Ludowcy przygotowali projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, który zobowiązuje nadawców telewizyjnych do zapewnienia widzom wyboru tłumaczenia audycji zagranicznych. W myśl propozycji każdy widz powinien mieć prawo wyłączenia lektora czy dubbingu i zastąpienia go napisami. Dziś nie zawsze jest to możliwe. Nowelizacja zakłada, że nadawcy rozpowszechniający programy drogą naziemną na multipleksach (m.in. telewizja publiczna, TVN, Polsat, TV4, TV Puls) stopniowo zapewnią taką możliwość do 1 stycznia 2016 r. Będą musieli też wziąć na siebie koszty nowych rozwiązań.

Projekt, który poznał DGP, będzie dziś omawiany na posiedzeniu klubu PSL. – Został on wstępnie skonsultowany z resortem kultury oraz edukacji. Ministerstwo Kultury zgłosiło uwagi, które już zostały uwzględnione – mówi rzecznik PSL Krzysztof Kosiński.

Obecne przepisy ustawy o radiofonii i telewizji mówią jedynie o obowiązku wprowadzenia udogodnień dla osób niepełnosprawnych (których jedną z form mogą być napisy), ale i tak wybór formy tłumaczenia audycji zagranicznych zależy każdorazowo od danego nadawcy lub dystrybutora. A to oznacza, że najczęściej jesteśmy na lektora skazani.

Ludowcy argumentują, że lektora wprowadziło najmniej krajów członkowskich UE – oprócz Polski jedynie Litwa i Łotwa. Taka forma tłumaczenia jest popularna głównie w krajach byłego Związku Radzieckiego.

Projekt PSL torpedują prywatni nadawcy. – Nikt tego z nami nie konsultował, nie wiemy, ilu Polaków wybrałoby wersję z napisami, nie ma szacunkowych kosztów wdrożenia rozwiązania, a na pewno będą one niemałe. To tak, jakby do każdego artykułu w gazecie ktoś wymagał audiodeskrypcji. Gdyby przymus dotyczył tylko telewizji publicznej, może miałoby to jeszcze jakiś sens związany z jej misyjnością – mówi przedstawiciel jednego z komercyjnych nadawców.

Do projektu sceptycznie nastawiony jest też medioznawca prof. Wiesław Godzic. – Ludowcy zabierają się do słusznej sprawy, ale w niewłaściwy sposób. Młode pokolenie w większości zna przynajmniej jeden język obcy, a wielu operatorów coraz częściej oferuje alternatywne tłumaczenia audycji zagranicznych. Problemem mogą być starsi ludzie, którzy są przyzwyczajeni do lektora – mówi profesor.

Jeszcze kilka lat temu telewizje powoływały się na badania z 2005 r., z których wynikało, że napisy w filmach popiera tylko 5 proc. Polaków.

Napisy z korzyścią dla umysłu

Na świecie istnieją trzy metody tłumaczenia obcych treści na język ojczysty. Najpopularniejszą i najtańszą metodą stosowaną w produkcjach telewizyjnych i filmowych są napisy. Dubbing, czyli nałożony na oryginalną ścieżkę dźwiękową głos aktora lub aktorów, jest rozpowszechniony na świecie, chociaż droższy w realizacji. W Polsce króluje trzecia metoda, czyli lektor – stosowana także w Rosji, na Łotwie, Litwie i Ukrainie.

W Europie dubbing stosowany jest w krajach niemieckojęzycznych, we Włoszech, Francji, a także u naszych południowych sąsiadów, w Czechach i na Węgrzech. Z kolei na północy kontynentu dominującą metodą są napisy. Korzystają z nich mieszkańcy krajów skandynawskich, a także Brytyjczycy, Irlandczycy, Estończycy i Holendrzy. W tych krajach wyjątek stanowią programy dla dzieci, w których postaciom głosu użyczają aktorzy. Na świecie dubbing dominuje w Ameryce Południowej, Indiach, Chinach i Japonii. W Stanach i Kanadzie najczęściej spotyka się napisy, chociaż japońskie filmy animowane się dubbinguje.

Główną korzyścią z zamiany podkładanego głosu na napisy jest większe zaangażowanie odbiorcy. – Dzięki napisom w odbieranej treści pojawia się dodatkowy element, nad którym mózg musi popracować. Do obrazu i dźwięku dochodzi tekst, a większa liczba bodźców bardziej pobudza – uważa Raf Uzar, filolog z Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Dzięki temu odbiór przekazu telewizyjnego czy filmowego przestaje być bierny i zmusza do wysiłku. Uzar dodaje, że ten wysiłek się opłaca – dzięki emisji napisów polepsza się poprawność pisowni języka ojczystego, co jest cenne zwłaszcza w czasach, kiedy ludzie coraz mniej czytają. Stosowanie napisów powoduje ogólny wzrost kompetencji językowej, nie tylko tej odpowiedzialnej za język ojczysty. W związku z tym napisy wspomagają także naukę języków obcych. Jednak nie zawsze w takim samym stopniu i nie u każdego odbiorcy. – Napisy mają tę zaletę, że nie pozbawiają odbiorcy kontekstu. Czytamy tekst, a jednocześnie słyszymy kontekst – dodaje Uzar.