„Niczym w czasach inkwizycji, polski Sejm naukę ogłosił herezją, a zwolenników faktów historycznych obwinił o paranie się czarami” – napisała w czwartek wieczorem rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa. To reakcja na uchwałę Sejmu protestującą przeciwko „manipulowaniu faktami i zakłamywaniu historii przez polityków Federacji Rosyjskiej w celu dyskredytowania Polski”.

Słowa Zacharowej były kolejnym etapem ofensywy, rozpoczętej w sierpniu 2019 r. próbami usprawiedliwienia dzielącego Europę Środkową między III Rzeszę a ZSRR paktu Ribbentrop-Mołotow, a kontynuowanej w grudniu poprzez oskarżenie Warszawy o współudział w wywołaniu II wojny światowej i antysemityzm. W ciągu ostatnich dni głos zabrały także „Rossijskaja gazieta”, będąca organem prasowym rządu Rosji, oraz powiązany z nią magazyn „Rodina”.

„RG” napisała, że w okupowanej Polsce „na każdego biorącego udział w eksterminacji żydowskiej ludności Niemca przypadało 10–15 dobrowolnych pomocników spośród ludności miejscowej”. Według autora nowelizacja ustawy o IPN z 2018 r. miała „zamknąć usta badaczom, którzy odmawiali oczyszczania Polaków od popełnionych przez nich przestępstw zgodnie z obecną koniunkturą polityczną”. „Rodina” oskarża zaś Warszawę o „chęć ogłoszenia Polski głównym państwem poszkodowanym w II wojnie światowej”.

Rosyjscy eksperci nie ukrywają, że propagandowe ataki mają kontekst polityczny. – Rozumienie polityki pamięci zmienia się i w Europie, i w Rosji. Pomysł, że wracamy do pamięci historycznej, by przezwyciężać polityczne rozbieżności i wrogość, ustąpił miejsca zrozumieniu pamięci jako jeszcze jednej sfery, gdzie rozwiązuje się zadania polityczne. Dlatego konflikt jest nieunikniony – mówił historyk Aleksiej Miller podczas grudniowej debaty zorganizowanej przez pismo „Rossija w głobalnoj politikie”.

Zgodnie z zasadami prowadzenia podobnych kampanii ich wykonawcy muszą być wiarygodni dla odbiorcy, bo tylko wówczas stawiane przez nich tezy mają szansę na upowszechnienie. Tymczasem w zachodnich mediach dominuje zrozumienie dla stanowiska Polski w tym sporze, a i sami Izraelczycy nie podłączyli się gremialnie pod kremlowską kampanię. Lahaw Harkow, publicystka „Jerusalem Post”, która w 2018 r. pisała na Twitterze o „polskich obozach śmierci”, dziś uważa, że „Putin nie jest święty i w tym sporze to Polska ma rację”. A agencja CursorInfo przypomina współpracę ZSRR z III Rzeszą w latach 1939–1941.

Dlatego Kreml aktywnie poszukuje publicystów i naukowców gotowych wesprzeć kampanię propagandową, którzy sami mają izraelski paszport. Wbrew pozorom to nie Wiaczesław Kantor, współorganizator V Światowego Forum Holokaustu, które odbędzie się 23 stycznia w Jerozolimie, gra wśród nich pierwsze skrzypce. Choć i on jeszcze w 2017 r. – przed polsko-izraelskim konfliktem o kształt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – pisał, że „ostatnio w Polsce postępuje proces normalizacji antysemityzmu, rasizmu i ksenofobii”.

W rosyjskich mediach często wypowiada się urodzony na Łotwie Aharon Schneer. W rozmowie dla agencji Regnum w maju 2019 r. mówił, że „pierwsze żydowskie pogromy w 1939 r. w okupowanej Polsce organizowali nie Niemcy, a Polacy”. A w niedawnym programie „Wiesti niedieli” Dmitrija Kisielowa tłumaczył, że w Polsce „pogoń za Żydami miała charakter masowy”. I choć „czasem dawano im schronienie”, to nawet w takich przypadkach robiono to po to, „żeby wydać ich Niemcom i przejąć ich majątek”, a „Polacy uczestniczyli w eksterminacji Żydów na równi z Niemcami”. W 2013 r. Schneer decyzją Władimira Putina dostał medal Aleksandra Puszkina za „wielki wkład w umocnienie przyjaźni i współpracy z Federacją Rosyjską, rozwój związków naukowych i kulturalnych”. Przed nim to odznaczenie otrzymało tylko dwóch obywateli Izraela.

Jeszcze lepiej znany rosyjskiej publiczności jest Awigdor Eskin, stały bywalec talk-show Władimira Sołowjowa, propagandysty telewizji państwowej. Eskin urodził się w Moskwie, a do Izraela wyemigrował w 1979 r. W obu krajach łączą go bliskie związki z prawicowymi radykałami. Ma zakaz wstępu do Gruzji i na Ukrainę. W Rosji przyjaźni się z Dmitrijem Rogozinem, obecnie szefem państwowego Roskosmosu, dawniej liderem nacjonalistycznej partii Ojczyzna.

Eskin współtworzył Nową Prawicę Izraela, sprzeciwiającą się jakimkolwiek porozumieniom z Palestyńczykami. W 2001 r. otrzymał wyrok w zawieszeniu za niedoniesienie o przygotowaniach do antyarabskich prowokacji, m.in. położenia świńskiego łba na mogile dowódcy arabskich bojówek z początku XX w. Iz ad-Dina al-Kasama oraz podpalenia biura pacyfistów z Pokolenia Pokoju. W jego wystąpieniach pojawiają się znajome akcenty, m.in. ostra krytyka za niedocenianie wkładu Armii Radzieckiej w zwycięstwo nad nazizmem.

Trzecią postacią, po którą w ostatnich tygodniach sięgnęły rosyjskie media, był Ja’akow Kedmi, urodzony w 1947 r. w Moskwie, który wyjechał do Izraela w 1969 r. W porównaniu do Eskina i Schneera zrobił największą karierę w nowej ojczyźnie, w latach 1992–1999 kierując Biurem ds. Łączności „Droga” (Natiw), które w okresie zimnej wojny pomagało w ucieczkach Żydom z bloku wschodniego. Kedmi określił przedwojenną Polskę mianem „państwa faszystowskiego”, a komentując ataki Putina, powiedział, że „żadne słowa nie oddadzą podłości tej swołoczy, która wtedy rządziła Europą”.