"Unia jest fantastycznie silną instytucją, pomogła nam w czasach dobrych i złych" - powiedział Johnson dziennikarzom po przybyciu na Orkady u wybrzeży Szkocji.

Johnson, pytany o to, czy wobec preferencji większości Szkotów powinno się odbyć referendum niepodległościowe w Szkocji, odparł: "Mieliśmy referendum w 2014 roku. Było decydujące. Sądzę, że za powszechną zgodą to wydarzenie (jakie zdarza się) raz na jedno pokolenie".

Szefowa autonomicznego rządu Szkocji Nicola Sturgeon, jak i cały jej gabinet, oskarżają Johnsona o błędy w walce z pandemią koronawirusa. Reuters przypomina też, że brexit nadwerężył więzi jakie łączą części składowe Zjednoczonego Królestwa - Anglię, Szkocję, Walię i Irlandię Północną.

Sturgeon napisała na Twitterze, że "jednym z głównych argumentów za niepodległością jest szansa Szkocji na podejmowanie własnych decyzji, zamiast stawiania czoła przyszłości, o której zdecydowali politycy, na których nie głosowaliśmy".

"Jego (premiera Johnsona) obecność tylko to podkreśla" - dodała. Szef brytyjskiego rządu nie ma w planach spotkania z pierwszą minister Szkocji.

W styczniu szkocki parlament poparł wniosek rządu Sturgeon o przeprowadzenie w drugiej połowie roku nowego referendum niepodległościowego. Na przeprowadzenie plebiscytu zgodę musi wyrazić jednak rząd w Londynie, a Johnson zapowiedział już, że się na to nie zgodzi. Formalnie odrzucił też wniosek Sturgeon o przekazanie szkockiemu parlamentowi kompetencji do rozpisania referendum.

Obecnie nieznaczna większość Szkotów popiera odłączenie się od Wielkiej Brytanii. Do odwrócenia trendu przyczynili się Szkoci, którzy poprzednio przeciwni byli secesji, ale teraz popierają ją z powodu brexitu.

W przeprowadzonym jesienią 2014 roku referendum niepodległościowym stosunkiem 55 proc. głosów do 45 proc. wygrali zwolennicy pozostania Szkocji w składzie Zjednoczonego Królestwa.

W referendum na temat dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w UE 62 proc. wyborców w Szkocji opowiedziało się w 2016 roku za pozostaniem w Unii Europejskiej.