę.

Aleksis Tsipras, nim ogłosił kapitulację, cały czas oglądał się na Moskwę.źródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Chris Ratcliffe

Gdy książę Czartoryski sięgnął po pióro, by podpowiedzieć Aleksandrowi I, jak kreatywnie używać idei samostanowienia narodów, zapewne nie przypuszczał, iż wytyczy kierunek polityki Petersburga wobec Bałkanów na następne stulecia.

Aleksis Tsipras, nim ogłosił kapitulację, cały czas oglądał się na Moskwę. Kolejne wizyty greckiego premiera u prezydenta Władimira Putina oraz gorączkowe konsultacje pokazywały, że rozpaczliwie szukał wsparcia przed ostatecznym starciem z przywódcami UE. Szczęściem dla Unii wojna na Ukrainie, spadek cen ropy naftowej oraz międzynarodowe sankcje bardzo mocno uszczupliły rezerwy finansowe Rosji. Gdyby ta miała możliwość zaoferowania Atenom pomocy w wysokości niezbędnej do przetrwania najbliższych lat, ok. 80 mld euro, najpewniej ze strefy euro ubyłoby jedno państwo.

Ale w obecnej sytuacji Kremla nie stać na taką rozrzutność. Tsipras musiał więc zgodzić się na nową porcję drakońskich oszczędności i ustanowienie funduszu, który, wedle planu, wydusi z zasobów pozostałych w rękach greckiego państwa 50 mld euro. Trzy czwarte tej kwoty pójdzie na spłatę długów. „To wykracza poza czystą mściwość i jest całkowitym niszczeniem suwerenności” – napisał na swoim blogu sławny amerykański ekonomista Paul Krugman, nim ostatecznie zaakceptowano porozumienie.

Co sądzą o tym zwykli Grecy, łatwo sobie wyobrazić. A w dającej się przewidzieć perspektywie czeka ich nowe zaciskanie pasa, bo nikt nie obiecuje umorzenia części długów. Zaś zawieszenie przepływu kapitału w systemie bankowym do reszty zdewastowało i tak pogrążoną w kryzysie gospodarkę Hellady. Wprawdzie Ateny otrzymają nowy program pomocowy, lecz jego założenia przypominają aplikowanie kroplówki ekonomicznym zwłokom. Dlatego Putin wcale nie musi się spieszyć, bo na Peloponezie czas pracuje na jego korzyść. Już raz carowie przez całą dekadę wykonywali tylko symboliczne gesty, dbając o interes własnego imperium, lecz mimo to doczekali się miana wyzwolicieli Greków.

Fortel Czartoryskiego

„Polityką kieruje nie tylko interes, ale także moralność” – pisał książę Adam Czartoryski w memorandum do cara Aleksandra I. „Władca Rosji winien być protektorem wszystkich małych państw, ich pewną ucieczką, twórcą ich związku i ich siły, a gdy do niej dojdą, ich stałym przyjacielem” – dodawał, ufając, że monarcha weźmie sobie te słowa głęboko do serca.

Miał ku temu sporo powodów. W końcu zaprzyjaźnili się z carewiczem, kiedy ten miał zaledwie kilkanaście lat. Starszy o siedem wiosen książę służył jako kamerjunkier w petersburskim Pułku Gwardii Konnej. Potem został adiutantem następcy tronu, członkiem tej samej loży masońskiej, wreszcie kochankiem carewiczówny Elżbiety (przed przejściem na prawosławie Ludwiki Marii Badeńskiej). O czym mąż dobrze wiedział, ale wolał, żeby Elżbietę w samotne dni wspierał zaufany przyjaciel, a nie jakiś dworzanin.


Pozostało jeszcze 87% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie