Od tej pory każdy spór wewnątrzkoreański będzie rozstrzygany zgodnie z prawem wojennym. "Na Półwyspie Koreańskim wreszcie zakończył się długi okres, w czasie którego nie było ani pokoju ani wojny" - głosi oświadczenie, wydane wspólnie przez władze, partię rządzącą i najważniejsze instytucje publiczne. Pjongjang już wcześniej przerwał bezpośrednią linię służącą do komunikacji w sytuacjach awaryjnych z Południem. 

Z formalnego punktu widzenia oba państwa koreańskie od 60 lat są faktycznie w stanie wojny, bowiem ich konflikt z początku lat 50 ubiegłego wieku zakończył się jedynie zawieszeniem broni, a nie traktatem pokojowym.

Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un minionej nocy postawił siły zbrojne swojego kraju w stan najwyższej gotowości. Wojsko ma czekać jedynie na rozkaz. Celem ataków rakietami średniego i dalekiego zasięgu miałyby być między innymi bazy wojskowe na kontynencie amerykańskim, a także Hawajach i wyspie Guam oraz w Korei Południowej. Kim Dzong Un miał powiedzieć, że "nadszedł czas wyrównania rachunków z amerykańskimi imperialistami". 

To reakcja na udział we wspólnych ćwiczeniach wojsk Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych dwóch amerykańskich bombowców strategicznych B-2 Spirit. Samoloty te są praktycznie niewykrywalne przez radar i mogą wykonywać uderzenia jądrowe. Pokaz siły zorganizowano po coraz częstszych groźbach Korei Północnej.

Kolejna seria gróźb Pjongjangu wobec Stanów Zjednoczonych to odpowiedź nie tylko na amerykańsko-południowokoreańskie manewry, ale także na zaostrzenie przez ONZ sankcji wobec Korei Północnej po przeprowadzeniu przez ten kraj trzeciego testu jądrowego. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa przyjęta na początku marca zaostrzyła sankcje finansowe wobec Pjongjangu oraz ustaliła ścisły katalog dóbr luksusowych, których nie wolno eksportować do Korei Północnej.

Amerykański sekretarz obrony Chuck Hagel oświadczył tymczasem, że Stany Zjednoczone nie dadzą się zastraszyć groźbami Korei Północnej i są gotowe na natychmiastową reakcję.