statystyki

Wirusowa utrata twarzy. Dlaczego buntujemy się przeciwko noszeniu maseczek?

autor: Sebastian Stodolak25.10.2020, 19:00; Aktualizacja: 25.10.2020, 19:08
Od razu zastrzegam, że nie stałem się „antymaseczkowcem”. Nie nawołuję też do nieprzestrzegania reżimu sanitarnego. Ale widzę problem z maseczkami wynikający z tego, czego przez nie nie widzę.

Od razu zastrzegam, że nie stałem się „antymaseczkowcem”. Nie nawołuję też do nieprzestrzegania reżimu sanitarnego. Ale widzę problem z maseczkami wynikający z tego, czego przez nie nie widzę.źródło: ShutterStock

COVID-19 zabrał nam nie tylko zdrowie i pieniądze. Zabrał nam też – zmuszając do noszenia maseczek – twarz. Pozbawione jednego z podstawowych narzędzi niewerbalnej komunikacji społeczeństwo czeka ciężka próba.

O d razu zastrzegam, że nie stałem się „antymaseczkowcem”. Nie nawołuję też do nieprzestrzegania reżimu sanitarnego. Ale widzę problem z maseczkami wynikający z tego, czego przez nie nie widzę.

Uznacie to może za marudzenie. W końcu grupa polsko-chińsko-kanadyjsko-singapurskich badaczy w pracy opublikowanej w magazynie „Frontiers in Psychiatry” 9 września 2020 r. przekonuje, że noszenie masek w pandemii to właściwie same korzyści. Naukowcy porównali grupę 1056 obywateli kraju, w którym na początku pandemii do noszenia masek zniechęcano – Polski, oraz 1210 obywateli państw, w którym do ich noszenia zachęcano – Chin. Stroniący od maseczek Polacy nie tylko częściej cierpieli z powodu wirusa, lecz także w większym stopniu odczuwali niepokój, częściej popadali w depresje oraz byli bardziej zestresowani niż Chińczycy. Dlaczego? To z kolei tłumaczą badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu opublikowane w lipcu w magazynie „Brain, Behavior, and Immunity”: „[Maseczki] zwiększają poczucie bezpieczeństwa i poziom społecznej solidarności, co przekłada się na poprawę dobrostanu psychicznego”.

Same korzyści z tych maseczek, prawda? Tanie, a chronią i przed wirusem, i przed złym samopoczuciem. Potwierdza się przy okazji ludowa mądrość, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Skąd więc bierze się ten bunt antymaseczkowy? Czy to wina internetu zapewniającego popularność każdej bzdurze?

Szekspir nie miał racji

Chyba nie. Gdy w latach 1918–1920 szalała grypa hiszpanka, internet nie istniał, a obowiązkowe noszenie maseczek budziło – jak udowadnia prof. Samuel Cohn, historyk z Uniwersytetu w Glasgow – równie duży opór i emocjonalne reakcje, co dziś. Żeby zrozumieć tego przyczyny, trzeba zadać (nie)banalne pytanie: po co nam twarz? Maseczki oznaczają – w sensie społecznym – jej utratę, gdy należy nosić je wszędzie.

Nasza składająca się z 14 pojedynczych kości twarz nie sprowadza się do bycia zaledwie częścią systemu trawienia, oddychania, widzenia i powonienia. Gdyby tak było, wszyscy wyglądalibyśmy tak samo. Tymczasem nasze oblicza różnią się tak bardzo, że wśród niemal już 8 mld twarzy na Ziemi trudno jest znaleźć dwie takie same. Sobowtóry budzą nasze zainteresowanie właśnie dlatego, że są rzadkością, a przecież oblicze sobowtóra od oryginału i tak różni się istotnymi detalami. Nawet twarze bliźniąt jednojajowych nie są identyczne. Ta różnorodność ma praktyczną funkcję: dzięki niej identyfikujemy innych. Jest to równie trywialne, co ważne z punktu widzenia przetrwania. W historii rodzaju ludzkiego umiejętność ta stanowiła o życiu i śmierci, gdyż osobniki zidentyfikowane jako obce stanowiły zwykle egzystencjalne zagrożenie. Mechanizm spontanicznego rozpoznawania twarzy tak mocno utrwalił się w naszych mózgach, że widzimy je nawet wbrew rozsądkowi w obiektach martwych. Na przykład na pierwszych zdjęciach z Marsa przesłanych w 1976 r. przez sondę Viking 1 niektórzy dostrzegają ludzką twarz.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (4)

  • Pekinczyk z malym podkulonym ogonem(2020-10-25 21:05) Zgłoś naruszenie 134

    Ja Chinczyk słabo pisac , słabo rozumieć ale ja dawac dobra rada. Duzo maseczek , duuuzo maseczek z Chin. Moj kraj produkować. I testy z Chin. Dużo produkowac. Tworzyc obozy dla opornych. Tam ich szczepić na siła. A wy się bać koronawirus i ogladac duzo telewizja i byc w aplikacja, w system. My miec doswiadczenie wszystkich punktowac. I sluchac władza bo wladza mądra.

    Odpowiedz
  • j.(2020-10-25 21:45) Zgłoś naruszenie 80

    Ale wielu, także specjalistów, ma wątpliwości, czy maseczka na pustej ulicy, na której nie ma innych przechodniów, a jeśli są, to omijani szybko i z dystansem, ma jakikolwiek sens. Ryzyko zarażenia się w takiej sytuacji jest przecież bliskie zeru. Ja dziś wieczorem szedłem po pustej ulicy w maseczce, ale założonej tylko po to, żeby mi jakiś przyczajony za rogiem policjant nie wlepił mandatu, a nie po to, żeby chronić siebie, albo kogoś przed zakażeniem, bo nie było kogo zakażać. Może chodzi o to, żeby po prostu zarabiać na tych mandatach, bo państwowa skarbona coraz bardziej pusta?... A może po to, żeby robiąc cokolwiek pokazać, że się coś robi? Nie wiemy, co z tym fantem zrobić, to rozkażemy chodzić w maskach po ulicach, żeby nie było, że nic nie robimy! Ale daje się tylko niepotrzebnie paliwo tym wszystkim antycovidowcom, którzy mogą mówić: Widzicie, jak wam nakładają niepotrzebne kagańce, chodźcie z nami! No i te ruchu mogą zyskiwać dodatkowych zwolenników, a chyba o to nam nie powinno chodzić. Ludzie nie zarażają się raczej na ulicach, tylko np. na weselach, których wreszcie zabroniono, ale wcześniej pozwolono bezmyślnie na weseliska na 150 osób, no i na innych tego typu imprezach, na stadionach, w klubach itp. a ostatnio problemem, którego rozwiązanie zdaje się przerastać władzę, stały się zakażenia w szkołach. Przy okazji: innym działaniem pozornym, które może przynosi więcej szkody, niż pożytku są te tzw. godziny dla seniorów. Władza raz po raz popisuje się nieudolnością, ale oczywiście do tego się nie może przyznać, bo w zdemoralizowanym świecie polityki się tego nie robi. Gdyby premier powiedział np. że w tym, o w innym punkcie walki z pandemią się pomylił i wyraził skruchę, to prawdopodobnie tego samego dnia przestałby być premierem! Ciekawe jest też to, że Kościół nakazujący nam iść przez życie nieustannie bijąc się piersi, przymyka oko, na fakt, że sprzyjający mu prawicowi politycy nie mają najmniejszego zamiaru się w te piersi bić, nawet jeśli popełniają najoczywistsze błędy!

    Odpowiedz
  • o najwyższym stopniu wiarygodności naukowej(2020-10-25 23:03) Zgłoś naruszenie 60

    Jak informują duńskie media, BADANIE RANDOMIZOWANE (tzn. o najwyższym stopniu wiarygodności naukowej), które przeprowadzili duńscy naukowcy uniwersyteccy na najwyższej próbie na świecie, pokazuje, że powszechne noszenie maseczek, nawet jedynie w powierzchniach zamkniętych, nie ma żadnego wpływu na transmisję słynnego koronawirusa. Prestiżowe pismo medyczne „Lancet”, które wsławiło się publikacją fałszywego artykułu na temat „szkodliwości” terapii covidu hydroksychlorochiną, odrzuciło jednak publikację wyników badania, na które czekał cały świat. Zdaniem duńskich naukowców, powody odmowy są polityczne, a nie naukowe. Renomowani naukowcy duńscy podjęli swe szeroko zakrojone badanie pod koniec kwietnia tego roku. Zaangażowano do niego 6 tys. Duńczyków, z reguły zatrudnionych w różnych super i hipermarketach. Połowa z nich nosiła maseczki cały czas, a druga połowa nie nosiła. Metodologia badania pozostaje bez zarzutu, lecz jego rezultat został uznany przez trzy pisma medyczne za „zbyt kontrowersyjne”, gdyż wiele rządów na świecie postanowiło walczyć z covidem poprawnym politycznie za pomocą m.in. maseczek. Publikacja wyników oczekiwanego badania mogłaby poderwać ich autorytet, jak autorytet części tzw. przekupnych lekarzy, którzy opowiadają się za maseczkami. Badanie nie obejmowało noszenia maseczek w plenerze, gdyż wtedy jeszcze uchodziło to powszechnie za absurd, jeśli chodzi o ochronę przed chorobami wirusowymi układu oddechowego. Dopiero na początku czerwca, po licznych naciskach politycznych, Światowa Organizacja Zdrowia zmieniła swe stanowisko, powołując się na meta-badanie ogłoszone w Lancet, które naukowcy szwajcarscy (i z innych krajów) określili jako „poważnie wadliwe”, zarówno pod względem metodologii, jak i wniosków. Zalecenie WHO nie dotyczyło zresztą powszechnego noszenia maseczek, lecz „w miejscach, gdzie trudno zachować dystans”. Kontrowersje naukowe na temat użyteczności, czy wręcz szkodliwości powszechnego noszenia maseczek, coraz częściej dochodzą jednak do głosu. Badanie duńskie było najszerzej zakrojonym badaniem w tej kwestii na świecie i jedynym randomizowanym, jednak generalnie wskazuje na to samo, co wcześniejsze badania randomizowane robione w środowiskach szpitalnych przed epidemią. W każdym razie, jak dotąd, nikomu nie udało się bezsprzecznie udowodnić, że maseczki odgrywają jakąś rolę w walce z epidemią, poza sferą psychologiczną. W Danii władze sanitarne długo odrzucały zalecanie maseczek w przestrzeni publicznej, jeszcze w lipcu Søren Brostrøm, szef owych władz, twierdził, że powszechne ich noszenie „nie ma żadnego sensu”, lecz w sierpniu władze polityczne zaleciły ich używanie w transporcie publicznym. Według prof. Henninga Bundgaarda, który stał na czele ekip duńskich badaczy, w końcu któreś ze znacznych międzynarodowych pism naukowych będzie musiało kierować się względami naukowymi, a nie politycznymi, i duńskie studium się ukaże, gdyż jest „wyjątkowej jakości”. Na razie władze polityczne nie podejmują decyzji antymaseczkowych. W Austrii zakazano już jednak noszenia przyłbic, gdyż ich rola jest „zbyt absurdalna”, jeśli chodzi o ochronę przed wirusa

    Odpowiedz
  • Marcysia(2020-11-05 17:59) Zgłoś naruszenie 00

    Faktem jest, że ja nie rozpoznaję do dziś rodziców z zerówki mojego dziecka. Jak się nie widzi twarzy, to jak zapamiętać osobę?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie