Jednocześnie laburzyści odrzucili wniosek o bezwarunkowe poparcie dla pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Przyjęcie stanowiska w sprawie brexitu jest najważniejszym punktem całej rozpoczętej w sobotę i trwającej do środy konferencji programowej Partii Pracy w Brighton. Największe ugrupowanie opozycyjne przystąpiło do niej równie podzielone, jak rządząca Partia Konserwatywna.

Corbyn przekonywał, że laburzyści powinni przejąć władzę, a potem wynegocjować z UE nowe porozumienie, które zostanie poddane pod referendum (przy czym nie ujawnił, za którą z opcji - wyjściem na tych nowych warunkach czy pozostaniem w UE - będzie się opowiadał). Ale wielu prominentnych członków partii, z jego zastępcą Tomem Watsonem oraz najważniejszymi członkami laburzystowskiego gabinetu cieni Emily Thornberry i Keirem Starmerem na czele, wzywało do tego, by bezwarunkowo poprzeć pozostanie w UE.

W trakcie konferencji ścierały się te stanowiska. Jedni przekonywali, że nieokreślone stanowisko wobec sprawy fundamentalnej dla przyszłości kraju przekreśla szanse partii na zwycięstwo w wyborach, które prawdopodobnie odbędą się w najbliższym czasie. Inni argumentowali, że w sytuacji, gdy konserwatyści pod wodzą Borisa Johnsona stają się partią probrexitową, a Liberalni Demokraci zapowiedzieli natychmiastowe wycofanie się z brexitu, to właśnie wyważone, neutralne stanowisko może dać Corbynowi urząd premiera.

Przyjęte stanowisko oznacza, że w kampanii przed wyborami parlamentarnymi Partia Pracy pozostanie w kwestii brexitu neutralna, a dopiero gdy przejmie władzę i wynegocjuje nową umowę z UE, na specjalnej konferencji zdecyduje, czy opowiedzieć się za wyjściem, czy pozostaniem w Unii.

Wynik poniedziałkowych głosowań w oczywisty sposób wzmacnia pozycję Corbyna, której zaszkodziły wewnątrzpartyjne podziały. Według opublikowanego w poniedziałek sondażu, ponad połowa wyborców, którzy w 2017 r. zagłosowali na Partię Pracy, uważa, że 70-letni Corbyn powinien ustąpić z funkcji lidera. Ale mimo że przegrani zapowiedzieli respektowanie przyjętego stanowiska, zapewne dyskusja na ten temat jeszcze będzie powracać.

Przyjęte przez laburzystów stanowisko ma jeden zasadniczy słaby punkt - nic obecnie nie wskazuje, by Partia Pracy miała nadchodzące wybory wygrać. O ile na wiosnę laburzyści mieli podobne sondażowe poparcie jak konserwatyści, a nawet często ich wyprzedzali, to od czasu objęcia urzędu premiera przez Borisa Johnsona szala wyraźnie przechyliła się na stronę konserwatystów, którzy w sobotnim sondażu tygodnika "The Observer" mieli aż 15-punktową przewagę.

Pomimo silnego niepokoju złoto nie drożeje, dlaczego?