Gen. Skrzypczak odszedł z armii w 2009 r. Pełnił w niej funkcję dowódcy Wojsk Lądowych. W MON znalazł się po dwóch latach – w roli doradcy. We wrześniu 2012 r. został wiceministrem odpowiedzialnym za zakupy sprzętu. Po odejściu z armii – jak poinformowało nas MON – generał współpracował z firmami z sektora zbrojeniowego. Problem w tym, że jest to niezgodne z art. 122a ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Artykuł ten zabrania przez trzy lata od dnia zwolnienia ze służby wojskowej podejmowania pracy lub współpracy z biznesem zbrojeniowym. Przepis dotyczy żołnierzy, którzy mają wpływ np. na zakupy w armii. Takim stanowiskiem jest fotel dowódcy Wojsk Lądowych, w którym zasiadał gen. Skrzypczak. Przepis nie przewiduje sankcji dla samego żołnierza, ale karę aresztu lub grzywny dla przedsiębiorcy, który go zatrudni.

– Minister zaprzecza, że pracował dla izraelskiego koncernu, o który pytacie. Ale pracował (Skrzypczak – red.) dla firm z sektora zbrojeniowego – odpowiedział DGP rzecznik prasowy MON Jacek Sońta.

Poprosiliśmy MON o przekazanie listy firm, z którymi współpracował wiceminister odpowiedzialny za zakupy w armii. Spytaliśmy też, czy minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak miał świadomość, jakie koncerny płaciły jego wiceministrowi.

„Minister Siemoniak zwróci się do szefa CBA z prośbą o przeprowadzenie kontroli dotyczącej przestrzegania przez przedsiębiorców przepisu art. 122a ustawy. W naszej ocenie MON nie był i nie jest właściwy do prowadzenia procedur sprawdzających wobec przywracanych do służby lub zatrudnianych byłych żołnierzy” – odpisał nam rzecznik i dodał: „Przed objęciem stanowiska podsekretarza stanu Waldemar Skrzypczak został poddany procedurze sprawdzenia jako osoba obejmująca stanowisko państwowe. W wyniku przeprowadzonego postępowania nie stwierdzono przeciwwskazań do powierzenia mu tego stanowiska”.

Jednak odpowiedź nadal nie zawierała nazw konkretnych firm. – Wiceminister ma prawo tego nie podawać, ale to rodzi pole do tworzenia różnych historii – napisał rzecznik MON.

Według nieoficjalnych informacji „Wprost” i „Tygodnika Powszechnego” w doniesieniu SKW do prokuratury pojawia się nazwisko Mieczysława (Michaela, Menachema) B., który od lat reprezentował w Polsce interesy izraelskiego koncernu Rafael.

– W śledztwie, które zostało powierzone do prowadzenia CBA, znajduje się wątek nieoficjalnej działalności inwestycyjnej, jaką miał prowadzić B. – mówi DGP osoba, która zna szczegóły doniesień.

Służba antykorupcyjna będzie badała, czy kilkunastu polskich VIP-ów powierzało sumy rzędu 100 tys. zł temu obywatelowi Izraela i Wielkiej Brytanii, by po miesiącu odebrać np. 120 tys. Operacja nie wyglądała jak w firmie maklerskiej. Miała polegać na wymienianiu się kopertami w warszawskim hotelu, w którym mieszkał Mieczysław B.