Tragizm polityki mocarstw? To nie Rosja jest winna, lecz Zachód [WYWIAD]

autor: Emilia Świętochowska26.01.2020, 09:00; Aktualizacja: 26.01.2020, 10:58
Polacy, wspierając prozachodnie dążenia Kijowa, narobili sobie nowych kłopotów. Bo Rosja jest dziś dużo bardziej zaangażowana w Europie Wschodniej, również militarnie, niż w lutym 2014 r.

Polacy, wspierając prozachodnie dążenia Kijowa, narobili sobie nowych kłopotów. Bo Rosja jest dziś dużo bardziej zaangażowana w Europie Wschodniej, również militarnie, niż w lutym 2014 r.źródło: ShutterStock

Polacy, wspierając prozachodnie dążenia Kijowa, narobili sobie nowych kłopotów. Bo Rosja jest dziś dużo bardziej zaangażowana w Europie Wschodniej, również militarnie, niż w lutym 2014 r. - mówi John J. Mearsheimer.

Pana książka „Tragizm polityki mocarstw” ukazała się w USA w 2001 r., na krótko przed zamachami z 11 września. Był to czas, kiedy na Zachodzie dominowała wiara w to, że liberalna demokracja wkrótce zapanuje na całym świecie, a rosnące współzależności gospodarcze między państwami sprawią, że przestanie się im opłacać prowadzić ze sobą wojny. Dziś dzieje się coś zupełnie przeciwnego. Dlaczego?

Od 1989 r. do 2016 r. Stany Zjednoczone były najpotężniejszym państwem na świecie, niemającym żadnych konkurentów. Zaprowadziliśmy nowy, liberalny porządek międzynarodowy, stając się zarazem jego głównym beneficjentem. Na okres ten przypada jednak szybki rozwój Chin, które powoli także stały się mocarstwem. Aż w końcu zaczęły w sposób fundamentalny zagrażać Ameryce i jej interesom bezpieczeństwa. Co więcej, Rosja – w latach 90. państwo pokonane, w stanie bliskim rozkładu – powstała z martwych. Wraz z dojściem do władzy Władimira Putina w 1999 r. nastąpiło odrodzenie rosyjskiej potęgi, nawet jeśli Moskwie daleko dziś do pozycji, jaką zajmował ZSRR. Świat jednobiegunowy, który wykrystalizował się po zakończeniu zimnej wojny, przeradza się więc w porządek wielobiegunowy. Ma to zasadnicze konsekwencje dla systemu międzynarodowego: USA, które przez kilka dekad niczym kolos górowały nad światem, muszą dziś mierzyć się z dwoma rywalami.

Którzy rośli w siłę w czasie, gdy Stany Zjednoczone coraz bardziej wikłały się w konflikty w Afganistanie i Iraku.

W Ameryce nazywamy je „wiecznymi wojnami”, bo nie możemy ich ani wygrać, ani się z nich wycofać. Są kolejnym powodem, dla którego globalny porządek wygląda dziś diametralnie inaczej niż przed 30 laty. W 2008 r. Barack Obama został wybrany na prezydenta m.in. dzięki obietnicy zakończenia wojen na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego w 2011 r. wysłał jeszcze więcej żołnierzy do Afganistanu, a dwa lata później zdecydował się na interwencję w Syrii, która miała doprowadzić do obalenia reżimu Asada. Tym samym przyczynił się do gigantycznej katastrofy w tamtym rejonie świata. Potem administracja Obamy zaangażowała się w konflikt w Libii, odgrywając kluczową rolę w upadku i zabiciu Muammara Kaddafiego. I znowu efektem był jeszcze większy zamęt.

Donald Trump w czasie kampanii wyborczej obiecywał wyprowadzenie wojsk USA z Bliskiego Wschodu.

I to częściowo tłumaczy, dlaczego Amerykanie na niego zagłosowali. Wydarzyło się jednak coś przeciwnego – dziś na Bliskim Wschodzie walczy więcej naszych żołnierzy niż w momencie, gdy Trump wprowadzał się do Białego Domu w styczniu 2017 r. Mamy prezydenta, który nie darzy respektem instytucji międzynarodowych, nie lubi Europejczyków, który preferuje jednostronne działania z pozycji siły zgodnie z maksymą „America First”.

Kto miałby przeforsować wycofanie wojsk z Iraku i Afganistanu, jeśli nie prezydent, który nagminnie łamie normy uznawane dotąd za świętość w amerykańskiej polityce?

Co do zasady uważam, że w polityce światowej przywódcy i ich osobowości zbytnio się nie liczą. Na zachowanie państw wpływają przede wszystkim czynniki strukturalne, takie jak anarchia – czyli brak ostatecznego arbitra w relacjach międzynarodowych – i układ sił. Ale w wyjątkowych momentach historii jednostki mają ogromne znaczenie – jak Bismarck, gdy rządził Prusami, czy Hitler, bez którego losy świata w dużej mierze potoczyłyby się inaczej. Myślę, że również Trump jest przywódcą odgrywającym indywidualnie większą rolę niż przeciętny prezydent USA. Posiada ogromną sprawczość i głęboki wpływ na amerykańskie instytucje. Zrobił rzeczy, na które nie odważyłby się żaden inny polityk. A mimo to nawet on nie zdołał zakończyć wiecznych wojen i wycofać sił USA z Syrii. Struktura systemu międzynarodowego i polityki krajowej wiążą mu ręce. Zamiast ograniczyć naszą obecność militarną na Bliskim Wschodzie, Trump grozi teraz, że rozpocznie kolejną wojnę – z Iranem.

Dlaczego Waszyngton zdecydował się na zabicie Ghasema Solejmaniego, irańskiego generała, który doradzał szyitom w Iraku?

Bo polityka wywierania maksymalnej presji na Teheran nie przynosi skutku. W 2018 r. Trump zerwał umowę o ograniczeniu rozwoju irańskiego programu nuklearnego, wychodząc z założenia, że jeśli zaostrzy sankcje oraz postawi Teheranowi kolejne warunki dotyczące działań na Bliskim Wschodzie, to jego przywódcy poddadzą się amerykańskim żądaniom: całkowicie zrezygnują z programu atomowego i przemodelują politykę zagraniczną tak, aby była ona zgodna z naszymi priorytetami. Stany Zjednoczone dysponują ogromną siłą i są w stanie wyrządzić Iranowi dotkliwe szkody – czego przykładem było m.in. zabicie Solejmaniego. Ale czy na tyle dotkliwe, aby Teheran skapitulował? Po 18 miesiącach twardej polityki nie widać, by taktyka ta dawała efekty. Amerykanie są coraz bardziej zdesperowani. Pojawia się więc pytanie, czy USA w ogóle mogą wywrzeć taką presję na Teheran, by w końcu się poddał?


Pozostało 72% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (26)

  • tym.(2020-01-26 11:56) Zgłoś naruszenie 434

    Polska to taki mały i mało znaczący kraj wśród mocarstw że gdy przyjdzie coś do czegoś (oby nie) to popłyniemy wraz z nurtem wydażeń pomimo woli.Mocarstwa pomiędzy sobą się dogadają dla własnych korzyści a my będziemy co najwyżej łatą na dziurze.Przy dzisiejszym (militarnym) stanie Państwa Polskiego i ciągłymi nie kończącymi się wewnętrznymi rozgrywkami znaczenie nasze na arenie międzynarodowej spada do rangi ,,parkingu i parkingowego,, oraz konsumenta nie swoich wyrobów.A jeśli myślicie że mamy (w razie W) sojuszników to ,,zadanie wykonane panie prezesie,,.Miłej niedzieli i zamiast poobiedniej drzemki chwila samodzielnego myślenia.

    Odpowiedz
  • ja(2020-01-26 11:33) Zgłoś naruszenie 368

    zamieniliśmy wielkiego brata zza miedzy, na za oceanem, jaka różnica?

    Pokaż odpowiedzi (4)Odpowiedz
  • Stan(2020-01-26 18:02) Zgłoś naruszenie 211

    Ludzie uśmiechajcie się do siebie, rodziny. sąsiadów. Przestańcie się nienawidzić, zazdrościć. kłócić a będzie Wam łatwiej żyć. Ot cała recepta na POKÓJ

    Odpowiedz
  • Pytek(2020-01-26 18:26) Zgłoś naruszenie 214

    Nie przejmowałbym się tymi wszystkimi rozgrywkami między USA a Rosją czy Chinami, gdyfy nie fakt, że ktoś o mentalności małego Jasia wpadł na pomysł, by z naszego kraju zrobić boisko dla atomowych rozgrywek między USA a Rosją. Oba kraje mają nas w nosie, liczą się tylko ich własne interesy, ale nasi polityczni "mecenasi" uwierzyli, że amerykańskie wojsko w Polsce obroni nas przed Rosjanami, którzy są tak wredni, że nie zamierzają nas atakować, natomiast chętnie zaatakują Amerykanów, gdy dojdzie do zaostrzenia sytuacji. Czy nie dałoby się przenieść tego wojska do Ameryki, żeby Rosjanie właśnie tam zaatakowali Amerykanów zamiast na polskiej ziemi, z której w przypadku takiej ewentualności zostanie tylko popiół?

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Dziadek wnuków(2020-01-26 14:53) Zgłoś naruszenie 2025

    Ludzie, co Wy !? Mamy sojusznika, i to potężnego, mającego układy z niebiosami, potrafiącego poprzez szereg modłów & zaklęć skruszyć każdego przeciwnika w popiół !! Od tysiąca lat jesteśmy w przymierzu, i co ... no tak, jesteśmy gnębieni, ciągle bici i ogrywani choć nas sojusznik wciąż rożnie w siłę. I się bogaci ! Ale to jeno nasza wina, naród się nie modli, na tacę mało kladzie, swoim kapłanom dziesięciny odmawia, skaranie z tym narodem ... wiec ma za swoje !!

    Odpowiedz
  • StAAbrA (2020-01-26 18:56) Zgłoś naruszenie 192

    Polacy nie mają interesu wspierania żadnego Kijowa - póki jest on POd obcą administracją ...

    Odpowiedz
  • S.D.w części za M.Budzisz w:TVP Tygodnik, 24.I.20 (2020-01-26 17:51) Zgłoś naruszenie 182

    Ostatnio [styczeń 2020 r.] rosyjski prezydent powiedział, że państwo, które wygra wyścig technologiczny w zakresie rozwoju sztucznej inteligencji, jaki się właśnie rozpoczął, za kilkanaście lat będzie rządziło światem. Nowy [od stycznia 2020 r.] rząd Federacji Rosyjskiej pod kierownictwem Michaiła Miszustina [55 lat] dra nauk ekonomicznych oraz specjalisty w dziedzinie komputerowych systemów informatycznych i sztucznej inteligencji, człowieka uznanego w świecie sukcesu w poborze podatków, tytana pracy - ma gwarantować, że uda się Rosji przeprowadzić cyfrową rewolucję. A Rosja to nasz bezpośredni sąsiad. 600 000 żołnierzy rosyjskich poległo w 1944-1945 r. przy odbieraniu Niemcom ziem, nad którymi rozciąga się teraz władza Państwa Polskiego.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • jołmen(2020-01-26 12:50) Zgłoś naruszenie 142

    Może dlatego, że wtedy ma więcej powodów żeby nas olać?

    Odpowiedz
  • Rych(2020-01-26 23:33) Zgłoś naruszenie 132

    To Rosja ma rację w Syrii .Ameryka popełniła błąd angażując się w wojny na Bliskim Wschodzie Jako do Amerykanów nie mam nic nie jestem godzien ich krytykować ale nie potrzebnie robi sobie wrogów Putina by wybrali Syryjczycy na swojego a na Amerykę wszystkie klątwy od nich lecą po co to Stanom .

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Polak(2020-01-26 16:45) Zgłoś naruszenie 653

    Żródłem zla na świecie jest Rosja i Putin

    Pokaż odpowiedzi (4)Odpowiedz
  • Robert Soplica(2020-01-27 15:57) Zgłoś naruszenie 50

    Polska to baranek ofiarny. Jak dojdzie do wojny to zostaniemy sami jak zawsze bywało. Amerykanie nas wystawiom na pierwsze uderzenie a potem zostawią nas samych i uciekną za ocean.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Hmk(2020-01-27 13:10) Zgłoś naruszenie 54

    Źródłem jest jątrzący prezesik

    Odpowiedz
  • andrea(2020-01-27 13:07) Zgłoś naruszenie 41

    miałbyś rację, ale to rosja jest największym krajem i nawet kawałkiem graniczy z polską, a w razie potrzeby będzie graniczyć od bałtyku do bieszczad. usa ma do polski tysiące kilometrów i w razie potrzeby nawet popioły po nas wystygną.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie