Cztery śmigłowce dla Sił Specjalnych odebrano z wielką pompą w przedświąteczny piątek. W warszawskiej bazie lotnictwa transportowego przemawiali z tej okazji prezydent Andrzej Duda i minister obrony Mariusz Błaszczak. Nie zabrakło pamiątkowych zdjęć z komandosami. Wersja śmigłowca zaprezentowana przed świętami na stołecznym lotnisku radykalnie różni się od tej używanej przez amerykańskie siły specjalne (nie ma choćby możliwości tankowania w powietrzu). Maszyny mają zostać doposażone. Podpisana umowa ma wartość prawie 700 mln zł. To niewielka część budżetu na zakup uzbrojenia, wynoszącego w tym roku ponad 10 mld zł.

Z większych tegorocznych umów warto wspomnieć o zakupie od włoskiego koncernu Leonardo czterech śmigłowców morskich AW101 (właściciel PZL Świdnik), którego wartość z porozumieniem offsetowym (zakupu technologii) to ok. 2 mld zł. Na początku roku zawarliśmy też umowę z Lockheed Martin na dostawę jednego dywizjonu artylerii dalekiego zasięgu Himars, za ponad 1,5 mld zł. W grudniu podpisano kontrakt na zakup amunicji w Mesko za ponad 800 mln zł, a w lipcu umowę na modernizację czołgów T-72 z Bumarem – Łabędy – wartość to 1,75 mld zł. Warto też wspomnieć o październikowym zakupie kolejnej partii samobieżnych moździerzy Rak za prawie 300 mln zł (Huta Stalowa Wola) czy wrześniowym radarów Bystra (PIT – Radwar) za ponad 600 mln zł. I choć wartość tych kontraktów to prawie 8 mld zł, są to umowy wieloletnie – płatności będą w dużej części realizowane w kolejnych latach. W 2019 r. resort obrony płacił kolejne transze z umów podpisanych w latach ubiegłych. Z tym że wypłacanie kolejnych zaliczek może się odbywać wtedy, gdy dana firma rozliczy się z poprzedniej transzy. I tutaj często pojawiają się problemy.

Tak jest w przypadku modernizacji czołgów Leopard 2A4 do wersji Leopard 2PL. To kontrakt po aneksowaniu wart prawie 3 mld zł. MON w poprzednich latach przelało z tego tytułu do Polskiej Grupy Zbrojeniowej 1,2 mld zł. W tym roku miały być wypłacone kolejne setki milionów złotych, ale Wojsko Polskie nie odbiera prototypu, ponieważ nie spełnia on wymagań. To oznacza, że nie tylko MON pieniędzy nie wydaje, ale nawet zyskuje te z wpłacanych kar umownych.

Problemy pojawiły się także ostatnio z przeciwlotniczymi zestawami Piorun, których wojsko jeszcze nie odebrało. To oznacza brak przelewu i kolejne ponad 100 mln zł do zagospodarowania, jeśli resort obrony chce zrealizować budżet. Po zsumowaniu wielu mniejszych postępowań w ostatnich tygodniach okazało się, że do wydania dodatkowo jest ok. 2,5 mld zł, i to mimo że jeszcze kilka tygodni temu miało to być raczej 2 mld zł. W poprzednich latach, aby wykorzystać cały budżet MON (pieniądze niewydane wracają o budżetu centralnego), kupowano sprzęt od Amerykanów w procedurze Foreign Military Sales. W ten sposób kupiono np. pociski JASSM do samolotów F-16. Ta procedura jest znacznie łatwiejsza niż przeprowadzenie przetargu. W tym roku, podobnie jak w 2018, taką możliwość nadpłaty nawet w ostatnich dniach roku daje program Wisła, czyli zakup systemu Patriot, który ma chronić polskie niebo. Podpisana w marcu ubiegłego roku umowa ma wartość ponad 16 mld zł. W ubiegłym roku zapłaciliśmy 5,5 mld zł. Także w tym roku przelejemy znacznie więcej, niż planowaliśmy na początku. Miało to być ok. 450 mln zł. Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że będzie to 2–2,5 mld zł, teraz okazuje się że ok. 3 mld zł.

Tak jak już informowaliśmy, ma to kilka konsekwencji. Podstawowa jest taka, że program Wisła jest już w połowie spłacony, mimo że sprzęt mamy odebrać w 2022 r. i że będziemy mogli pochwalić się w NATO wydatkami na obronność rzędu 2 proc. PKB. Ale wiąże się to także z tym, że inne zakupy nie są realizowane. Te pieniądze równie dobrze moglibyśmy przelać za dwa, trzy lata i w międzyczasie wykorzystać je na coś innego. Jednak procedury przy zakupie uzbrojenia są tak skomplikowane i nieefektywne, że Wojsko Polskie nie jest w stanie doprowadzić do podpisania wielu zaplanowanych umów. Stąd ręce zacierają koncerny amerykańskie.