Rodzina w czasie społecznej kwarantanny: Nie schrzańmy tego

autor: Paulina Nowosielska27.03.2020, 08:00; Aktualizacja: 27.03.2020, 09:07
Dla Katarzyny i Mirka trudnym tematem jest lato. Mają zaplanowane wakacje, zarezerwowane urlopy w pracy, zabukowane miejsca nad polskim morzem w ulubionej kwaterze. – Co jeśli egzaminy się przesuną? Czy trzeba będzie wszystko odwołać? – pyta retorycznie kobieta.

Dla Katarzyny i Mirka trudnym tematem jest lato. Mają zaplanowane wakacje, zarezerwowane urlopy w pracy, zabukowane miejsca nad polskim morzem w ulubionej kwaterze. – Co jeśli egzaminy się przesuną? Czy trzeba będzie wszystko odwołać? – pyta retorycznie kobieta.źródło: ShutterStock

Epidemia to test nie tylko dla rządzących i służb medycznych. To również sprawdzian dla tego, czym Polska przez lata stała: rodziny. Lęk przed byciem razem pod jednym dachem bywa niemal tak silny, jak strach przed wirusem.

G dy skończy się epidemia, wyjedziemy na długi urlop, najlepiej gdzieś daleko, gdzie jest ciepło i świeci słońce. Będziemy kąpać się w basenie, pić drinki z palemką i chodzić na długie spacery wzdłuż egzotycznej plaży – mówi Joanna Wiśniewska. Razem z mężem Pawłem snują takie plany od tygodni. Jest tylko jeden warunek: spędzą wakacje osobno.

– To nie jest tak, że przeżywamy kryzys – deklarują. Są małżeństwem z 10-letnim stażem, bez dzieci, na dorobku. Kupili kilka lat temu mieszkanie na kredyt, by w końcu mieć coś swojego. Paweł jest informatykiem, Joanna pracuje w branży reklamowej. Teraz przeszli, jak większość rodaków, na telepracę. Trenują nową rutynę: poranek – słanie łóżek, wspólna kawa, śniadanie, kilka skłonów i przysiadów dla rozprostowania kości; potem każdy otwiera swojego laptopa i zagłębia się w pisanie e-maili, telekonferencje, telemeetingi, czaty. Oboje są przyzwyczajeni do bezwzględnych deadline'ów czy sytuacji kryzysowych, ale i wieczornych spotkań w knajpach, długich wypadów rowerowych. Teraz z dnia na dzień ograniczyli swoje aktywności do minimum. – Nie spodziewałam się, że wyprawa do sklepu po podstawowe zakupy może być czymś atrakcyjnym – przyznaje Joanna. A tak właśnie się stało. Ustalili, że wychodzą na zmianę. Jednego dnia Joanna, drugiego Paweł. Nawet to, że muszą czekać przed spożywczym w kolejce do wejścia, jest urozmaiceniem. – Stoję dwa metry od sąsiada, za mną w przepisowej odległości ktoś inny. I zaczyna się dialog na dystans: co słychać, czy może mi pan zająć miejsce, to skoczę do piekarni. Jestem socjologiem z wykształcenia i taka sytuacja aż nadto pokazuje, jak bardzo jesteśmy zwierzętami stadnymi – ocenia Joanna.

Na pytanie, czego się boi, poważnieje. – Koronawirusa, to oczywiste. Ale też tego, że odosobnienie będzie trwało i trwało, że w pewnym momencie pojawi się pomysł, by jeszcze bardziej zaostrzyć obecne ograniczenia – odpowiada. Zrobili zapas oleju, mąki, puszek i konserw. Tak, papieru toaletowego również. Wyjście do sklepu co drugi dzień jest dla nich umową kompromisową, jaką podpisali z rzeczywistością. – Wracam, myję i dezynfekuję ręce, odmierzając czas śpiewaniem „sto lat”, jak to ktoś pokazał w mediach społecznościowych – opowiada Joanna.


Pozostało 88% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (1)

  • rozczarowany(2020-03-27 09:55) Zgłoś naruszenie 10

    W sumie to dobrze, że nie mają dzieci. Z takimi problemami psychicznymi zgotowaliby im piekło.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie