Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon powiedziała, że polskie organy nie odpowiedziały na wiele podstawowych pytań dotyczących ewentualnej współpracy z Amerykanami przy podsłuchiwaniu obywateli. Pytano m.in. o to czy istniały umowy o współpracy ze służbami USA, czy Polska wiedziała o PRISM zanim dowiedzieliśmy się nim z zagranicznych mediów, a także czy korzystamy z tych programów i czy zagrażają one prawom naszych obywateli. Dodaje, że największą wiedzę na ten temat powinni posiadać premier i minister spraw wewnętrznych, którzy nadzorują służby. I to właśnie oni najbardziej unikają odpowiedzi. 

Katarzyna Szymielewicz zwraca uwagę, że bardzo często urzędnicy odpowiadali na pytania stwierdzeniem, że nie posiadają takiej informacji, albo zasłaniali się klauzulą tajności. 

Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśla jednak, że pytania zadane urzędom miały taką formułę, aby nie można było zakryć się tajnością. Chodziło m.in. o to, żeby urzędnicy powiedzieli jedynie czy odpowiednie dokumenty istnieją, a nie o ujawnianie szczegółów operacji wywiadowczych. Dlatego Fundacja będzie domagać się odpowiedzi na wszystkie pytania idąc nawet do sądów administracyjnych.

Organizacje pozarządowe zastrzegają jednak, że nie wszystkie urzędy miały problemy z odpowiedziami. Wymieniane są tu Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji czy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Zaznaczono jednak, że są to organy, które nie mają nadzoru nad służbami specjalnymi, w związku z czym spodziewano się po nich kompleksowych odpowiedzi.

Afera wokół PRISM wypłynęła w czerwcu ubiegłego roku. Świat obiegła wtedy informacja o istnieniu tajnego, amerykańskiego programu szpiegowskiego, który umożliwiał władzom USA przeglądanie danych zgromadzonych na serwerach największych firm internetowych. Dowody na istnienie takiego systemy wykradł były pracownik CIA Edward Snowden.