statystyki

Umieranie stało się wstydliwe [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Magdalena Rigamonti31.10.2020, 13:00; Aktualizacja: 31.10.2020, 16:59
Jakub Szumański Fot. Maksymilian Rigamonti

Jakub Szumański Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jak pani zapytała, czy ktoś mi umarł, to poczułem się, jakby mnie ktoś uderzył. Myślę, że śmierć jest dla mnie czymś nieprzerobionym – mówi Jakub Szumański.

Umarł panu ktoś bliski?

Jakub Szumański - lekarz psychiatra, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej. Prowadził oddziały leczenia zaburzeń depresyjnych i lękowych w kilku szpitalach warszawskich: Nie. Moi rodzice żyją, a rodzeństwa nie mam.

To pan nie zrozumie straty.

Piotr Siemion, powieściopisarz, tłumacz i eseista, członek, a w przeszłości wiceprzewodniczący Rady Fundacji Dorastaj z Nami : A ja właśnie byłem na pogrzebie niedoszłego teścia. Pełen kościół, pożegnanie zmarłego. Mówią: pełnił funkcje, przewodniczył, wspomagał obrady. Inni, że był życzliwy. Jeszcze inni, że niecały umarł, że zostało po nim dzieło… Dobra, ale trochę tak – zmarł, nabożeństwo, pogrzeb i wracamy do domów, do swoich zajęć.

J.Sz.: Pogrzeb został odprawiony mechanicznie. Dla pana mechanicznie. Facet miał swoje lata, swoje zasługi, żona, dzieci, wnuki.

P.S.: I minęło pół dnia. Byłem w pracy, odhaczyłem pogrzeb. Nie było czasu, żeby zastanowić się nad przemijaniem, nad tym, po co to wszystko.

Teraz się zastanawiamy.

J.Sz.: Jak pani zapytała, czy ktoś mi umarł, to poczułem się, jakby mnie ktoś uderzył. A potem niepokój. Ale po chwili. Jakby głowa z opóźnieniem włączyła myślenie. Kto, ktoś z rodziny, o co chodzi? Po co to pytanie? Teraz myślę, że śmierć jest dla mnie czymś nieprzerobionym albo dopiero przerabianym na różnych poziomach. Mówię o tym prywatnym aspekcie, bo zawodowo o śmierci wiem sporo. Mam pacjentów, którzy mają myśli samobójcze, mam takich, którzy próby samobójcze mają za sobą. Ponad 20 lat temu, kiedy pracowałem w szpitalu, przyszła kobieta z depresją. Nie było miejsc na oddziale, uznałem, że nie potrzebuje natychmiastowej pomocy, że sobie poradzi. Dobrze wyglądała, zadbana, w makijażu, spokojnie rozmawialiśmy. Po kilku dniach się zabiła. Do tej pory z tym chodzę. Że nie wyczułem, że zawiodła mnie intuicja. Zrobię kawy. Poczekajcie. Zaraz wrócę.

Czy my się bardziej obawiamy tego, że umrze ktoś nam bliski, czy że po jego śmierci zostaniemy sami?

P.S.: Kiedy o tym rozmawiamy, myślę, że śmierć cały czas się skrada. I że nie można nic z tym zrobić. Kiedy umierał mój ojciec, wezwała mnie lekarka i mówi: „Nie wiem, jak to panu powiedzieć…”. Ja, że fizycznie sprawa jest oczywista, a duchowo nie jestem w stanie tego przyjąć, po prostu tego nie rozumiem. Wiem, taka jest kolei rzeczy, że łatwiej wytłumaczyć sobie, że umiera 80-latek niż 20-latka w depresji.

Albo 30-latek na służbie, policjant na przykład.


Pozostało 84% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (3)

  • Insp Pracy (2020-10-31 18:50) Zgłoś naruszenie 50

    Co tydzień umierają również Błotnicy zatrudnieni kiedyś w najgor warunkach pracy przy rtęci ,prom izotopowym ,ołowiu,wysok cisn i temp ,i wielu innych okadzieni przez Donalda Tuska z Ich wieku emerytalnego i co ,Kto Ich liczy ,gdzie jest GUS.?aby dokumentować ta zbrodnie

    Odpowiedz
  • Bert(2020-10-31 19:37) Zgłoś naruszenie 40

    głupi tytuł. A kiedy to umieranie było na pokaz. Chyba tylko jak torturowano skazańców

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie