W sprawie związanej z Marianem Banasiem, jego oświadczeniami majątkowymi i wynajmem krakowskiej nieruchomości na odpowiedź czeka pytanie, jak służby specjalne mogły dopuścić do tego, że urzędnik wysokiego szczebla w administracji rządowej miał kontakty z półświatkiem przestępczym. Krakowska kamienica należąca do Banasia stała się hotelem, gdzie można wynająć pokój na godziny, a biznesem zarządzają osoby w przeszłości karane. Pytanie, gdzie były służby, pojawia się także przy okazji wykrycia mafii vatowskiej w resorcie finansów. Według prokuratury jej mózgami byli Arkadiusz B., wtedy dyrektor Krajowej Szkoły Skarbowości, i Krzysztof B., wicedyrektor departamentu kontroli celnej, podatkowej i kontroli gier. Obaj, już po odejściu z ministerstwa, usłyszeli zarzuty i trafili do aresztu tymczasowego.

– Mówiąc w uproszczeniu: MF jest pod opieką Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Do resortu trafiają oficerowie delegowani przez szefa ABW i służą za łączników między agencją a skarbówką w walce z przestępczością podatkową. Wspierają swoją wiedzą funkcjonariuszy celno-skarbowych – mówi nam osoba ze służb. Jednym z ustawowych zadań ABW jest rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw „godzących w podstawy ekonomiczne państwa”.

Oficerowie na pokładzie

W resorcie finansów, a później także w Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) udało nam się znaleźć ludzi z ABW, i to na ważnych stanowiskach. W DGP jako pierwsi opisaliśmy w połowie sierpnia br., że Piotr Dziedzic, obecny wiceszef KAS odpowiedzialny za walkę z przestępczością ekonomiczną, był oficerem agencji. To niejedyny tak wysoko postawiony przedstawiciel ABW.

Gdy w marcu 2017 r. ruszyła wielka reforma skarbówki, a służby celne i skarbowe zostały scalone pod szyldem KAS, powstało także Biuro Inspekcji Wewnętrznej (BIW). To taka wewnętrzna policja, która ma patrzeć na ręce pracownikom i funkcjonariuszom. Zgodnie z ustawą do jej zadań należy rozpoznawanie, wykrywanie i zwalczanie przestępstw dotyczących korupcji, przekraczania uprawnień czy niedopełniania obowiązków.

BIW wystartowało razem z KAS. Od 9 marca 2017 r. zastępcą dyrektora był tam Krzysztof Krełowski, delegowany z ABW. Na stanowisku przebywał do końca kwietnia. Później awansował na dyrektora, którym był do połowy października tego samego roku. Biuro prasowe skarbówki nie odpowiedziało na pytania, czy to BIW wykryło zaangażowanie dwóch wysokich urzędników w proceder wyłudzania VAT, o który jest dzisiaj podejrzewanych 15 osób, w tym właśnie dwóch byłych już dyrektorów.

– Centralne Biuro Śledcze Policji zajmowało się tą sprawą od grudnia 2016 r. Krzysztof B. odszedł z MF miesiąc później. Pytanie, czy BIW pomagało rozpracować Arkadiusza B., który opuścił stanowisko dyrektora Krajowej Szkoły Skarbowości dopiero pod koniec 2018 r., a w styczniu tego roku usłyszał zarzuty i trafił do aresztu – zauważa nasz rozmówca. Prokuratura nie udziela informacji, kto dostarczył wiedzy pozwalającej na rozpoczęcie śledztwa, a następnie postawienie zarzutów podejrzanym i zakończenie działania zorganizowanej grupy przestępczej. Wiadomo tylko, że zawiadomienie do organów ścigania złożyła osoba fizyczna, której personaliów prokuratura nie ujawnia.

Śledczy ustalili, że przestępczy proceder, który doprowadził do wyłudzenia ok. 5 mln zł i próby wyciągnięcia z publicznej kasy kolejnych 860 tys. zł, miał trwać od listopada 2015 r. aż do sierpnia 2018 r. We wrześniu tego roku zarzuty usłyszał i trafił za kraty Krzysztof B. Ciekawostką jest, że gdy był na stanowisku zastępcy dyrektora departamentu kontroli celnej, podatkowej i kontroli gier, kierował nim Piotr Dziedzic. Gdy powstała KAS, Dziedzic stanął na czele najbardziej kryminalnej z jednostek skarbówki, czyli Departamentu Zwalczania Przestępczości Ekonomicznej, a w lipcu tego roku awansował – gdy Marian Banaś był już ministrem finansów – na wiceszefa całej KAS.

Wewnętrzna bezpieka

Także były dyrektor BIW Krzysztof Krełowski nie zniknął. Z naszych ustaleń wynika, że dzisiaj jest blisko prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego. „Pan Krełowski na podstawie umowy zlecenia wykonuje usługi prawnicze związane z realizacją zadań Prokuratury Krajowej. Umowa została zawarta na okres od 1 września do 31 grudnia 2019 r.” – potwierdza nasze informacje biuro prasowe prokuratury.

Ze Święczkowskim znają się przynajmniej od pierwszego rządu PiS z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Obecny prokurator krajowy kierował wówczas ABW, a Krełowski był tam dyrektorem biura prawnego. W tej roli występował m.in. na posiedzeniu komisji senackiej we wrześniu 2007 r. Dwa lata później jego nazwisko pojawiło się na jednym z posiedzeń komisji śledczej, która wyjaśniała okoliczności śmierci byłej posłanki SLD Barbary Blidy. Ta postrzeliła się śmiertelnie z własnej broni w kwietniu 2005 r., kiedy ABW ją zatrzymała i przeszukiwała dom. Krełowski był pełnomocnikiem prawnym funkcjonariusza agencji, którego posłowie przesłuchiwali w charakterze świadka.

Poprosiliśmy ABW o informację, jakie stanowisko zajmował Krzysztof Krełowski w agencji i od kiedy tam pracował, ale od 10 dni nasze pytania pozostają bez odpowiedzi. Ostatnie oficjalne informacje związane z tą służbą, jakie znaleźliśmy, są z 2012 r. Wówczas kierował nią Krzysztof Bondaryk, a Krełowski został przez niego powołany w skład komitetu, który miał wyłonić laureatów konkursu na najlepszą pracę licencjacką lub magisterską z dziedziny bezpieczeństwa wewnętrznego państwa.

Zapytaliśmy ABW, czy przed delegacją do pracy w BIW skarbówki Krzysztof Krełowski nadzorował lub zajmował się wydawaniem poświadczeń bezpieczeństwa, które pozwalają urzędnikom na dostęp do najważniejszych tajemnic państwowych. To pytanie też pozostało bez odpowiedzi agencji, a jest ono istotne, bo w kwietniu 2016 r. takie poświadczenie uzyskał Marian Banaś, dzięki czemu ma możliwość zapoznawania się z dokumentami o klauzuli ściśle tajne.

Dwa i pół roku po tym, jak dostał to poświadczenie, wyszły na jaw nieścisłości w jego oświadczeniach majątkowych i rozpoczęła się analiza przedkontrolna Centralnego Biura Antykorupcyjnego, która w kwietniu 2019 r. przeszła w regularną kontrolę zakończoną w połowie października. Jej wyników wciąż nie znamy. Wiadomo jedynie, że CBA ma „zastrzeżenia”. Banaś odpowiedział na nie, a obecnie jego uwagi analizuje szefostwo biura. Dopiero po tym podejmie ewentualne dalsze kroki wobec byłego ministra finansów, a obecnie szefa Najwyższej Izby Kontroli.

Banaś utrzymuje zaś, że wszystkie nieruchomości nabył legalnie i ma na to potwierdzenie w dokumentach, a krakowską kamienicę wynajmował bez wiedzy, jaka konkretnie działalność jest tam prowadzona. – W tej sprawie wciąż jest wiele niejasności i pytań, na które powinien odpowiedzieć szef ABW Piotr Pogonowski – podkreśla nasz rozmówca ze służb.

– Osoby z ABW trafiły do resortu finansów. Jedna z nich kierowała wewnętrzną policją i należy pytać, jaka była jej rola w wykryciu procederu, w który zdaniem prokuratury było zaangażowanych dwóch dyrektorów. Nie wiemy też, czy ktokolwiek otoczył opieką kontrwywiadowczą Mariana Banasia, a należy domniemywać, że nie była ona sprawowana najlepiej, skoro kamienicę wynajmowały osoby z półświatka przestępczego. To zaś powinno rodzić pytanie o dalszą możliwość posiadania poświadczenia bezpieczeństwa, a przynajmniej skłonić służby do jakiejś weryfikacji – dodaje.

W DGP opisywaliśmy, że obecny szef ABW poznał Arkadiusza B. już w latach 2006–2007. Obaj pracowali wtedy w MF. Pogonowski był dyrektorem odpowiedzialnym za kwestie prawne, a B. – za sprawy administracyjno-logistyczne. Później odnaleźli się w jednej spółce o nazwie Agencja Monitoringu Wywłaszczeń. Miała się ona zajmować reprezentowaniem osób, które nie otrzymały należnej pomocy po wywłaszczeniach prowadzonych m.in. w okresie PRL. Trafili do niej w podobnym czasie w 2014 r. Pogonowski został członkiem rady nadzorczej, a B. – prezesem. Rezygnację z zajmowanych stanowisk też złożyli tego samego dnia – 10 lipca 2015 r.

Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych, informował nas wówczas, że po powołaniu Piotra Pognowskiego na stanowisko szefa ABW nie utrzymywał z Arkadiuszem B. żadnych kontaktów, a o jego zatrzymaniu w styczniu tego roku dowiedział się już po fakcie.