Republikanie zagrali va bangue. Próbując opóźnić wejście w życie reformy ubezpieczeń zdrowotnych Baracka Obamy (tzw. Obamacare) dołączyli zapisy w tej sprawie do budżetu państwa. To okazało się nie do przyjęcia dla Demokratów. Doszło do impasu politycznego. Nie uchwalono na czas planu wydatków państwa. O północy czasu waszyngtońskiego prezydent Barack Obama musiał wydać nakaz wstrzymania pracy administracji państwowej z wyjątkiem służb niezbędnych do funkcjonowania państwa

Projekt reformy ubezpieczeń zdrowotnych przeforsowano 3 lata temu, a z początkiem października ma on wejść w życie. 

Na czym polega "Obamacare"?

Do tej pory ubezpieczenia zdrowotne w USA były dobrowolne; od 1 stycznia staną się obowiązkowe. Kto nie wykupi polisy będzie musiał zapłacić karę w wysokości od 1 do 2,5 procent rocznych dochodów. Ci, których nie stać na ubezpieczenie, będą mogli skorzystać z pomocy państwa. Na trzy miesiące przed wejściem w życie nowych rozwiązań rusza system wyboru polis. 

Każdy Amerykanin będzie miał do wyboru 4 opcje - od tanich polis z wysokim udziałem własnym po kosztowne polisy do których w razie choroby nie będzie trzeba wiele dopłacać. Mimo obowiązku wykupienia polisy, system ubezpieczeń zdrowotnych pozostanie prywatny. Firmy ubezpieczeniowe nie będą jednak już mogły odmawiać usług osobom chorym ani podnosić im składek. Biedni Amerykanie zostaną objęci państwowym ubezpieczeniem Medicaid lub dostaną dofinansowanie z budżetu. 

Wojsko i służby będą funkcjonować

Prezydent USA zapewniał, że mimo budżetowego zamieszania, zasiłki socjalne będą nadal wypłacane, a amerykańscy żołnierze pozostaną na służbie. Zaznaczył jednak, że paraliż administracji uderzy w zwykłych obywateli: 

"To będzie zablokowanie trybów naszej gospodarki, gdy te nabrały rozpędu. 5 lat temu mieliśmy zapaść gospodarczą. Dziś nasze firmy stworzyły w ciągu 3,5 roku ponad 7,5 miliona nowych miejsc pracy. Sytuacja rynku mieszkaniowego poprawia się, a nasze długi się zmniejszaj" - przypominał Barack Obama. Skrytykował "skrajnie prawicowe" skrzydło Partii Republikańskiej za próbę zablokowania Obamacare. "Pomysł, by wystawić na szwank ciężko wypracowany przez Amerykanów rozwój, to szczyt nieodpowiedzialności. To nie musi się wydarzyć" - powiedział. 

400 tysięcy pracowników federalnych zostanie wysłanych na przymusowy urlop i nie otrzyma na czas wypłaty. "Ci Amerykanie są naszymi sąsiadami, posyłają dzieci do tych samych szkół i modlą się tam gdzie my. Oni są też klientami wszystkich przedsiębiorstw w naszym kraju" - mówił prezydent Barack Obama tłumacząc, że częściowe wstrzymanie funkcjonowania rządu jest szkodliwe dla kraju. Winą za tę sytuację obarczył Republikanów. Zapewnił, że emeryci na czas dostaną czeki, poczta będzie funkcjonować i że wojsko oraz inne służby mundurowe nie zaprzestaną działalności.

Poza tym, od dziś zamknięte będą parki narodowe i muzea, w tym takie obiekty jak Statua Wolności. Nie będzie też wydawanych wiele pozwoleń i licencji, wstrzymane zostaną rządowe prace badawcze i inspekcje żywności. Najbardziej bolesne dla pracowników federalnych okaże się wstrzymanie wypłat, tym bardziej, że nie wiadomo jak długo potrwa paraliż państwa.

Amerykanie nie chcą "Obamacare"

Amerykański prezydent zapewnił, że jego reforma ochrony zdrowia i tak wejdzie w życie. "To jest prawo, które przeszło przez obie izby Kongresu. To jest prawo, które ma mój podpis, zostało również zaakceptowane przez Sąd Najwyższy. I wreszcie to prawo, które w listopadzie nie zostało odrzucone przez wyborców" - argumentował Barack Obama. 

Jednak w ostatnim sondażu dla NBC i Wall Street Journal 44 procent Amerykanów jest przeciwnych Obamacare. Projekt popiera tylko 31 procent obywateli. Co więcej, 45 procent twierdzi, że reforma będzie miała negatywny wpływ na system zdrowotny. Przeciwnego zdania jest 23 procent ankietowanych.