Bronić wodę czy powietrze. Bo na wszystko naraz nas nie stać. W obliczu konfliktu ukraińskiego te pytania padają coraz częściej. Choć gdybyśmy nie zmarnowali ostatniego ćwierćwiecza, nie trzeba by było ich zadawać. Tak samo jak tego – jak przeszkolić wojskowo większą część młodzieży. Kiedy zadałam je we wrześniu zeszłego roku, pisząc w tekście „Poborze wróć”, że rezygnując w 2008 r. z powszechnej zasadniczej służby wojskowej, popełniliśmy błąd i trzeba się zastanowić, jak zminimalizować straty – zostałam niemal rozszarpana.

A gen. Skrzypczak, który potwierdził, że coś z tym fantem należałoby zrobić, zmuszony do odszczekiwania. Dziś odszczekiwać musiałby ktoś inny. Nie, nie mam satysfakcji. Ale gdyby to ode mnie zależało, dziś skorzystałabym z obywatelskiego ruchu, który zachęca do odtworzenia Armii Krajowej. Każdy, kto by chciał, mógłby do niej wstąpić i pod okiem dowódców (emerytowani oficerowie) nauczyć się podstawowych zasad wojaczki i obrony. Rekrutom nie trzeba by za to płacić, jak dziś tym, którzy wstępują do Narodowych Sił Rezerwowych. Ba, ludzie sami chętnie by dopłacali, powodowani patriotyzmem i poczuciem odpowiedzialności za kraj. Nie tylko wy je macie, szanowni politycy. Przyjmijcie to, nim będzie za późno.