statystyki

Brexit albo śmierć. Za niecałe trzy miesiące Zjednoczone Królestwo przestanie być członkiem Unii?

autor: Jakub Kapiszewski11.08.2019, 19:30
Rząd już teraz przekonuje Brytyjczyków, że za fiasko w negocjacjach (a więc i winę za twardy brexit, jeśli ostatecznie do niego dojdzie) ponosi Bruksela. – UE sprawia wrażenie, jakby mówiła „nie, nie chcemy rozmawiać”. Myślę, że to jest po prostu niewłaściwe, a nawet lekko smutne i na pewno nie w jej najlepszym interesie – oceniał kilka dni temu Michael Gove, który pełni funkcję koordynatora przygotowań do brexitu

Rząd już teraz przekonuje Brytyjczyków, że za fiasko w negocjacjach (a więc i winę za twardy brexit, jeśli ostatecznie do niego dojdzie) ponosi Bruksela. – UE sprawia wrażenie, jakby mówiła „nie, nie chcemy rozmawiać”. Myślę, że to jest po prostu niewłaściwe, a nawet lekko smutne i na pewno nie w jej najlepszym interesie – oceniał kilka dni temu Michael Gove, który pełni funkcję koordynatora przygotowań do brexituźródło: ShutterStock
autor zdjęcia: JESSICA TAYLOR UK PARLIAMENT HANDOUT

Strategia Borisa Johnsona na wyjście z Unii Europejskiej jest bardzo prosta: Zawijamy się stąd. Tak szybko, jak tylko się da. Ale nie wszyscy nad Tamizą chcą się na to zgodzić.

Ż adnych jeśli, żadnych ale”; „za wszelką cenę”; „brexit albo śmierć”. Nowy premier Wielkiej Brytanii, a także członkowie jego gabinetu, nie pozostawiają złudzeń, że na ich wachcie kierunek, w którym płynie HMS Brytania, jest tylko jeden. I właśnie wydali rozkaz „cała naprzód”. Chcą, żeby za niecałe trzy miesiące Zjednoczone Królestwo przestało być członkiem Unii.

To znacząca zmiana strategii w stosunku do planu poprzedniej szefowej brytyjskiego rządu. Theresa May była gotowa przeciągać brexit w nieskończoność, byle tylko odbył się „w uporządkowany sposób”, jak zwykła mówić. To dlatego rozwód przekładano już dwukrotnie, chociaż pierwotnie jego data została ustalona na 31 marca tego roku.

W odpowiedzi eurosceptycy, do których zalicza się także obecny premier, oskarżali May o kunktatorstwo. Obawiali się wręcz, że jej polityka doprowadzi do zablokowania brexitu w ogóle. To m.in. dlatego – mimo wcześniejszej krytyki – wielu ostatecznie oddało głos na znienawidzone porozumienie wyjściowe byłej premier (w trzecim „znaczącym głosowaniu” 29 marca). Byle tylko Wielka Brytania jak najprędzej wypisała się ze Wspólnoty. „Brak porozumienia jest lepszy niż złe porozumienie” – powtarzała od początku rezydowania przy 10 Downing Street Theresa May. Jej następca uważa dokładnie tak samo. Jednak oboje wyciągają z tej maksymy skrajnie różne wnioski.

To niewłaściwe, a nawet smutne

Co ciekawe, oficjalne stanowisko rządu wciąż głosi, że z UE najlepiej byłoby wyjść z jakimś porozumieniem w ręku. „Jakimś” to znaczy nawet tym samym, które przez dwa lata negocjowała May – oczywiście minus irlandzki backstop, czyli hamulec awaryjny, który wciągnąłby Wielką Brytanię w unię celną z Brukselą bez możliwości jednostronnego wyjścia. Europa twardo obstaje, że backstop nie podlega negocjacjom. „Trudno”, mówi Johnson. W takim wypadku będziemy mieli nieuporządkowany, twardy brexit.

Podobny przekaz miał dla swoich kolegów po drugiej stronie kanału La Manche David Frost, nowy główny negocjator ds. rozwodu z UE po brytyjskiej stronie. W tym tygodniu na spotkaniu w Brukseli stwierdził, że bez rezygnacji z hamulca awaryjnego żadnych rozmów nie będzie, a także podkreślił, że Londyn jest otwarty na negocjacje docelowego traktatu regulującego stosunki między stronami – ale już po 31 października.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie