Dzisiaj o 20.30 polskiego czasu prezydent Andrzej Duda spotka się w Białym Domu z Donaldem Trumpem. W skład polskiej delegacji będą wchodzić prezydenccy ministrowie Krzysztof Szczerski i Paweł Soloch oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Wszyscy są odpowiedzialni za politykę bezpieczeństwa. Według rozmówców DGP można się spodziewać deklaracji w kwestii znacznego zwiększenia obecności sił USA w Polsce, wychodzącego poza dotychczasowe doniesienia medialne. Jak pisaliśmy w DGP, mowa nawet o 2 tys. dodatkowych żołnierzy i przeniesieniu amerykańskich F16 z Niemiec do Polski.

Poniedziałkowy „Washington Post” napisał, że to misja ostatniej szansy, aby wzmocnić tracącego w sondażach przed niedzielnymi wyborami polskiego prezydenta. I przypomina, że to powtórka scenariusza z ubiegłego roku. Wówczas, dwa tygodnie przed wyborami w Izraelu, Biały Dom odwiedził premier Binjamin Netanjahu. Padły też ważne deklaracje dotyczące przyszłości Wzgórz Golan i Doliny Jordanu. Waszyngtońska gazeta cytuje też posła PiS Dominika Tarczyńskiego, który stwierdził, że jego obóz polityczny kocha Donalda Trumpa, który na pewno pomoże Andrzejowi Dudzie w reelekcji.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji DGP, Amerykanie od dłuższego czasu sondują polską stronę w sprawie potencjalnego zainstalowania nad Wisłą broni nuklearnej (wczoraj pisaliśmy w DGP, że ostatecznie punkt o nuclear sharing spadł z agendy spotkania). Chodzi jednak o zasygnalizowanie innym graczom, że taki wariant wchodzi w grę. Głównym adresatem tego komunikatu ma być Kreml.

Transakcja z wizerunkowym wsparciem Andrzeja Dudy może być wiązana. Zaplecze Donalda Trumpa kalkuluje, że głosy Polonii pozostaną kluczowe. Przynajmniej w trzech niezbędnych do zwycięstwa stanach. Dlatego też obecny lokator Białego Domu może wiązać pewne polityczne plany z dzisiejszą wizytą Andrzeja Dudy w Waszyngtonie.

Ilu potrzeba amerykańskich Polaków, by wybrać Trumpa na kolejną kadencję? Nikt poważny nie jest w stanie dokładnie tej liczby oszacować. Na pewno nie jest to 10 mln, czyli liczba, która pojawiała się w kontaktach z Trumpem.

Chociaż włączenie Polski do programu o ruchu bezwizowym (Visa Waiver Program) jest skutkiem spełnienia przez Polskę wymogów prawnych, a nie polityczną decyzją Trumpa, ten ostatni uznał to za swój sukces i od września 2019 r. kokietuje tym wyborców polskiego pochodzenia. To bezdyskusyjny dowód na to, że bierze ich pod uwagę w swojej kalkulacji. Również PiS przed wyborami parlamentarnymi zniesienie wiz uznał za swoje polityczne zwycięstwo i mobilizował nim elektorat.

W poprzedniej kampanii Trump, we wrześniu 2016 r. – jako kandydat spotkał się z liderami Kongresu Polonii Amerykańskiej. Wówczas obiecał zniesienie wiz. Według Census Bureau, czyli amerykańskiego odpowiednika GUS, ok. 9 mln amerykańskich obywateli deklaruje, że jest polskiego pochodzenia. To ok. 3 proc. populacji. Polonia kojarzy się głównie z Nowym Jorkiem i Chicago. Z punktu widzenia polityki jest to jednak ziemia dla republikanów stracona. Demokraci zbierają tam 70–80 proc. głosów.

Nieco mniej polskich Amerykanów mieszka w Michigan i Pensylwanii, ale ich głos w wyborach może odgrywać o wiele większą dla zwycięstwa rolę. Te stany plus Wisconsin cztery lata temu zdobył Trump po ćwierćwieczu demokratycznej dominacji. Wszystkie kilkudziesięcioma tysiącami głosów z kilku milionów oddanych. Odbił lewicy m.in. hrabstwo Macomb w Michigan, gdzie Polonia stanowi aż 12 proc. elektoratu oraz hrabstwo Luzerne w Pensylwanii, z 15 proc. populacji polskiego pochodzenia.

Amerykańscy Polacy nigdy nie głosowali w USA jako spójny blok. Według badań przeprowadzonych po wyborach w 2008 i 2012 r. woleli Baracka Obamę od jego dwóch republikańskich rywali. Z kolei w 2000 r. Al Gore w ogóle nie interesował się wyborcami polskiego pochodzenia. Z analiz przeprowadzonych potem wynika, że mogło go to kosztować niezbędne głosy do zwycięstwa na Florydzie, a w konsekwencji i klucze do Białego Domu.

Polonia jest bardziej konserwatywna niż średnia amerykańska. Szczególnie w sprawach obyczajowych. Z badań wynika, że silnie identyfikuje się ona z Kościołem katolickim. Ponad połowa uważa, że jako grupa etniczna są traktowani gorzej niż inne i że z tytułu pochodzenia spotykały ją upokorzenia: obraźliwe żarty (tzw. Polish jokes – stereotypizujące anegdoty, w których Polak jest albo cwaniakiem, albo głupkiem), przedrzeźnianie nazwisk oraz kojarzenie ich z polskim folklorem i ciężkostrawną kuchnią. Bardziej konserwatywne poglądy naturalnie zbliżają Polonię do Donalda Trumpa. ©℗