statystyki

Niepodległa Białoruś polską racją stanu [OPINIA]

autor: Antoni Styrczula24.02.2020, 06:40; Aktualizacja: 24.02.2020, 06:40
Alaksandr Łukaszenka

Pod koniec lat 90. ich klimat odbiegał nie tylko od litery, ale i ducha Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1992 r. Dla Polski aspirującej do NATO i UE największym problemem było nasilenie autorytarnych tendencji Alaksandra Łukaszenki, łamanie praw człowieka i zasad demokratycznego państwa prawa.źródło: ShutterStock

Wizyta sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo w Mińsku może świadczyć o tym, że Waszyngton poważnie obawia się anszlusu Białorusi przez Rosję. Trudno jednak powiedzieć, jak realnie Zachód mógłby pomóc jej zachować suwerenność. Dla Polski relacje z Białorusią pozostają jednym z większych niezrealizowanych wyzwań.

Pod koniec lat 90. ich klimat odbiegał nie tylko od litery, ale i ducha Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1992 r. Dla Polski aspirującej do NATO i UE największym problemem było nasilenie autorytarnych tendencji Alaksandra Łukaszenki, łamanie praw człowieka i zasad demokratycznego państwa prawa. Jednak bliskie sąsiedztwo oraz zamieszkiwanie na terytorium sąsiada kilkusettysięcznej mniejszości polskiej spowodowały, że władze musiały być elastyczne wobec Łukaszenki. Kwestią otwartą pozostaje pytanie, czy robiły to skutecznie. Moim zdaniem nie.

Deklaracje Łukaszenki wobec Polski były i są niejednoznaczne. Ulegały też zmianom, zwłaszcza po przystąpieniu Polski do UE. Łukaszenka zarzucał nam niesamodzielną politykę przejawiającą się w bezkrytycznym wypełnianiu poleceń Brukseli i Waszyngtonu. Jak mantra wracało pytanie, czy w ogóle rozmawiać z Łukaszenką. Prezydent Aleksander Kwaśniewski w 1995 r. dążył, na ile to możliwe, do poprawy relacji z Białorusią. Miał jednak świadomość, że będzie to trudne z uwagi na swoją polityczną proweniencję, krytyczną ocenę Łukaszenki przez Zachód i ówczesną postsolidarnościową opozycję. Obawiał się, że jego ewentualna wizyta może zostać źle odebrana, a w konsekwencji nadwyręży jego wizerunek orędownika wejścia Polski do struktur euroatlantyckich.

Mimo obaw spotkał się z Łukaszenką 30 marca 1996 r., kilka dni przed podpisaniem układu stowarzyszeniowego Rosji i Białorusi, który w 1999 r. zastąpiono umową o utworzeniu Państwa Związkowego. Głównym przesłaniem tej wizyty było uświadamianie białoruskiemu przywódcy, że nie jest skazany na Moskwę. Spotkanie odbyło się w Wiskulach. Potem w Mińsku prezydent spotkał się z białoruską opozycją.

Jako rzecznik prezydenta byłem pełen obaw, czy Łukaszenka jest gotów do dialogu i czy nie jest to zagranie w rozgrywkach z Moskwą. Rozmowy odbywały się w pałacyku wybudowanym w latach 60. z polecenia Nikity Chruszczowa, który po polowaniu z Josipem Brozem-Titą stwierdził, że nie ma gdzie przyjmować gości w Puszczy Białowieskiej. To tam 7–8 grudnia 1991 r. przywódcy Białorusi, Rosji i Ukrainy przypieczętowali upadek ZSRR.

Rozmowy zaczęły się od wymiany poglądów w cztery oczy. Ochrona Łukaszenki z ponurym kagebistą o nazwisku Załamaj na czele zabraniała nam wstępu do pokoju, gdzie rozmawiali. Nawet szef polskiego protokołu był zmuszony antyszambrować pod drzwiami. Strefą zero była objęta toaleta, do której dopiero po awanturach wpuszczano nas za potrzebą. Rozmowy bez świadków, co było podstępem Łukaszenki, który częstował swego gościa mocnymi trunkami, trwały z godzinę. Po nich nastąpiły rozmowy plenarne.

Rozpoczął je Łukaszenka, uderzając wielką jak bochen chleba pięścią w stół i oznajmiając, że to przy nim zlikwidowano ZSRR. Zabrzmiało to groźnie i groteskowo zarazem. Kwaśniewski usłyszał od gospodarza, że „liczą się kontakty osobiste głów państw”. Łukaszenka zapewnił, że „będzie wypełniał wszystkie zobowiązania wobec mniejszości polskiej wynikające z traktatu”. Zapis tych rozmów odtwarzam z moich notatek i udostępniam jej pierwszy raz. Zasadniczym tematem była integracja Rosji i Białorusi. Łukaszenka przekonywał, że będzie się ona dokonywać z zachowaniem suwerenności stron.

– 90 proc. społeczeństwa białoruskiego nie chce rozszerzenia NATO o Polskę i obawia się tego. Dlatego widzi w Rosji sojusznika, który zapewni Białorusi bezpieczeństwo – mówił. Pokazując mapę stwierdził, że „poprzednie [polskie] rządy koncentrowały wojsko przy naszej granicy. Niepokoi mnie, że nic się nie zmieniło. Wzrosła liczba czołgów i sprzętu zmechanizowanego na kierunku białoruskim. Białoruś za to zredukowała stan liczebny wojska o 20 proc. Nie ma już w kraju taktycznej broni [nuklearnej], a strategiczna do końca [1996] r. zostanie zniszczona”. Łukaszenka przyznał, że gospodarczo, zwłaszcza jeśli chodzi o nośniki energii, Mińsk jest uzależniony od Moskwy, więc integracja wydaje się dobrym rozwiązaniem.


Pozostało jeszcze 69% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie