Przykładem jest Bilderberg. Węgierski dziennik „Magyar Nemzet” doniósł niedawno, że na ostatnim, czerwcowym spotkaniu grupa skupiająca osobistości ze świata polityki, biznesu, nauki i mediów miała sformułować poważne zarzuty co do jakości węgierskiej demokracji i w tym kontekście wątpić w uczciwość przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Artykuł wywołał w Budapeszcie prawdziwą burzę. W ostrym tonie komentowali go węgierscy politycy, a do tłumaczeń zmuszono nawet komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, która według dziennika miała obiecać członkom grupy, że zrobi wszystko, aby podważyć wyniki przyszłorocznych wyborów.

O tym, że nieformalne ośrodki są naprawdę wpływowe, przekonuje przykład Grupy Frankfurckiej. Zawiązała się pod koniec 2011 r. podczas pożegnania szefa Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude’a Tricheta w gmachu Starej Opery we Frankfurcie. Składała się z 8 osób: Christine Lagarde, Angeli Merkel, Nicolasa Sarkozy’ego, Maria Draghiego, Jose Barroso, Jean-Claude’a Junckera, Hermana van Rompuya i Olliego Rehna, czyli prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego, kanclerz Niemiec, prezydenta Francji, prezesa Europejskiego Banku Centralnego, szefa Eurogrupy, szefa Rady Europejskiej oraz komisarza ds. ekonomicznych i monetarnych.

Brytyjski „Spectator” nazwał ją „mariażem europejskiej hierarchii i niemieckiej potęgi finansowej”, swoistą „Brukselą nad Renem”, a biorąc pod uwagę skupioną w niej władzę – „Ersatz politbiurem”. Kiedy premier Grecji Georgios Papandreu ogłosił, że przed ubieganiem się o dodatkową pomoc finansową i wprowadzeniem dalszych oszczędności rozpisze referendum, członkowie GF wezwali go na dywanik. W efekcie Papandreu referendum odwołał i podał się do dymisji. Podobny los spotkał Silvia Berlusconiego. Kiedy rentowność włoskich obligacji zbliżała się do 6,5 proc., Mario Draghi prosił premiera Włoch, by ustąpił. Dodatkowym środkiem przymusu było zatrzymanie kupna włoskich obligacji przez EBC.

Grupa Frankfurcka nie była jedynym ośrodkiem, gdzie podejmowano decyzje w walce z kryzysem. Gdy na początku 2012 r. Grecja negocjowała warunki drugiego pakietu ratunkowego z trojką, w Berlinie odbywało się spotkanie innej nieformalnej grupy: ministrów finansów krajów o najwyższych ratingach, czyli Finlandii, Niemiec, Luksemburga i Holandii. Po jego zakończeniu oświadczyli, że greckie reformy są niewystarczające, i uzależnili zgodę na pomoc od głębszych cięć, m.in. redukcji zatrudnienia w sektorze publicznym. Kiedy ludzie z tych krajów zajęli na przełomie 2012 i 2013 r. kilka kluczowych unijnych stanowisk, „Financial Times” pytał, czy członkowie klubu AAA mają na nie monopol. Powstawanie takich ad hoc tworzonych koalicji Nicolas Veron z brukselskiego Instytutu Bruegla przypisuje poważnym brakom władzy wykonawczej w Brukseli, więc takie grupy po prostu wypełniają istniejącą próżnię.