statystyki

Mounk: Polska demokracja nie jest tak zniszczona jak węgierska. Kolejne cztery lata PiS grożą jednak półdyktaturą [WYWIAD]

autor: Emilia Świętochowska28.09.2019, 08:45; Aktualizacja: 28.09.2019, 08:53
- Ważne jest to, aby odróżnić sprzeciw PiS wobec liberalnych wartości od ataków na reguły oraz instytucje demokratyczne - mówi Mounk

- Ważne jest to, aby odróżnić sprzeciw PiS wobec liberalnych wartości od ataków na reguły oraz instytucje demokratyczne - mówi Mounkźródło: PAP
autor zdjęcia: Leszek Szymański

- Proces erozji demokracji jest powolny. Pierwsze działania są skomplikowane, mają biurokratyczno--legislacyjny charakter – jak np. skrócenie wieku emerytalnego sędziów SN – więc trudno uzmysłowić sobie, co się dzieje - mówi w wywiadzie dla DGP Yascha Mounk, amerykański politolog z Uniwersytetu Johna Hopkinsa i publicysta, absolwent Uniwersytetu Harvarda i Uniwersytetu w Cambridge oraz autor wydanej właśnie w Polsce książki „Lud kontra demokracja. Dlaczego nasza wolność jest w niebezpieczeństwie i jak ją ocalić”.

Według ostatnich sondaży 45 proc. Polaków deklaruje, że w nadchodzących wyborach zagłosuje na partię, która zyskała opinię nacjonalistycznej, populistycznej, homofobicznej, nierespektującej rządów prawa. Co to panu mówi o stanie demokracji w Polsce?

Nie podoba mi się wiele rozwiązań, które wdraża polski rząd. Niepokoją mnie jego ksenofobiczne i homofobiczne inklinacje. Ale ważne jest to, aby odróżnić sprzeciw PiS wobec liberalnych wartości od ataków na reguły oraz instytucje demokratyczne. W liberalnej demokracji rząd ma prawo stwierdzić np., że nie chce przyjmować imigrantów. Nie do zaakceptowania jest natomiast gorsze traktowanie ludzi o innym kolorze skóry, którzy u nas mieszkają. Bez względu na to, jaki stosunek ma przeciętny Polak do kwestii polityki imigracyjnej czy praw osób LGBTQ, każdemu powinno zależeć na ochronie podstawowych zasad systemu politycznego. Myślę, że mamy większe szanse obronić liberalną demokrację, jeśli starannie wskażemy elementy, które chcemy zachować. A przecież nawet najbardziej konserwatywnej i religijnej osobie powinno zależeć na tym, aby obywatele mogli pozbywać się rządzących, do których stracili zaufanie. Możemy różnić się co do oceny działań PiS – w demokracji takie spory są uzasadnione. Nieuzasadnione jest natomiast przejmowanie przez rządzących kontroli nad kolejnymi niezależnymi instytucjami, przez co zmiana władzy staje się prawie niemożliwa.

A uważa pan, że tak się właśnie u nas dzieje?

Jako politolog, który analizuje politykę z perspektywy komparatystycznej, porównawczej, uważam, że rozwój wydarzeń w czasie pierwszej kadencji PiS niewiele różnił się od tego, co się działo na Węgrzech Viktora Orbána w latach 2010–2014. Chociaż polska demokracja nie jest jeszcze tak zniszczona jak węgierska, to obawiam się, że jeśli partia Jarosława Kaczyńskiego dostanie kolejne cztery lata na skonsolidowanie władzy, to Polska również stanie się półdyktaturą.

Nie przesadza pan w tej ocenie?

Proces erozji demokracji jest powolny. To śmierć od tysiąca cięć. Ponieważ pierwsze działania są skomplikowane, często mają biurokratyczno-legislacyjny charakter – jak np. skrócenie wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego czy obsadzenie komisji wyborczych lojalnymi oficjelami – trudno uzmysłowić sobie, co się dzieje. Kiedy represje zaczynają dotykać zwykłych obywateli, a w końcu do tego dochodzi, populiści zwykle mają już pełną kontrolę nad państwem.

To jak pana zdaniem będzie wyglądała kolejna kadencja rządów PiS?

