Oto jeden z bardziej łagodnych komentarzy dotyczących tej sprawy. „Szkoda, że bycie »warszawiakiem prawdziwym od pokoleń« nie gwarantuje choćby trochę rozsądku”. Pojawiły się także głosy, że to niepotrzebne dzielenie społeczeństwa.

„Słoikami” w Warszawie określa się ludzi, którzy nie pochodzą ze stolicy, ale pracują w niej, a na weekendy regularnie jeżdżą do swoich rodzinnych miejscowości. W szerszym ujęciu to po prostu „napływowi warszawiacy”.

Sprawdziliśmy, ilu jest słoików w Kancelarii Prezydenta. Okazuje się, że wśród dziesięciu osób z kierownictwa aż sześć urodziło się poza Warszawą. Jeśli chodzi o etatowych doradców prezydenta Komorowskiego, to z sześciu tylko jeden urodził się w stolicy. Wśród tych nieetatowych aż trzy czwarte pochodzi z innych miast. Choć nie mamy dokładnych danych o szeregowych pracownikach kancelarii, to z naszych informacji wynika, że bardzo prawdopodobne jest to, że także wśród nich większość pochodzi spoza Warszawy.

– Proszę się nie obawiać i pamiętać, że prezydent Bronisław Komorowski sam jest słoikiem. Ja także pochodzę spoza Warszawy. Znajduję w tej niezręczności ministra Klimczaka pewną przestrogę przed tym, by zbyt pochopnie nie korzystać z portali społecznościowych jak Facebook czy Twitter – komentuje w rozmowie z DGP doradca prezydenta prof. Tomasz Nałęcz.

– Myślę, że nam, słoikom, jakieś wyjaśnienie ze strony ministra się należy. On jest naprawdę sympatycznym, uroczym człowiekiem i w codziennej pracy z nim nie ma znaczenia, czy ktoś jest z Warszawy, czy nie. Nie sądzę, by prezydent wyciągnął konsekwencje z tej wypowiedzi – dodaje profesor.

Dyplomata i były wiceminister kultury Maciej Klimczak nie znalazł wczoraj czasu, by porozmawiać z nami na temat słoików i „prawdziwych warszawiaków”. Ma zapewne dużo pracy, gdyż prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu doradza w ważnych sprawach twórczości, dziedzictwa oraz kultury.