Myślę, że będą kontynuowali tzw. reformy, choć powoli zaczną one negatywnie wpływać na życie wszystkich, nie tylko elit. Jeśli nastąpi jakiś wewnętrzy kryzys czy zewnętrzny szok, który spowoduje, że rząd straci na popularności – jak np. krach finansowy – wówczas stanie on przed wyborem: oddanie części władzy lub dokręcenie śruby, aby się przy niej utrzymać. Zazwyczaj populiści wybierają tę drugą opcję. A wtedy ludzie, którzy narzekają na dziennikarzy lamentujących nad rozkładem demokracji, mogą powiedzieć: „O cholera, teraz widzę, o co im chodziło”. Jeśli jestem nauczycielem, zaczynam dostrzegać, że podczas lekcji nie mogę mówić wszystkiego, co do tej pory. Jeśli jestem taksówkarzem, to okazuje się, że aby utrzymać licencję, muszę dać odpowiedniemu urzędnikowi łapówkę.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (21)

  • Bert(2019-09-28 10:19) Zgłoś naruszenie 2910

    to jest arcyzabawne, wręcz groteskowe ! zagrożenie dla mechanizmu demokratycznej zmiany władzy w Polsce ma jakoby stanowić PIS, podczas kiedy to właśnie nikt inny tylko PO zmonopolizowało wszystkie ośrodki władzy oraz sądy, trybunały i media i de facto od 4 lat nie chce uznać werdyktu wydanego przez społeczeństwo w kolejnych normalnych demokratycznych wyborach. Przecież to jest chore !

    Pokaż odpowiedzi (4)Odpowiedz
  • green(2019-09-28 10:32) Zgłoś naruszenie 259

    Jak ludzie lewicy i LGBT wyobrazaja sobie dyktature ! Nie znaja komunizmu i hitleryzmu. Ale chca wprowadzic dyktature LGBT.

    Odpowiedz
  • czytelnik(2019-09-28 10:02) Zgłoś naruszenie 249

    jak wygląda póldyktatura, ciekawe pojęcie, demokracja to jest wtedy gdyby rządziła opozycja a w sejmie byli by palikoty i jachiry

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Jerzy Węcławski(2019-09-28 12:56) Zgłoś naruszenie 193

    Niepokoją mnie " lekarze polskiej demokracji", typu pan uczony Yasha! Trudno bowiem polemizować z kimś, kto nie widzi " polskiej demokracji", która wyklucza z możliwości wyboru swojego kandydata do Sejmu PRAWIE 10 MILIONÓW OBYWATELI A TO DZIĘKI " DEMOKRATYCZNEJ" USTAWIE : " ORDYNACJA WYBORCZA". Podobnie : wspieranie polskich sędziów, którzy nie tylko chcą korzystać z przyznanych im immunitetów, ale także - bezkarności, bo nie chcą odpowiadać przed nikim poza własnymi, korporacyjnymi sądami składającymi się z kolesiów!

    Odpowiedz
  • Dobra pamięć(2019-09-28 13:48) Zgłoś naruszenie 183

    Polska była półdyktaturą, ale w ostatnich wyborach to się zmieniło. Pamiętamy jak prześladowano autora piosenki Donald marzy. Albo jak TVP ukrywała komunistycznego aparatczyka uciekającego po drabinie, wkrótce europosła. To przypomnienie, że nie wystarczy mieć poparcie dziennikarzy, żeby wygrać wybory. Pani Mounk mogłaby opisać to w interesującej książce o postkomunizmie.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Wiola(2019-09-28 11:55) Zgłoś naruszenie 179

    Yascha Mounk to po prostu pół-politolog. Przez 3 miesiące na zaocznym kursie w Cambridge i 2 miesiące zaocznie na Harward, no i lansuje się

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • pppp4(2019-09-28 17:17) Zgłoś naruszenie 144

    Znalazł się znawca od dyktatury. Nie bądź Acan śmieszny. Polska Demokracja ma sie b. dobrze

    Odpowiedz
  • tfuuu(2019-09-28 14:32) Zgłoś naruszenie 82

    A gdzie się podziały pozostałe komentarze ? Pewnie niewidzialna ręka ukradła !!!

    Odpowiedz
  • wies(2019-09-28 20:48) Zgłoś naruszenie 45

    Komentarze są ulepione z jednej gliny, miłośnicy dyktatury prowadzą

    Odpowiedz
  • Zeghar(2019-09-28 23:18) Zgłoś naruszenie 23

    A czy za paywallem wspomnieli, że mamusię pana "eksperta" za niesłuszne pochodzenie wyrzucono z Polski w 1969 roku? I że obywatelstwo amerykańskie ma niedawna - bo urodził się w Niemczech? Tak średnio wiarygodny....

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Bert(2019-10-05 17:54) Zgłoś naruszenie 11

    do ppp - "logika polskiego zaścianka " powiadasz, a to znasz :"like father like son"...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie